Ciężko jest być erudytą w dzisiejszych czasach, czyli zaległości czytelnicze.

Do napisania tej notki natchnął mnie artykuł autorstwa Tomasza Pindela* na portalu Lubimy Czytać (link tutaj). Tekst, co prawda, traktuje o różnych rzeczach, ale moją uwagę przykuł przedostatni akapit, który pozwolę sobie tu zacytować:

Albo inny format, konkurs dla zwykłych czytelników. W momencie, kiedy uczestnik nie umie odpowiedzieć na pytanie, kto napisał Panią Bovary, albo w jakim mieście rozgrywa się akcja Miasta i psów, publiczność wyje ze śmiechu, a w stronę uczestnika leci wielki tort z bitą śmietaną i wisienką. Uczestnik zlizuje sobie śmietanę z nosa i wyjmuje wisienkę z oka, oczywiście śmiejąc się prawie naturalnie,
i przechodzi do kolejnej rundy pytań.

Zaiste, to by było ciekawe.

Wiele razy przechodziła mi przez głowę myśl, że nie ważne, jak wielkim erudytą jesteś i za jak wielkiego erudytę Cię ludzie uważają, i tak znajdzie się ktoś, kto będzie chciał spojrzeć na Ciebie z politowaniem, mówiąc „Ojej, nie czytałeś tego?” albo „Czemu jeszcze tego nie przeczytałeś?”, rzucając w Ciebie takim słownym tortem.

A czasami tego kogoś nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć w lustro.


Ile razy rzucałam takim tekstem po wejściu do biblioteki xD
A potem zawsze marudziłam, że tylu rzeczy jeszcze nie znam… Czytaj dalej

Reklamy

Urlopowy przerywnik literacki: przegląd literatury LGBT.

MAM URLOP. Co prawda nie wiem jeszcze, czy do końca tygodnia, ale do piątku włącznie na pewno. Szczerze? Już się modliłam o ten urlop xD Co z tego, że nikt mi za niego nie zapłaci – uparłam się, że nadrobię zaległości na studiach, napiszę co najmniej dwie prace, będę na wszystkich zajęciach i tak dalej. I odpocznę od pasażerów i ich mniej lub bardziej wydumanych problemów. Sama radość 🙂

Jako że moja przyjaciółka Mel narzekała mi na Facebooku, że rzadko kiedy piszę o czymś innym niż praca i studia, ten tydzień będzie pod znakiem „No job, no studies”. NIE MA. To, że będę sobie coś ogarniać w międzyczasie, to swoją drogą, Wy nie musicie o tym czytać. 😉 Przez ten tydzień odpocznę, a Wy razem ze mną.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić swój przegląd literatury homoerotycznej. Notkę po części sponsoruje jedna z moich korespondentek, zainspirowała mnie swoim zdaniem na ten temat. Zdanie przemilczę, bo nie mam autoryzacji 😉 Nie dlatego, że się z nim nie zgadzam, bo się zgadzam, ale wiecie, lepiej się pytać o zgodę na publikację.


Będzie bez okładek książek, za to podlinkuję ich strony na Lubimy Czytać. 😉 Czytaj dalej

Odkrycia roku 2013 – najlepsze filmy o tematyce żydowskiej.

Jestem półżywa. Nie odespałam wczorajszych harców na Blogowigilii (niby dużo tych harców nie było, ale i tak ledwo żyję), byłam osiem godzin w pracy (normalnie bym się cieszyła z tak małej ilości rzeczy do zrobienia, ale momentami ryłam nosem w klawiaturę), po zakupach i zrobieniu obiadu (z małą pomocą skacowanego Kuby) wreszcie mam czas, by odpocząć. Także nadrobię zaległości blogowe 🙂

Ta i następna notka dotyczyć będą filmów. Już mniejszej ilości – wspominałam, że zbyt dużo w tym roku nie widziałam. Tym razem pozachwycam się filmami o Żydach bądź jakkolwiek związanych z Żydami. Chyba jednym z pierwszych postanowień noworocznych będzie obejrzenie jak największej liczby produkcji żydowskich xD

Jedziemy!

1. Pokłosie, reż. Władysław Pasikowski

W przypadku różnych głośnych premier obiecuję sobie często, że pójdę na nie do kina. Udaje mi się to uczynić w kilku procentach przypadków… No ale nie mogłam sobie odpuścić Pokłosia! Ja, wtedy naczelny żydołak wołomiński (teraz urzędujący w okolicach Placu Grzybowskiego i dworca Warszawa Centralna), musiałam iść do kina, inaczej bym niechybnie skisła. Wybrałam się więc do wołomińskiej Kultury, zaopatrzona w paczkę cukierków i soczek. No co, nie takie filmy się oglądało z miską czipsów.

Cóż, gdzieś tak w połowie te cukierki odstawiłam.

Powiem tak: Pokłosie miejscami jest przewidywalne, miejscami przejaskrawione, ale dla mnie nie zalicza się do realistycznych filmów. To mozaika symboli, figur retorycznych, odniesień. Pamiętam nagonkę medialną, zaszczutych aktorów i reżysera. Pamiętam szał wywołany przez pokazanie tłumu dzikich wręcz i prymitywnych mieszkańców wsi (bo to generalizowanie, kłamstwo, Pasikowski zrobił z nich zwierzęta i tak daleeeej). Ej, ludzie, czemu nie widzicie, że tej produkcji nie można brać dosłownie?!

Gdybym mogła, napisałabym o tym filmie licencjat. Bo jest tego wart. Polecam! Czytaj dalej

Garść zachwytów: „Fight Club” (książka i film)

Wkurzyłam się dzisiaj. Poświęciłam dwa poranki i jedno popołudnie w Bibliotece Narodowej, by przeczytać mającą ponad 500 stron lekturę. I co się dzisiaj okazało? Będziemy to przerabiać na początku listopada… Eeeee… To po cholerę to czytałam…

Na poważnie. Byłam święcie przekonana, że skoro tydzień temu nie było zajęć, to dzisiaj ruszamy z kopyta i przerabiamy to tomiszcze. Okazuje się, że ISZiP jeszcze wiele razy mnie zaskoczy xD Przynajmniej mam z głowy… Teraz trzeba napisać o tym notkę na Czechożydka, by treść nie wyleciała mi z głowy.

I tak oto nagromadziło się we mnie sporo złości. Już wiem, co z nią zrobić – połączyć z wczorajszym olśnieniem. Mianowicie Bozia mnie oświeciła i dała mi znak.

Żydzie, nie pisałaś jeszcze o Fight Club!

No to piszę, w końcu zachwycam się tym do tej pory.

Moi drodzy, przed Wami najlepsza historia świata i totalne arcydzieło – Fight Club (książka oraz film).

 Przez wiele lat nie znosiłam Brada Pitta, tym filmem jednak mnie kupił. ❤ Czytaj dalej

Chała tygodnia – Pam Jenoff, „Dziewczyna komendanta”

Ostatnia Chała była ponad miesiąc temu, dawno nie miałam okazji, by na coś ponarzekać xD

Dzisiejszy wpis sponsorują Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona oraz Broz-Tito z Ironicznej Inwazji (niezastąpiona Paulina Ł., którą znacie już z innych notek), albowiem dzięki nim miałam okazję zapoznać się z omawianą dzisiaj Chałą. Dzięki, dzięki, odmieniliście moje życie! *fanfary* xD Co poniektórzy grzmią zapewne: „Po co zajmujesz się chałami?! Jest tyle dobrych książek!” i teraz mam na to odpowiedź.

Moi drodzy, pracuję na infolinii. To stresująca praca, muszę jakoś rozładować napięcie. Dlatego teraz oberwie się Pam Jenoff, a nie jakiemuś klientowi, który mnie wnerwia. ^^

Zapraszam do lektury!

Sama okładka wydaje mi się być nieco nieadekwatna, albowiem
główna bohaterka ma jasne włosy, ale to tylko moje zdanie. Czytaj dalej

Z okazji Dnia Dziecka o… „Wiecznie żywym” ;)

Dzisiaj Dzień Dziecka!

Zaczęłam się rano zastanawiać, czy w związku z tym, że jestem zaręczona, powinnam w ogóle obchodzić to święto. ^^’ Ale doszłam do wniosku, że dzieckiem zostanę do końca życia (bo każdy ma swoje wewnętrzne dziecko, tylko często o tym nie wie), także co ja się będę przejmować.

Niedawno wpadła mi w łapki książka Isaaca Mariona pt. Ciepłe ciała (Bosh, po angielsku brzmi to lepiej). Strasznie napaliłam się na Wiecznie żywego, byłam ciekawa, jak może wyglądać romans zombie z człowiekiem, a kiedy dowiedziałam się o istnieniu pierwowzoru literackiego, wszelka nauka poszła w kąt.


Czytałam po polsku, ale akurat takie zdjęcie okładki znalazłam. 
Wg mnie bardzo trafione; polskie wydanie też tak wygląda. Czytaj dalej

Sposoby na unikanie uczenia się do sesji cz.1

Wciągnęłam się w codzienne pisanie. Wow! Od dawna mi się to nie zdarzało.

Dzisiaj temat trochę oklepany, ale nawiedzający mnie w regularnych odstępach czasu.

Nie chce mi się uczyć. Pierońsko. Zwłaszcza, że to ostatni semestr studiów licencjackich, gdzie pracę mam już oprawioną i czekają mnie tylko cztery pisemne i ustne zaliczenia. Plus jedna praca pisemna i prezentacja. Niewiele – a moja chęć do nauki jest odwrotnie proporcjonalna. Boże, jestem niemożliwa.

Robię sobie teraz przerwę od historii filozofii, by się z Wami podzielić garścią spostrzeżeń. Czytaj dalej