Przerywnik urlopowy: Praga (po raz drugi)

O tegorocznym wyjeździe do Pragi pisałam już na Czechożydku, ale nie mogę, no po prostu nie mogę poprzestać na jednym wpisie. 😉

Tym razem do Czech wywiała mnie może nie tyle chęć przygody, co też sprawy związane z magisterką i tym, że moja rodzicielka ostatnio była za granicą na długo przed moim urodzeniem. Te dwa czynniki dały mi porządnego kopa na rozpęd: szybko zorganizowałam bilety na Polski Bus*, zaklepałam akademik, wcisnęłam mamie do poczytania Pragę. Miasto magiczne Marka Pernala i odliczałam dni do pierwszego lipca.

Przed Wami relacja z wyjazdu do Pragi i Kutnej Hory (bo zaliczyłam podczas pobytu w Czechach kolejne miasto). Wraz z kosztami, szczegółami technicznymi i ciekawostkami 😉

Praga taka w słońcu. #prague #pragen #summer2014

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Czytaj dalej

Cathryn czyta komiksy.

Jakoś ta sesja idzie do przodu… Jestem po prawie wszystkich egzaminach, czekają mnie dwa ustne (czeski i bułgarski) plus pisanie magisterki.

Do notek o komiksach (tych papierowych oraz internetowych) przymierzam się od dawna. Materiału nie jest dużo (no, nie wychodzi już tyle internetowych komiksów, co bym chciała…), ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Wielka szkoda!

Historie obrazkowe uwielbiam od dzieciaka. Jako gówniarz z podstawówki zaczytywałam się Kaczorami Donaldami, na początku gimnazjum odkryłam mangę… Komiksy dla bardziej dorosłych czytelników wpadły w moje ręce dopiero na studiach, ale dzielnie nadrabiam zaległości.

Moja matka przy każdej okazji powtarza, że komiksy są dla ludzi, którzy nie rozumieją czytanych książek i muszą się wspomagać obrazkami. Innymi słowy: czytanie takich rzeczy jest przejawem bycia mało inteligentnym. Cóż, mamo, jak mało wiesz o świecie…  i o własnym dziecku, które – zamiast uczyć się na ustny – ryczy ze śmiechu przy siedemnastym zeszycie Wilqa. 😉

Podzielę się z Wami swoimi ulubionymi komiksami. Oczywiście, zapraszam do dyskusji. 😉 Czytaj dalej

Przerywnik urlopowy: Cieszyn/Český Těšín

Pisałam już o naszym (moim i Kuby) wypadzie do Cieszyna na Czechożydku, ale tutaj postanowiłam podejść do tematu od strony bardziej technicznej.

Kochani, postanowiłam pojechać do Cieszyna, by:

– odpocząć od pasażerów, uczelni i zwykłych codziennych zmartwień,

– zobaczyć, co to właściwie jest ten Cieszyn i czemu jest podzielony na część polską i czeską,

– miło spędzić czas z Kubą,

– PRZEJŚĆ PRZEZ GRANICĘ!!!

Ostatni punkt to ewidentny dowód na to, że zostałam czechofilem. Od tygodni marzyłam o przekroczeniu polsko-czeskiej granicy, zamówieniu piwa w hospodzie (bo wreszcie mogę), zrobieniu zakupów i pogadaniu po czesku. Co z tego, że czeski mam codziennie w pracy, to nie to samo.

Przed Wami relacja z wyprawy od strony technicznej (m.in. z kosztami).

Cieszyn! #dzieńdobry

A post shared by Jakub Prószyński (@jakub_proszynski) on

Czytaj dalej

Chcesz się nauczyć języka? Kombinuj!

W ramach oczekiwania na pralkomajstra z naprawionym bębnem do pralki oddawałam się przez chwilę błogiemu lenistwu, siedząc na fejsie i wyłapując ciekawe artykuły do poczytania przy kawie. Nie spodziewałam się, że znajdę materiał, który mnie zainspiruje do napisania dzisiejszego wpisu.

W pewnej brazylijskiej szkole językowej ktoś mądry wpadł na pomysł, by uczestnicy kursów języka angielskiego mieli konwersacje z amerykańskimi emerytami z domu spokojnej starości. Wynikło to z prostego zestawienia – studenci potrzebują native speakerów do konwersacji, a starsi ludzie chcą z kolei po prostu porozmawiać. Czemu by tego nie wykorzystać?

Pełen artykuł wraz z filmikiem możecie znaleźć tutaj.

Już od dawna planowałam napisać, w jaki sposób sama nauczyłam się angielskiego i czeskiego (bądź też douczałam się w wolnym czasie). Teraz jest idealna okazja! 🙂


GT przydaje się do zrozumienia, o co mniej więcej w danym tekście chodzi.
Ale nie nauczysz się z tym języka.
Zapomnij.
Czytaj dalej

Kiedy bohemista ma mówić po słowacku… Przygody z pracy.

Do napisania tej notki zainspirowały mnie… moje własne słowa sprzed kilku miesięcy. Przy okazji opisywania warszawskich Targów Książki zdarzyło mi się powiedzieć coś takiego:

Rozumiem, kiedy ktoś mówi po słowacku _^_ Zbyt rzadko mam okazję posłuchać, jak ktoś używa słowackiego, trzeba to zmienić!

Ha, ha, ha. Znacie moje powiedzonko, że Bozia potrafi być złośliwa i że spotkała mnie/kogoś kara boska? No, to już wiecie, jak się czuję po prawie dziewięciu miesiącach pracy na infolinii, gdzie rozmawiam ze Słowakami przynajmniej raz w tygodniu.

Bez żadnego przygotowania merytorycznego, słownikowego, no czegokolwiek.

Owszem, teraz często mam okazję posłuchać, jak ktoś mówi po słowacku. Gorzej, że prawie zawsze wtedy myślę, iż rozmówca nie zrozumie mojego czeskiego…

W praktyce bywa z rozumieniem rozmaicie. 😉


To nie jest tak, że mam coś do Słowaków. To dla mnie tacy sami klienci, co Czesi,
Lutończycy bądź podróżni z Tel Awiwu (o tych ostatnich opowiem innym razem). Czytaj dalej

Jestem umiarkowanym czechofilem.

Do napisania tejże notki zainspirował mnie artykuł z Novinka.pl, podczytywany na przerwie w pracy. Czytanie na stołówce nie było zbyt mądrym pomysłem, albowiem nie miałam warunków stosownych do przetrawienia danej treści. A jest co trawić i nad czym się zastanawiać! Zwłaszcza, że tytuł artykułu to Nieznośny ciężar czechofilstwa (prawie jak moja notka o nieznośnej lekkości butów, jeeeeeej xD).

Żarty na bok, sprawa jest dość poważna. Autor w piękny sposób nabija się ze zjawiska czechofilii, gęba mi się śmieje do tej pory na wspomnienie niektórych tekstów. A zastanawialiście się kiedykolwiek, kto to właściwie jest czechofil i skąd się wziął (pomijam Mariusza Szczygła, weźmy pod uwagę szaraczki)?

Pewnie nie. Widzicie, ja też nie. Podumajmy więc. O co z tą czechofilią chodzi?

Lojalnie uprzedzam – dzisiaj może być garść wulgaryzmów. Zacznijmy od tego poniżej:


Bezczelnie kradnę z Novinki – ten obrazek uratował
mój dobry nastrój w pracy, autor zasługuje na pokłony xD

Czytaj dalej

Mistyfikacja w kulturze czeskiej. Przypadek warszawskich slawistów

Powinnam była wcześniej o tym napisać (najlepiej na gorąco, bo tuż po egzaminie), ale masa różnych okoliczności sprawiła, że musiałam wpis przełożyć.

Moi drodzy, sesja się praaaawie skończyła (a praaaaawie robi wielką różnicę). Na razie wszystko jest cacy i jedynym zgrzytem była sytuacja, kiedy z przyczyn różnych nie mogłam uzyskać wpisu, a specjalnie się po ten wpis pofatygowałam. Plus standardowa papierkologia i chaos w Instytucie – nie ma sprawy, przywykłam, kto powiedział, że studia mają być przyjemnością.

Jeden z moich egzaminów był końcem pewnego wykładu fakultatywnego, który nosił nazwę Mistyfikacja w kulturze czeskiej. Przypadek Divadla Járy Cimrmana*. Prowadziła go przemiła pani doktor, która się co prawda wkurzyła na egzaminie nieziemsko, ale co było w Vegas, zostaje w Vegas. Poza przedstawionymi projektami! Jako, że nikt nie zgłosił obiekcji, opowiem Wam o projektach na egzamin. Czytaj dalej