Chyba już wystarczy.

W poprzednim wpisie o Blogowigilii obiecałam Wam garść wyjaśnień, dlaczego mnie tu praktycznie nie ma.

Zbierałam się do poukładania myśli od dłuższego czasu, nie wiedząc kompletnie, jak napisać ten tekst, o czym Wam opowiedzieć, a co przemilczeć. Efekt ocenicie sami.

Prawda bowiem w większości jest taka, że nie umiem już tutaj pisać. W mojej głowie narodził się olbrzymi chaos jakiś czas temu, opisany zresztą w Mentalnej biegunce. Ten chaos nie chce sobie pójść. Umiem się skupić jedynie na tym, co czuję podczas lektury. Dzieje się tak wiele…

Kochani, z Nowym Rokiem zwykle przychodzą nowe sprawy. U mnie rok 2015 zaczyna się tydzień wcześniej. Z dniem dzisiejszym zamykam New Shadowlife, przenosząc (uwaga) część wątków na Czechożydka. Ile można się rozwarstwiać na dwa blogi. 😉

DeathtoStock_NotStock2 W tym właśnie momencie możecie zacząć klaskać jak po właśnie obejrzanej sztuce. Czytaj dalej

Reklamy

Przygotowania do ślubu cz.3 – bo zamęście trzeba obgadać.

Kochani, ostatnio przygotowania do ślubu nabrały tempa. Wiemy już sporo o możliwej lokalizacji obiadu rodzinnego, zaczęłam też rozglądać się za rzeczami odnośnie mojego wyglądu i ogólnie oprawy graficznej całego tego przedsięwzięcia (zaproszenia, fryzjer, makijażystka, etc.). Rozkminy trwają, mamy z Kubą burzę mózgów, czasami aż czacha mi dymi od rozmyślania nad tym wszystkim.

Odkryłam jednak rzecz genialną, która do tej pory mi umykała.

Ślub, obiad rodzinny i imprezę dla znajomych najlepiej obgadać. A z kim? Z przyjaciółmi i rodziną!

Nawet, jak niektóre wątki kończą się tak:

Uwielbiam ten gif xD Czytaj dalej

Przygotowania do ślubu cz.2 – chudnięcie idzie pełną parą.

Minął miesiąc od poprzedniego wpisu. Przygotowania do zamęścia idą powolutku – cały czas nie mogę się zebrać do Urzędu Stanu Cywilnego na Śródmieściu, by wypytać o wszelkie potrzebne dokumenty. Na razie stan konta oszczędnościowego powoli się zmienia (na plus, oczywiście), obdagałam ze świadkową różne rzeczy i…

Schudłam!

Weszłam dzisiaj na wagę i jak wół stało, że ważę 65,5 kilo.

Poniżej macie dwa zdjęcia poglądowe. Pierwsze z sierpnia, 70 kilo żywej wagi:

10469471_767805443263321_382697445426377582_n Czytaj dalej

Mentalna biegunka.

Pozwólcie, że na wstępie rzucę w Was cytatem:

Najważniejsze nie było w niej to, że robię coś, czego się robić nie powinno lub nie wolno; odkryłam w sobie coś pięknego, czego nikt na świecie nie wie i nigdy się nie dowie, ponieważ było to wyłącznie moje ciało, które bez udziału kogoś innego stało się dla mnie źródłem rozkoszy.

Autorem powyższych słów jest Arnošt Lustig, tekst pochodzi z powieści Niekochana. Z dziennika siedemnastoletniej Perły Sch., o której piszę magisterkę.

Od wczoraj cierpię na mentalną biegunkę. Przez głowę nawet nie przebiegają, co przelewają mi się myśli, kotłują, rozpychają, baniak mnie od tego zaczyna boleć. Zaczęło się właściwie od tego cytatu.

Spędziłam w BUWie owocne trzy godziny, dłubiąc przy pracy i ogarniając konspekt (mam wrażenie, że wreszcie ma ręce i nogi). Po tym czasie byłam z siebie dumna – jeeee, wreszcie usiadłam, poukładałam myśli, wiem, co napiszę, normalnie może jeszcze będą ze mnie ludzie.

Taki ch*j.

Bo mam mentalną biegunkę, dzieje się masa rzeczy i jedyne, co chcę zrobić, to zwiać, schować się w kątku i tak sobie posiedzieć cały dzień. Albo dwa. Ewentualnie siedem. Czytaj dalej

Przygotowania do ślubu cz.1 – trzeba schudnąć!

Tak, wiem, albo się zastanawiacie nad tytułem notki, albo się pukacie w czoło.

Po co się odchudzać, przecież dobrze wyglądasz, szczupła jesteś, do ślubu ponad rok, pogięło Cię, co za problem kupić większe ciuchy, gdzie Ty niby masz nadwagę… Co najmniej jeden z tych tekstów słyszę za każdym razem, kiedy opowiadam komuś o tym, że jestem na diecie.

Owszem, jestem na diecie. Od dwóch tygodni.

A dzisiaj Was podenerwuję gadaniem o tym. 😉

 Odkryłam nowy blog na Tumblru. Uwielbiam obrazki motywacyjne! Czytaj dalej

Na szybko: pierwszy raz z Veturilo

Rok z okładem nie jeździłam na rowerze. Zostawiłam swój gruchot u rodziców, nawet przez myśl mi nie przeszło, by go zabrać do stolicy… No jak to, przecież w Warszawie wszyscy jeżdżą jak wariaci, mogą mnie przejechać, a za jazdę po chodniku grozi mandat!!! – głupie myśli nie dawały mi spokoju. Raz na jakiś czas patrzyłam tęsknie na ludzi jeżdżących Veturilo, nie wpadłam na to, że mogę sobie założyć konto i śmigać.

Czasami mam wrażenie, że godzenie pracy, studiów i bycia kijową panią domu zeżarło mi mózg. Jazda po Warszawie jest przecież możliwa!

Postanowiłam więc zbadać, czym jest warszawski rower miejski. Poza tym – ile można nie jeździć? _^_

Czytaj dalej

Wakacyjny chillout.

Za chwilę koniec lipca.

Cóż, moje dzieciństwo skończyło się w tamtym roku, kiedy zaczęłam pracować w Call Center i wyprowadziłam się w domu, ale dalej traktuję lato jak wakacje. Może dlatego, że nie mam zajęć na uczelni (czyli odpadła mi masa rzeczy do systematycznego robienia).

Lipiec to dla mnie miesiąc odpoczynku od wszystkiego, co związane ze studiami – w sierpniu siadam do pisania magisterki i zaległej pracy zaliczeniowej. Poza tym wyjazd do Pragi i Kutnej Hory oraz zamieszanie w pracy związane z sytuacją w Izraelu (zgadnijcie, co się działo, kiedy koło lotniska w Tel Awiwie spadła rakieta…) skutecznie uniemożliwiły mi robienie czegoś bardziej ambitnego niż pisanie notek na blogu.

Ale, ale… lato jest przecież po to, by odpocząć! Sierpień będzie pracowity tylko pod względem pisania magisterki. Niczego innego! Trzeba wykorzystać dobrą pogodę i ruszyć się gdzieś jeszcze!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To zdjęcie motywacyjne, by jeszcze gdzieś pojechać – przedstawia mnie na molo w Sopocie. Czytaj dalej