Przygotowania do ślubu cz.3 – bo zamęście trzeba obgadać.

Kochani, ostatnio przygotowania do ślubu nabrały tempa. Wiemy już sporo o możliwej lokalizacji obiadu rodzinnego, zaczęłam też rozglądać się za rzeczami odnośnie mojego wyglądu i ogólnie oprawy graficznej całego tego przedsięwzięcia (zaproszenia, fryzjer, makijażystka, etc.). Rozkminy trwają, mamy z Kubą burzę mózgów, czasami aż czacha mi dymi od rozmyślania nad tym wszystkim.

Odkryłam jednak rzecz genialną, która do tej pory mi umykała.

Ślub, obiad rodzinny i imprezę dla znajomych najlepiej obgadać. A z kim? Z przyjaciółmi i rodziną!

Nawet, jak niektóre wątki kończą się tak:

Uwielbiam ten gif xD

Widzicie, mój tryb życia wygląda, jak wygląda. W momencie, kiedy spotykam się z rodziną bądź znajomymi, nagle mam tematów na kilka godzin gadania (bez przerw), coraz bardziej zbliżający się ślub tylko powiększa liczbę spraw, które muszę omówić z bliskimi.

Kiedy jednak wreszcie usiądziemy i ja zacznę mówić, po jakimś czasie robi mi się o wiele, wieeeele lżej.

Bo wszystkie moje durne pomysły i lęki idą w kąt, każdy najmniejszy szczegół jest omówiony, rozpatrzony z różnych stron. Coś pięknego, polecam.

Trzeba się jednak nastawić na rzeczy nie do końca spodziewane:

1. Kiedy nagle dowiadujesz się, że Twój pomysł jest dziwny i że ludzie mogą dziwnie zareagować,

2. Kiedy nagle dowiadujesz się, że Twój pomysł jest szalony i nietypowy, niemniej jednak ludzie mogą dziwnie zareagować,

3. Kiedy słyszysz, że Marsz Imperialny wcale nie jest oklepany jako muzyka na wejście do urzędu stanu cywilnego (i komu wierzyć – sobie i swojemu obeznaniu w temacie, czy innym),

4. Kiedy po raz setny słyszysz pytanie, czemu wybraliśmy jako cel podróży poślubnej Glasgow (a nie np. Izrael – no wyobraźcie sobie Kubę lecącego do Izraela… xD),

5. Kiedy pada pytanie, czemu chcemy mieć ślub w urzędzie, skoro da się tanio załatwić fajny kościół (i nie przetłumaczysz, że mi i Kubie do katolicyzmu daleko…), a w urzędzie sprawa trwa kwadrans (NO WŁAŚNIE!), jest smutno, buro i w ogóle źle,

6. Kiedy pada stwierdzenie, że Twoje plany z sukienką ślubną mogą nie wypalić, bo… *wstaw wyliczankę powodów*,

7. Kiedy pada stwierdzenie, że do ślubu może Cię umalować Twoja Siostra*, po co inwestować w makijażystkę,

8. Kiedy nagle wszyscy podnoszą raban, bo nie chcesz kwiatów na ślubie

(i tu mały przerywnik: nie toleruję ciętych kwiatów. Kosztują one sporo pieniędzy, postoją kilka dni i nadają się na śmietnik. Dlatego u mnie na ślubie ma nie być kwiatów – chyba, że jakiś mały w moich włosach. Każdego z wiechciem pogonię),

9. Kiedy wszyscy nagle mają pierdyliard sposobów na upokorzenie gości, którzy by dali pustą kopertę,

10. Kiedy wszyscy zgodnie mówią, że do ślubu zostało jeszcze sporo czasu, ale czy mamy już obczajone kwestie typu transport gości na obiad rodzinny, datę w urzędzie, zaklepany nocleg w Glasgow, menu na obiedzie itd., bo to trzeba zacząć szybko załatwiać i najlepiej, byśmy już za miesiąc wszystko mieli przygotowane (pomijając fakt, że w urzędzie nic teraz nie załatwię, mam przyjść na pół roku wcześniej),

11. Kiedy co i rusz ktoś pyta, jakie będą zabawy weselne (nie będzie żadnych) albo jaka muzyka będzie leciała (coś wymyślimy),

12. Kiedy co i rusz ktoś pyta, kiedy planujemy dzieci (a co Wam do tego?! xD Najpierw muszę zrobić magistra i wyjść za mąż, potem pomyślę!),

13. Kiedy pada pytanie o wątki czeskie/żydowskie na ślubie. O ile czeski już wymyśliłam (mało inwazyjny, świadkowa aprobuje), tak z żydowskim mam spory problem i pewnie jeszcze sporo wody upłynie, nim coś wymyślę.

Tymczasem nikt nie pyta o to, jakie będę miała nazwisko po ślubie. _^_

Będzie jedno, Prószyńska. Nie wyobrażam sobie, by mieć dwa – przy mojej wadzie wymowy i kłopotach związanych z tym, że nazwisko Kuby można pisać na dwa sposoby nie sposób by było żyć z tworem Nowacka-Prószyńska i nie dostawać szału w urzędach.

Tyle na razie. Będę Was informować o innych kwiatkach związanych z przygotowaniami na bieżąco.

Wasza zamotana

Cathryn

* Nie żebym wątpiła w zdolności Mojej Siostry, ale to jest ślub, do cholery, trzeba wyglądać jak milion dolarów! xD

Reklamy

3 thoughts on “Przygotowania do ślubu cz.3 – bo zamęście trzeba obgadać.

  1. Zaproś mnie na ślub mogę robić za wątek żydowski! A co do nazwiska. Zastanów się – bo wiesz oczywiście nowe nazwisko fajne (serio 🙂 ale masz mnóstwo dokumentów na stare łącznie z magisterium. Nie koniecznie musisz się posługiwać oboma. U mnie w domu jest specyficzna tradycja że połowa kobiet choć ma podwójne korzysta tylko z panieńskiego. Ty mogłabyś mieć podwójne na co dzień korzystać z mężowego ale w papierach na wszelki wypadek mieć dwa (wiele rzeczy ułatwia). Warto się nad tym zastanowić 🙂

    • Długo myślałam nad tym, czy nie mieć podwójnego, ale np. moja matka ma ze swoim podwójnym nazwiskiem masę problemów już od samego początku. Albo jeden człon przekręcą, albo drugi, albo oba naraz… Ja zaś mam dodatkowo wadę wymowy, więc będę miała wystarczająco przerąbane.
      Ale pomyślę jeszcze nad tym. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s