„Umieram… I co mnie to obchodzi” – o „Romantykach” w Teatrze Dramatycznym.

Na samym wstępie ślę Wam pozdrowienia z Pragi. Może niezbyt słonecznej, ale pełnej niespodzianek, w tym dobrego i taniego jedzenia w bibliotece Klementinum. Na Facebooku żaliłam się, że udało mi się rozchorować tuż przed samym wyjazdem. Obecnie kuruję się nabytą w czeskiej aptece aspiryną i czuję, że jest lepiej. 😉

Sesja is ending. Potrzebowałam się od niej i myśli o zaliczeniach oderwać chociaż na chwilę. Udało mi się w tamtym tygodniu wyrwać do kina (Zostań, jeśli kochasz – popłakałam się w kilku momentach, to naprawdę dobry film), a kilka dni później do Teatru Dramatycznego na Romantyków Hanocha Levina.

Wybór spektaklu nie był przypadkowy. Zdecydowałam się to zobaczyć nie dlatego, że bohaterami jest trójka Żydów, bardziej chodziło mi o samego autora. Przyznam się Wam, że nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z Levinem i z jego dziełami… Z jednej strony trochę mi wstyd, bo powinnam go chociaż kojarzyć, z drugiej jednak podeszłam do sprawy dość spokojnie i z ciekawością, bo wreszcie miałam okazję sprawdzić, o co z tym panem chodzi.

Co z tego wynikło? Zobaczcie sami.

Dopiero po obejrzeniu spektaklu dostrzegłam,
jak bardzo ten plakat do niego pasuje. Czytaj dalej

Reklamy

Mentalna biegunka.

Pozwólcie, że na wstępie rzucę w Was cytatem:

Najważniejsze nie było w niej to, że robię coś, czego się robić nie powinno lub nie wolno; odkryłam w sobie coś pięknego, czego nikt na świecie nie wie i nigdy się nie dowie, ponieważ było to wyłącznie moje ciało, które bez udziału kogoś innego stało się dla mnie źródłem rozkoszy.

Autorem powyższych słów jest Arnošt Lustig, tekst pochodzi z powieści Niekochana. Z dziennika siedemnastoletniej Perły Sch., o której piszę magisterkę.

Od wczoraj cierpię na mentalną biegunkę. Przez głowę nawet nie przebiegają, co przelewają mi się myśli, kotłują, rozpychają, baniak mnie od tego zaczyna boleć. Zaczęło się właściwie od tego cytatu.

Spędziłam w BUWie owocne trzy godziny, dłubiąc przy pracy i ogarniając konspekt (mam wrażenie, że wreszcie ma ręce i nogi). Po tym czasie byłam z siebie dumna – jeeee, wreszcie usiadłam, poukładałam myśli, wiem, co napiszę, normalnie może jeszcze będą ze mnie ludzie.

Taki ch*j.

Bo mam mentalną biegunkę, dzieje się masa rzeczy i jedyne, co chcę zrobić, to zwiać, schować się w kątku i tak sobie posiedzieć cały dzień. Albo dwa. Ewentualnie siedem. Czytaj dalej

Przygotowania do ślubu cz.1 – trzeba schudnąć!

Tak, wiem, albo się zastanawiacie nad tytułem notki, albo się pukacie w czoło.

Po co się odchudzać, przecież dobrze wyglądasz, szczupła jesteś, do ślubu ponad rok, pogięło Cię, co za problem kupić większe ciuchy, gdzie Ty niby masz nadwagę… Co najmniej jeden z tych tekstów słyszę za każdym razem, kiedy opowiadam komuś o tym, że jestem na diecie.

Owszem, jestem na diecie. Od dwóch tygodni.

A dzisiaj Was podenerwuję gadaniem o tym. 😉

 Odkryłam nowy blog na Tumblru. Uwielbiam obrazki motywacyjne! Czytaj dalej