True to the End… Czy ja wiem? – o ostatnim sezonie „True Blood”

Wpisy urlopowe pojawią się na Czechożydku, ponieważ bardziej pasują tematycznie tam, niż tutaj. Nie martwcie się, będą niedługo (jak tylko ogarnę chaos związany z pisaniem prac).

Dzisiaj chcę z Wami podyskutować – tak, podyskutować – o ostatnim sezonie True Blood. Wczoraj miałam okazję nadrobić dwa ostatnie odcinki i do tej pory nie wiem, co mam o tym myśleć.

Nie zwlekając… Zakończenie Czystej Krwi – chała czy nie?

Wpis zawiera spoilery!

 Uwielbiam plakaty i wszelkie promocyjne materiały dotyczące tego serialu ❤

Serial ten oglądałam od momentu wyjścia pierwszego odcinka (podobnie było z Dexterem, którego podsumowałam tutaj). Jarałam się niczym dzika kuna w agreście, ponieważ znałam książkowy pierwowzór. Okej, pierwszy tom o wdzięcznym tytule Martwy aż do zmroku. Co, tylko tyle wtedy u nas wydano. 😉

Cały cykl powieści o Sookie Stackhouse mam na półce, przeczytałam każdy tom od deski do deski i myślę, że to dobre czytadełko, jak się nie chce przegiąć z wampirami (patrz Zmierzch) lub dzikim seksem (patrz Grey). Absolutnie nic ambitnego. Serial zapowiadał się trochę lepiej, bo był kolejnym odzwierciedleniem podziałów społecznych w Stanach (pierwsze dwa, trzy sezony były genialne). Potem nastąpiła tendencja spadkowa, potem lekka sinusoida, a na końcu…

Pomieszanie z poplątaniem.

Niektóre rozwiązania fabularne miały sens, inne ledwo się kupy trzymały, a inne były robione chyba tylko po to, aby twórcy, aktorzy i widownia mogliodeśmiać sobie dupę.

Do tych ostatnich (zacznijmy od przyjemnych rzeczy) należą przede wszystkim sytuacje, gdzie główną rolę grali Eric i Pam. Retrospekcje z ich udziałem poprawiały mi humor na cały wieczór; mój absolutny numer jeden to scena zakładania i prowadzenia wypożyczalni wideo. No kto to wymyślił, chcę mu uścisnąć prawicę! 🙂 I Ginger jako groupie Erika… Coś wspaniałego.

 Fragment, z którego pochodzi ten gif, wygrał Internety. _^_

Dobrym rozwiązaniem, choć nie do końca trzymającym się kupy było sukcesywne uśmiercanie bohaterów. Nie miałam nikogo, komu życzyłabym śmierci (jak w przypadku Skyler z Breaking Bad – Borze, jak ja jej nie znosiłam!!!) i nawet zdarzyło mi się zasmucić z powodu czyjegoś odejścia… Ale czasami moment śmierci postaci był z dupy. Inaczej nie da się tego określić. Masa wampirów ginie od zakołkowania bądź przebicia czymkolwiek ostrym, krew się leje strumieniami… Nigdy nie rozumiałam tego, że po przebiciu kołkiem wampir po prostu wybucha i krew wraz z ciałem rozbryzguje się na prawo i lewo, zawsze wydawało mi się to kuriozalne. W ostatnim sezonie twórcy przegięli pałę z tymi rozbryzgami, czego dowodem jest ostatni odcinek.

Wróćmy do procesu sukcesywnego uśmiercania. Pozbawienie życia bohatera to genialny sposób na zamknięcie serialu, by nikomu już nie przyszło do głowy tworzyć kontynuację (patrz: Six feet under). Po ostatnim odcinku True Blood mam jednak wrażenie, że mimo, iż spora część postaci pomarła od mniej lub bardziej ambitnych pomysłów scenarzystów, to spokojnie dałoby radę coś jeszcze wydumać. Chociażby spin-off z Erikiem i Pam, co bym nawet obejrzała.

Cała historia związana z nieuleczalną chorobą wampirów to dla mnie totalny debilizm. W książce było coś podobnego, z tym, że wirus przekazywany przez dawców krwi i partnerów seksualnych jedynie osłabiał wampira do tego stopnia, że można było spokojnie go zabić. I stan osłabienia mijał po jakimś czasie. A tutaj… Serioooo, nagle wszyscy mrą jak muchy? Nie kupuję tego. Po prostu, kurde, nie.

 Fanpejdż serialu spisał się znakomicie – widzowie mogli sobie umilić
oczekiwanie na kolejny epizod filmikiem bądź masą fajnych grafik. 

Ostatni odcinek i ogólne zakończenie historii podobało mi się tylko pod tym względem, że część bohaterów nareszcie dostała to, czego pragnęła – rodzinę, dzieci, święty spokój, akceptację. Bądź sławę i hajs. 😉

Natomiast nim doszłam do szczęśliwego podsumowania, zdążyłam się załamać głupotą scenarzystów kilka razy, ale to temat na spotkanie się ze mną przy piwie.

10406669_10152591517373563_1712943108569157074_n

Podsumowując… Nie uważam, że cały serial zasługuje na miano Chały tygodnia. Owszem, jestem troszkę skonsternowana, zmieniłabym sporo rzeczy, ale w sumie nie było tragicznie.

A mogło być gorzej, oj, mogło.

Co o tym sądzicie? Ktoś oglądał, czytałspoilery i chce się wypowiedzieć? To ma okazję. 😉

Wszystkie zdjęcia wzięte z oficjalnego fanpejdża serialu. Gif wzięty, oczywiście, z Tumblra. ^^

Reklamy

One thought on “True to the End… Czy ja wiem? – o ostatnim sezonie „True Blood”

  1. Czekałam z przeczytaniem tego wpisu do zakończenia serii i przed chwilą w końcu udało mi się dooglądać. Jestem bardzo, ale to BARDZO zadowolona z tego, jak serial został zakończony. To wybijanie postaci akurat dla mnie było bardzo dobrym zabiegiem, bo nadawało mroku temu sezonowi, poza tym cały serial tworzy taką zamkniętą całość, ale o tym i ja napiszę notkę. 🙂 Bardzo na plus jest uśmiercenie matki Hoyta, która była najbardziej znienawidzoną przeze mnie postacią, największy na świecie plus za zabicie w końcu tego niedorajdy Billa. Bardzo podoba mi się też to, że Eric nie ingeruje w życie Sookie i że nie pokazali twarzy jej męża. Ogólnie niektóre rzeczy trochę za słodkie, jak ta końcówka ze świętem dziękczynienia, ale i tak wychodzi na plus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s