„Bo On miał smutną duszę”…

Z początku nie wierzyłam w śmierć Williamsa.

Mówiłam sobie, że zbyt wiele razy Internet wymyślił sobie to, że ktoś znany umarł. I potem osoba zainteresowana musiała wszystko odkręcać, bo w śmierć wierzyła już nawet rodzina.

Dlatego obiecałam sobie, że notkę napiszę dzień po wiadomości o tym, że Williams zmarł. By jeszcze móc się pozytywnie zdziwić.

Wieść o tym, że to było samobójstwo przez powieszenie, do tej pory gdzieś mnie boli.

Nie miałam pojęcia, że odejście Robina Williamsa odczuję osobiście.


Tumblr i tym razem okazał się genialnym źródłem ilustracji.

Przez moje Internety przewaliła się cała masa pełnych smutku i niedowierzania wpisów – jak to, Robin Williams mógł popełnić samobójstwo? Czemu? Co się stało? Przecież grał w tylu wesołych filmach… Dlaczego?

O jego problemach z alkoholem i depresją słyszałam już kilka lat temu i już wtedy zaczęłam kojarzyć bardzo wesołych, skłonnych do wygłupów ludzi z osobami chorymi bądź z olbrzymimi problemami. Zwłaszcza, że w moim otoczeniu spotykałam takie osoby.

Ba, do pewnego stopnia sama się do nich zaliczam. Przy czym stany depresyjne z trzeciego roku studiów wydają mi się już elementem przeszłości. Zagrzebanym dość głęboko… Wiem, że mogą się ponownie pojawić i mam nadzieję, że się to nigdy nie stanie. Udaje mi się częściej śmiać, niż płakać bez powodu bądź chcieć zrobić sobie krzywdę.

Piękny wpis o własnej depresji i o emocjach wywołanych przez śmierć aktora stworzyła Erika Moen, autorka webkomiksu Oh Joy, Sex Toy. Erika walczy z chorobą od wielu lat. Jeśli czujecie się na siłach ze swoim angielskim, kliknijcie tutaj i przeczytajcie, jak ona odebrała wiadomość o śmierci Williamsa. Po jej wpisie chce się żyć.

***

Do tej pory zachodzę w głowę, jaki był impuls u Williamsa. Co się zadziało w jego głowie, by powiedzieć Sorry, ale wychodzę.

Uważam, że życie jest piękne. Pełne kolorów, ciekawostek, radosnych chwil (krótszych i dłuższych). Nie chodzi o to, że nie wolno się zabijać, bo się będzie potępionym. Nie warto się zabijać. Tak po prostu.

Williams wyszedł z innego założenia.


 ‚Stowarzyszenie Umarłych Poetów’ nie należy jakoś do moich ulubionych filmów,
ale jest skarbnicą mądrości życiowych.

Wiecie co? Jest mi przykro z powodu jego śmierci. Mam wrażenie, że mógł jeszcze wiele z siebie dać, mógł stworzyć kolejne wspaniałe role… Tak wybitny aktor zdarza się raz na sto lat, jak nie rzadziej. Williams zawsze był dla mnie uosobieniem pracowitości i pracy nad swoim warsztatem (nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale co oglądałam jego filmy, trochę inaczej patrzyłam na swoje własne możliwości).

Wraz z tym gościem odszedł kawałek mojego dzieciństwa. Często oglądaliśmy filmy z jego udziałem całą rodziną; niektóre znaliśmy prawie że na pamięć. Moja siostra zawsze uwielbiała Hooka, co leciał w telewizji, to musiałyśmy go obejrzeć. Moje trzy ulubione produkcje to Jumanji, Pani Doubtfire oraz Między piekłem a niebem. Wszystkie kojarzą mi się z czasami, gdy byłam dzieckiem. Świat stawał się weselszy dzięki temu, co Williams wyprawiał na ekranie.

Smutno mi, z drugiej strony jednak czuję ulgę. Widocznie było źle z nim. Już nie cierpi. Gorzej, że teraz cierpią inni – jego rodzina, przyjaciele i rzesze takich, jak ja, którym Williams zrobił dzieciństwo (kolokwialnie mówiąc).

Wasza

Cathryn

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s