Dzień przed cudzym ślubem.

Po raz kolejny w tym roku się przeziębiłam. Powoli przestaje mi się to podobać, moja odporność woła o pomstę do nieba.

Wyszłam dzisiaj wcześniej z pracy. Jutro moja dobra koleżanka bierze ślub i muszę nawet nie tyle wyglądać, co po prostu funkcjonować w miarę normalnie. Także od kilku godzin kuruję się Fervexem. W sumie dobrze, że się rozłożyłam teraz, bo specjalnie z okazji ślubu wzięłam dwa dni wolnego. W niedzielę nawpierniczam się czosnku i może to coś da.

Korzystam z tego, że się trochę lepiej czuję. Że myślę w miarę logicznie i nie przysypiam. W tle leci piosenka z traileru do Fifty Shades of Grey (jeśli chcecie posłuchać, to kliknijcie tutaj).

Dumam nad tym, że za ponad rok sama stanę na ślubnym kobiercu.

Zaskoczeni? To czytajcie dalej.

DSCF3572
To zdjęcie idealnie pokazuje mój dzisiejszy nastrój. Poza tym z chęcią pochodziłabym teraz po wołomińskim
lesie i wdychała świeże powietrze.

Tak, wychodzę za mąż w przyszłym roku. Ustaliliśmy z Kubą, że ślub odbędzie się mniej więcej w październiku. Jeszcze nie zaczęliśmy nic załatwiać, na razie jesteśmy na etapie zbierania kasy. Za jakieś dwa miesiące zacznę się rozglądać za knajpą, gdzie urządzimy obiad dla rodziny. Pierwsza myśl – Bazyliszek przy Rynku Starego Miasta, ale jeszcze nie wiem, czy będzie mnie na to stać.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej przerażona jestem. Kosztami. Organizacją. Sprawami czysto technicznymi. Bez ani krztyny magii ślubnej. Nie jestem naiwna, wiem, że to będzie bardzo skomplikowana i wymagająca ogarnięcia impreza oraz że tej magii może wcale nie być bądź będzie dopiero na następny dzień.

Kusi mnie, by zaciągnąć Kubę do urzędu tylko ze świadkami. By był spontan, śmiech, trochę nerwowego śmiechu, pognieciona sukienka, wiatr we włosach i wszystko to, co można powiązać z moją osobą. Luz i brak dzikich tłumów wokół. Ale takich rzeczy nie powinno się robić. Ponad własną zachciewajkę, która może mi się zmienić za kilka dni przedkładam to, że przecież są ludzie, którzy mnie kochają i chcą się cieszyć moim szczęściem na imprezie.

Nie boję się z kolei małżeństwa – już wiem, że nie musi być pełne powagi. To może być głupawka, wspólnie spędzane zarąbiste chwile, rozkminy o nie wiadomo czym, dni pełne przypału i zwykłego cieszenia się życiem. Wydaje mi się jednak, że same przygotowania do ślubu powodują, że się inaczej patrzy na świat i perspektywę wspólnego życia, trochę tej powagi się jednak wkrada.

Na szczęście jest taka para, która na bank nie straci po ślubie nic ze swego pozytywnego porąbania. I która będzie dla mnie wzorem, kiedy sama będę się denerwować własnym zamążpójściem.

Gauziu, Wasilonku, wszystkiego najlepszego. Uwielbiam Was, zawsze bądźcie tacy prawdziwi i szczerzy, jak teraz.

Wasza zakatarzona, ale kurująca się w tempie ekspresowym

Cathryn

 

 

Źródło obrazka: Death to Stock

Reklamy

2 thoughts on “Dzień przed cudzym ślubem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s