Na szybko: za co kocham swoją pracę

Poważnie się zastanawiam nad tym, czy nie zacząć skracać wpisów. Produkcja tekstów standardowej długości ostatnimi czasy staje się dla mnie średnio możliwa (nie mam kiedy nawet napisać notki na Czechożydka, a tam się przecież nie rozpisuję).

Dlatego dzisiaj będzie krótko (taki szort, jak to czasem wrzuca Segritta).

Za co kocham swoją pracę?


Obrazek średnio pasuje, ale tekst będzie o tym, co sprawia, że nie mam takiej miny. 😉

1. Za towarzystwo

Praca w call center nie należy do wymarzonych robót świata, ba, niektórzy zarzekają się, że prędzej skończą pod mostem, niż trafią do telecentrum. Na szczęście wielu moich kolegów i koleżanek z pracy wyszło z innego założenia i tak oto mam fajną, dość zgraną ekipę. Konflikty są, owszem, ale nie macie pojęcia o tym, że przez większość czasu prowadzimy masę ciekawych dyskusji bądź wpadamy na dzikie pomysły.

Mój dzisiejszy dobry humor po części sponsoruje koleżanka, która usłyszała, jak mówię do sąsiadki, że jak można nazwać dziecko Roksana czy jakoś tak. J. przerażona zapytała, czy powiedziałam tak do pasażera przez telefon xD (jak się ma słuchawki na uszach, nigdy nic nie wiadomo).

2. Za to, że przebywanie ze sobą przysparza masę okazji do wygłupów

Okej, staram się być obowiązkowa i odpowiedzialna za to, co robię w pracy (wychodzę z założenia, że to może być poważne zajęcie), czasami jednak ponosi mnie głupawka. Ostatnio powiedziałam koledze (leciał innymi liniami), że jak pokaże w wejściu do samolotu swój identyfikator, to poleci w luku bagażowym. 😉

Dzisiaj natomiast stanął za mną kolega Tunezyjczyk i o czymś cicho rozmawiał z pewną dziewczyną. Ja się pytam lekko zaskoczona, czy coś ode mnie potrzebuje, na co kolega: Wiesz, chciałem Ci tylko jeden włos wyrwać, jest mi potrzebny. I sobie poszedł, uśmiechając się szeroko. 😉

3. Za to, że niektórzy pasażerowie mają duży dystans do siebie

Mój dzień sponsoruje dwudziestominutowa rozmowa z pasażerem z Tel Awiwu. Przy wszystkich kłopotach i całym zamieszaniu z konfliktem izraelskim trafił mi się starszy pan, który nie umiał się odprawić na stronie (chwilowy powrót do normalności).

Co zrobiłam? Poszłam na całość, przełączyłam się na hebrajską wersję strony internetowej i instruowałam pana, co ma robić. Znając pięć hebrajskich liter na krzyż.

Daliśmy radę, odprawił się, chociaż momentami było naprawdę ciężko, bo pan słabo znał angielski. W pewnym momencie pasażer zaczął mnie przedrzeźniać (kiedy mówiłam radośnie Yes, yes, yes, jak mu się coś udawało), po czym tak się rozchichotał, że i mi się jego nastrój udzielił. I tak się chichraliśmy. _^_ Koniec rozmowy wyglądał tak:

Pasażer: I am sorry about my English, it’s not good.

Ja (odruchowo): It’s not a problem, sir.

Pasażer: Yes, it is a problem, you know, it is MY PROBLEM! (i śmiech)

***

Powiedzcie – jak Wam się podobało? Takie skondensowane wpisy mogą być, czegoś brakuje?

Czekam na uwagi ^^

A tymczasem lecę na wieczór panieński znajomej.

Wasza cierpiąca z powodu upału

Cathryn

Reklamy

2 thoughts on “Na szybko: za co kocham swoją pracę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s