Wakacyjny chillout.

Za chwilę koniec lipca.

Cóż, moje dzieciństwo skończyło się w tamtym roku, kiedy zaczęłam pracować w Call Center i wyprowadziłam się w domu, ale dalej traktuję lato jak wakacje. Może dlatego, że nie mam zajęć na uczelni (czyli odpadła mi masa rzeczy do systematycznego robienia).

Lipiec to dla mnie miesiąc odpoczynku od wszystkiego, co związane ze studiami – w sierpniu siadam do pisania magisterki i zaległej pracy zaliczeniowej. Poza tym wyjazd do Pragi i Kutnej Hory oraz zamieszanie w pracy związane z sytuacją w Izraelu (zgadnijcie, co się działo, kiedy koło lotniska w Tel Awiwie spadła rakieta…) skutecznie uniemożliwiły mi robienie czegoś bardziej ambitnego niż pisanie notek na blogu.

Ale, ale… lato jest przecież po to, by odpocząć! Sierpień będzie pracowity tylko pod względem pisania magisterki. Niczego innego! Trzeba wykorzystać dobrą pogodę i ruszyć się gdzieś jeszcze!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
To zdjęcie motywacyjne, by jeszcze gdzieś pojechać – przedstawia mnie na molo w Sopocie. Czytaj dalej

Dzień po cudzym ślubie. :)

No i się odbyło. Ślub Agi i Krzyśka.

W lodówce stoi kawałek tortu i sernika, uprana sukienka wisi na suszarce. Ja popijam Fervex i stukam w klawiaturę, Kuba gra na konsoli. Pełen chillout.

Cóż, trzeba odsapnąć chwilę po całym dniu pełnym wrażeń, nie?

Zwłaszcza, że po złapaniu opaski panny młodej wrzasnęłam na całą salę

Wychodzę za mąż w przyszłym roku!!!

Dopiero po chwili dotarła do mnie powaga sytuacji…

Sto lat młodej parze!!! Czytaj dalej

I kolejne selfie z Oświęcimia… Przypadek Auschwitz Selfie Girl.

Tak sobie przeglądałam wczoraj wieczorem Internety i oczom moim ukazał się kolejny przykład młodzieńczego debilizmu, czyli słodziutka  fotka zrobiona sobie w Auschwitz.

O głupich zdjęciach z obozów koncentracyjnych pisałam już kiedyś w ramach Chały tygodnia, jeżdżąc po autorkach, ile się tylko dało. Zdjęcie poniżej przykuło moją uwagę z innego powodu – chodzi o argumentację, czemu się sobie zrobiło coś takiego.

I mimo, że kolejne słowa dziewczyny totalnie burzą jej poprzednią teorię, nie mogę przestać o tym myśleć.

Porozmawiajmy o tym, czy można być szczęśliwym, jadąc do Auschwitz.


Ogólnie uważam, że uśmiech w takim miejscu jest cholernie niewskazany – przecież to miejsce
uważane jest za największy cmentarz w Europie. Czytaj dalej

Dzień przed cudzym ślubem.

Po raz kolejny w tym roku się przeziębiłam. Powoli przestaje mi się to podobać, moja odporność woła o pomstę do nieba.

Wyszłam dzisiaj wcześniej z pracy. Jutro moja dobra koleżanka bierze ślub i muszę nawet nie tyle wyglądać, co po prostu funkcjonować w miarę normalnie. Także od kilku godzin kuruję się Fervexem. W sumie dobrze, że się rozłożyłam teraz, bo specjalnie z okazji ślubu wzięłam dwa dni wolnego. W niedzielę nawpierniczam się czosnku i może to coś da.

Korzystam z tego, że się trochę lepiej czuję. Że myślę w miarę logicznie i nie przysypiam. W tle leci piosenka z traileru do Fifty Shades of Grey (jeśli chcecie posłuchać, to kliknijcie tutaj).

Dumam nad tym, że za ponad rok sama stanę na ślubnym kobiercu.

Zaskoczeni? To czytajcie dalej.

DSCF3572
To zdjęcie idealnie pokazuje mój dzisiejszy nastrój. Poza tym z chęcią pochodziłabym teraz po wołomińskim
lesie i wdychała świeże powietrze. Czytaj dalej

Na szybko: za co kocham swoją pracę

Poważnie się zastanawiam nad tym, czy nie zacząć skracać wpisów. Produkcja tekstów standardowej długości ostatnimi czasy staje się dla mnie średnio możliwa (nie mam kiedy nawet napisać notki na Czechożydka, a tam się przecież nie rozpisuję).

Dlatego dzisiaj będzie krótko (taki szort, jak to czasem wrzuca Segritta).

Za co kocham swoją pracę?


Obrazek średnio pasuje, ale tekst będzie o tym, co sprawia, że nie mam takiej miny. 😉 Czytaj dalej

Przerywnik urlopowy: Praga (po raz drugi)

O tegorocznym wyjeździe do Pragi pisałam już na Czechożydku, ale nie mogę, no po prostu nie mogę poprzestać na jednym wpisie. 😉

Tym razem do Czech wywiała mnie może nie tyle chęć przygody, co też sprawy związane z magisterką i tym, że moja rodzicielka ostatnio była za granicą na długo przed moim urodzeniem. Te dwa czynniki dały mi porządnego kopa na rozpęd: szybko zorganizowałam bilety na Polski Bus*, zaklepałam akademik, wcisnęłam mamie do poczytania Pragę. Miasto magiczne Marka Pernala i odliczałam dni do pierwszego lipca.

Przed Wami relacja z wyjazdu do Pragi i Kutnej Hory (bo zaliczyłam podczas pobytu w Czechach kolejne miasto). Wraz z kosztami, szczegółami technicznymi i ciekawostkami 😉

Praga taka w słońcu. #prague #pragen #summer2014

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Czytaj dalej