„I hate it when you see me cry…”

Już po sesji. Prawie, bo jeszcze przede mną dwie prace zaliczeniowe oraz jak największy fragment magisterki (w ciągu ostatnich dwóch dni stan zaawansowania zmienił się z pięciu zdań na trzy strony). Egzaminy mam za sobą, nic nie muszę poprawiać we wrześniu (o dziwo).

Sesja poszła mi całkiem nieźle, obyło się bez zbędnych stresów. Do momentu, gdy zdawałam egzamin ustny z bułgarskiego, przy którym dopadły mnie wszystkie możliwe lęki naraz. Poryczałam się, ponieważ nagle nie potrafiłam wykrztusić ani jednego prostego zdania po bułgarsku i miałam wrażenie, że wychodzę na skończoną idiotkę.

Z kanciapy doktorskiej wyszłam z czwórką, ale też z zastanowieniem, po co mi właściwie te łzy były. Nie tylko w trakcie tego egzaminu, ale w ogóle, w wielu sytuacjach na studiach i nie tylko.

Porozmawiajmy o tym, dlaczego płacz jest mi (i nam) potrzebny.


Niech dzisiejszym podkładem muzycznym będzie ta piosenka Halestorm
(oni ogólnie mają bardzo życiowe teksty).

Byłam bardzo nerwowym dzieckiem. Byle co potrafiło u mnie wywołać płacz, zwłaszcza kontakty z rówieśnikami, którzy mnie nie akceptowali ze względu na to, że się od nich diametralnie różniłam. Przedszkole, pierwsze cztery klasy podstawówki były okupione łzami i momentami ciężkim stresem. Później już było stopniowo lepiej, ale różne wydarzenia w gimnazjum i liceum (w domu, w szkole, w związkach) sprawiły, że zaczął się u mnie proces blokowania uczuć. Wymyśliłam sobie, że uczucia są złe, że płacz jest zły i że przez okazywanie słabości ludzie będą mieli okazję, by mnie skrzywdzić (co się kilka razy zdarzyło, ale tylko dlatego, bo na to pozwoliłam).

Wiecie, to było jak w piosence z FrozenDon’t let them in, don’t let them see, be the good girl you always have to be, conceal, don’t feel, don’t let them know… To były moje własne narzucenia, wywołane przez różne czynniki. Poza tym płacz od wieków kojarzył mi się z histerią i de facto z byciem nie do końca zdrowym psychicznie. Co, takie przekonanie wyniosłam z domu (jeszcze dodatkowo podkoloryzowane przez moją skromną osobę).

Skończyło się to tak, że przez pierwsze dwa lata studiów praktycznie z nikim z roku nie rozmawiałam, bałam się do tych ludzi podejść, a załatwianie jakiejkolwiek papierkowej sprawy na uniwerku było horrorem. W okolicach egzaminów potwornie się bałam płaczu przed innymi, a tymczasem na pierwszym roku raz koleżanka powiedziała mi, że wszystko będzie dobrze, a Pan Promotor po ustnym z dziejów regionu stwierdził, że moje łzy są nieadekwatne do sytuacji xD

Schody zaczęły się na początku trzeciego roku studiów, kiedy dopadły mnie stany depresyjne i wstanie z łóżka, a co dopiero dojechanie na zajęcia, graniczyło z cudem. W momencie, gdy jechałam tramwajem i czułam, jak łzy spływają mi po policzkach, postawiłam na sobie kreskę. Wiecie, że już nic ze mnie nie będzie, bo wszyscy przecież te łzy widzą*.

Cóż, właśnie kończę czwarty rok studiów. Za mną prawie dwadzieścia miesięcy nauki i pracy nad sobą. W tym usuwania mi z głowy przekonania, że łzy są złe.

Dotarło do mnie, że łzy i płacz sam w sobie to rzecz jak najbardziej ludzka. Że to, że ktoś płacze nie oznacza, że jest nienormalny. W ciągu tych dwudziestu miesięcy płakałam chyba kilkadziesiąt razy – ze smutku, ze szczęścia, najczęściej po prostu z olbrzymiej złości, którą tłumiłam latami.

Czuję się z tym świetnie, chociaż denerwują mnie sytuacje, gdy nagle ni z tego ni z owego zaczynam płakać.

Po licencjacie myślałam, że zasłabnę od tych wszystkich emocji, które się ze mnie wylewały. W pracy zdarzyło mi się ze dwa, trzy razy zejść z infolinii, bo klient chciał się po prostu na mnie wyżyć (na to się jednak dość szybko uodporniłam**) i musiałam się uspokoić. Na tym nieszczęsnym ustnym z bułgarskiego pan doktor wstał i zaczął rysować na tablicy, bym na moment odwróciła uwagę od swoich emocji***. W każdej z powyższych sytuacji ryczałam ze stresu i nie byłam w stanie się ogarnąć przez kilka minut.

Ale też bywają takie chwile, że własne łzy wywołują u mnie zdziwienie – ślub siostry, gdzie ta brechtała się przed ołtarzem, a ja zastanawiałam się, czy mi się makijaż nie rozmazał, bo tak się wzruszyłam; obejrzenie filmiku z czyichś oświadczyn, puszczenie sobie piosenki, która kiedyś mnie nie ruszała, a teraz jej tekst wywołuje u mnie potoki łez, zobaczenie wzruszającej sceny w filmie. Wiecie, jak Kuba się dziwi, kiedy widzi, że płaczę przy artykułach o tym, jak ktoś ocalił kota lub psa od schroniska? Nigdy mnie w podobnym położeniu nie widział. Ja siebie też zresztą.

Cieszę się, że zachodzą we mnie zmiany, mój organizm wreszcie pracuje tak, jak powinien (z umysłem trochę gorzej). Nie wstydzę się płaczu… No dobra, kogo chcę oszukać, czasem się wstydzę. _^_ Jest mi ciężko okazywać tak silne emocje przed kimś, kogo mało/krótko znam, zwłaszcza przed wykładowcą. Dalej siedzi we mnie taki diablik, co mi szepcze do ucha: Ej, Żydzie, ty wiesz, co on sobie o Tobie pomyśli?  Na to mam już tylko jedną odpowiedź, którą sobie powtarzam jak mantrę:

Nie ma co ukrywać łez, tłumić płaczu. To jedna z najważniejszych lekcji w moim życiu – nie ma, no po prostu nie ma sensu. Bo jeśli stłumimy płacz i emocje, które wywołały łzy, to one nie znikną, wprost przeciwnie: mogą nam nie dać spokoju przez długi czas.

A to, co sobie o nas myślą inni, możemy olać. 😉 Ewentualnie docenić, jeśli świadek naszego płaczu zachowa się jak człowiek, a nie jak jakiś cham.

Dobra, koniec wywodów, wracam do pisania magisterki. Do trzydziestego mam deadline na co najmniej dziesięć stron, trzymajcie za mnie kciuki!

Wasza szczęśliwa, bo wymieniła złotówki na korony (wyjazd do Pragi już we wtorek!!!)

Cathryn

* to może brzmieć jak pitolenie, ale wytrzymajcie do kolejnego akapitu 😉

** w tym miejscu chciałabym podziękować Maćkowi za słowa otuchy. Otucha wyglądała następująco: „Dorota, wyobraź sobie, że to tylko głosy w twojej głowie, a nie prawdziwi ludzie”. I to pomogło, o dziwo!

*** o samym lektoracie z bułgarskiego powinna powstać osobna notka, prowadzący na nią zasługuje!!! 🙂

Reklamy

6 thoughts on “„I hate it when you see me cry…”

  1. Mnie nie przekonałaś niestety. Dzisiejszy świat nie pozwala nam na pokazywanie słabości, a płaczem w życiu nic nie osiągnę. Dlatego ja nie płaczę przy innych, nigdy. Jeśli się to już zdarza, to w moim świecie – w moim pokoju, gdy nikogo tam nie ma. A sama wiesz, że też miałam ciężko i też musiałam się powstrzymywać przed ryczeniem przed publicznością – ale zawsze udawało mi się dotrwać do domu (może dlatego, że mieszkałam blisko szkoły :P). Nawet będąc z moim byłym chłopakiem, przez 4 lata związku widział mnie płaczącą może ze 2-3 razy. Bardzo się cieszę, że w pewien sposób osiągnęłaś spokój w tym temacie, ale ja nadal nie będę tego robić przy innych ludziach, bo tak jest łatwiej, wygodniej i bezpieczniej.

    • Wiesz, zdaję sobie sprawę z tego, że każdy człowiek obraca się w innym towarzystwie i każdy ma inne zdanie na temat płaczu. Mi jest z moim dobrze, bo wiem, że jeśli ktoś będzie próbował mnie skrzywdzić w chwili, gdy płaczę, to zostanie wykopany z mojego życia w trybie natychmiastowym.

  2. A jak ja mam odwrotnie – czyli mogę ryczeć w autobusie (oczywiście bez jakiegoś głośnego szlochania ze smarkaniem w chusteczkę), a przy bliskich osobach się wstydzę to coś ze mną nie tak? xd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s