Cathryn czyta komiksy.

Jakoś ta sesja idzie do przodu… Jestem po prawie wszystkich egzaminach, czekają mnie dwa ustne (czeski i bułgarski) plus pisanie magisterki.

Do notek o komiksach (tych papierowych oraz internetowych) przymierzam się od dawna. Materiału nie jest dużo (no, nie wychodzi już tyle internetowych komiksów, co bym chciała…), ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Wielka szkoda!

Historie obrazkowe uwielbiam od dzieciaka. Jako gówniarz z podstawówki zaczytywałam się Kaczorami Donaldami, na początku gimnazjum odkryłam mangę… Komiksy dla bardziej dorosłych czytelników wpadły w moje ręce dopiero na studiach, ale dzielnie nadrabiam zaległości.

Moja matka przy każdej okazji powtarza, że komiksy są dla ludzi, którzy nie rozumieją czytanych książek i muszą się wspomagać obrazkami. Innymi słowy: czytanie takich rzeczy jest przejawem bycia mało inteligentnym. Cóż, mamo, jak mało wiesz o świecie…  i o własnym dziecku, które – zamiast uczyć się na ustny – ryczy ze śmiechu przy siedemnastym zeszycie Wilqa. 😉

Podzielę się z Wami swoimi ulubionymi komiksami. Oczywiście, zapraszam do dyskusji. 😉

1. Wilq Superbohater (by Bartosz & Tomasz Minkiewicz)

Na pierwszy ogień idzie Wilq, dzieło o superbohaterze z Opola. Wilq ma niewyparzony język, lubi się opierdzielać i spuszczać ludziom łomot (nie zawaha się przed przyłożeniem swoim przyjaciołom), jest dumnym pańciem żółwia Maciusia i wg mnie chciałby mieć święty spokój, jedynie okazjonalnie zwalczając zło i występek w Opolu.

Bawi mnie ten komiks niezmiernie. Niektóre teksty Wilqa i jego kumpli – zwłaszcza Alc-mana – latają po mieszkaniu przy Grzybowskiej często i gęsto (jak ten o tym, że Wilq widzi źdźbło w oku bliźniego, a belki we własnej dupie nie dostrzega). Kuba nie bardzo chyba rozumie, czemu się tym jaram, ale czasem podczytuje mi zeszyty przez ramię i śmieje się tak głośno, jak ja.

Moje serce podbiły jednak rozmaite parafrazy i popisy kreatywności autorów. Nawiązań jest tutaj tona, jak nie dwie, przy czym niektóre są naprawdę bardzo inteligentne. Ach, i ten język… Uwielbiam wymyślne przekleństwa (tak, moje poczucie humoru do wyrafinowanych nie należy, sorry), a podczas lektury kolejnych części znajduję co i rusz nowe i nowe zastosowania oklepanych zwrotów. No coś pięknego.


Ten obrazek powalił mnie na kolana. _^_

2. Jeż Jerzy (by Rafał Skarżycki & Tomasz Leśniak)

Jeżem Jerzym zaczytywałam się bodajże na drugim roku studiów i wtedy ten humor strasznie do mnie trafiał (chyba potrzebowałam się odmóżdżyć po nadmiarze zajęć).

Jerzy jest… jeżem. Cytując klasyka, jeździ na desce i pali jointy. Pije, tłucze się z dresami, jego kochanka regularnie zdradza z nim swojego męża… No ogólnie nasz bohater prowadzi ciekawe życie.

W tych komiksach podobało mi się wyśmiewanie rzeczywistości. Nabijanie się z grup społecznych, konkretnych postaci i zjawisk ma miejsce na każdym kroku. Ta rola komiksów zasługuje na szczególną uwagę – łatwo powiedzieć, że to tylko bzdurne historyjki obrazkowe, ale jak inaczej trafnie podsumować coś, co jest szkodliwe?

Zarówno w Jeżu Jerzym, jak i u Wilqa poziom bluzgów sięga czasem zenitu, ale wg mnie jak się człowiek dość szybko przyzwyczai, to po pewnym czasie zacznie go to bawić.

Jakby ktoś był ciekaw – Jeż Jerzy trafił kilka lat temu na ekrany kin. Film zbyt wybitny nie był, ale nie żałuję, że to obejrzałam.


Nawiązania do wszelakiej popkultury mają miejsce i w Jeżu Jerzym, co widać na załączonym obrazku.

3. Alois Nebel (by Jaromír 99 & Jaroslav Rudiš)

O Aloisie Neblu (lub też, idąc za czeską odmianą, Aloisi Neblovi) pisałam jakoś tak na początku istnienia Czechożydka. Poważnie rozważam ponowne przeczytanie całej trylogii: jest ona dostępna w oryginale w Bibliotece Narodowej, dodatkowo w różnych miejscach można dostać polskie tłumaczenie.

Nebel to na pierwszy rzut oka miły, spokojny facet. Jego życie jest od samego początku związane z koleją, pracuje jako zawiadowca i nikomu nie wadzi. Ma jednak dziwną przypadłość, mianowicie od czasu do czasu otacza go mgła, w której widzi wydarzenia z przeszłości. Uznany za wariata, trafia do szpitala psychiatrycznego, by potem wylądować jako bezdomny na dworcu głównym w Pradze.

Ten komiks ma klimat. Atmosfera Jesenik i wizji Nebla udzieliła mi się tak, że siedziałam głodna i zziębnięta w BNie z zamiarem zostania jak najdłużej, by tylko się dowiedzieć, co się z bohaterem stanie. Wtedy po raz pierwszy chyba poczułam, że jestem szczęśliwa z powodu bycia bohemistką – nie ma nic lepszego od czytania Aloisa Nebla w oryginale.

Komiks został zekranizowany, ba, powiem więcej – jest to pierwsza czeska animacja, gdzie za modele służyli żywi aktorzy (metoda ta nazywa się rotoskopia). Dodatkowo dzieło to było czeskim kandydatem do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny, nominacji jednak nie otrzymało.

Film mi się jakoś specjalnie nie podobał, ale przyjemnie mi się oglądało świetnie dobranych wyglądem aktorów (wśród nich był ulubieniec Kuby, Karel Roden). Pod względem technicznym animacja jest interesująca; dorzućcie do tego muzykę i wychodzi całkiem ciekawy wieczór.


Oto jeden z plakatów, przedstawiający Miroslava Krobota, odtwórcę roli Aloisa Nebla.

4. 48 stron (Tomasz Piątkowski & Robert Adler)

Do tej serii mam szczególny sentyment, bo czytałam ją w liceum. W dodatku to były fajne, wesołe czasy.

Górsky i Butch to dwaj policjanci, którzy mają specjalne zadanie – odnaleźć sens w komiksie. Muszą się spieszyć, albowiem mają na to tylko 48 stron…

Absurd goni absurd, ale bardzo podobały mi się nawiązania do filmów.

Też zastanawiam się, czy do tego nie wrócić…

(wyszło lakonicznie, wiem, ale wspomnienia mnie osiadły i nie mogę się skupić na pisaniu, więc przejdźmy dalej)

5. The Young Avengers (pomysłodawcy: Allan Heinberg & Jim Cheung)

Nie byłabym sobą, gdybym nie zapodała czegoś od Marvela. 😉 Pewnie już kiedyś wspominałam, że cholernie podoba mi się to uniwersum i cały pomysł z istnieniem mutantów.

Jako dziecko byłam dość nietypową uczennicą podstawówki, bo po powrocie ze szkoły zamiast bawić się lalkami leciałam oglądać X-Menów na Fox Kids. Do tej pory nie wyrosłam z jarania się Marvelem, czego efektem jest sporadyczne czytanie komiksów/Wikipedii oraz chodzenie do kina na wszystkie filmy sygnowane nazwą wydawnictwa.

Pierwszą informację o The Young Avengers znalazłam przypadkiem podczas buszowania na angielskiej Wikipedii. Oczywiście, rzucił mi się w oczy wątek LGBT (potem się okazało, że jest ich więcej), dlatego też przegrzebałam Internety w poszukiwaniu pierwszego zeszytu… ^^’  I tak oto zostałam fanką Młodych Avengersów.

Bohaterowie na początku mają 16-17 lat. Nie znają się nawzajem, integruje ich dopiero Iron Lad (chłopak, który w przyszłości miał się stać Kangiem Zdobywcą, cholernie złą postacią). Każdy z nastolatków posiada jakieś wyróżniające go zdolności – potrafi nagle urosnąć, zmienić postać bądź za*ebiście strzela z łuku. Razem stanowią drużynę, by później przerodzić się w zgraną paczkę przyjaciół, a na końcu w coś na kształt rodziny. Gdzie jeden szedł, zaraz gnali za nim pozostali.

Twórcy historii spod znaku Marvela zaskakują mnie tym, jak bardzo tolerancyjny jest świat mutantów i ludzi ze specjalnymi skillami. Tak naprawdę nieważny jest kolor skóry, orientacja seksualna czy położenie materialne: każdy prędzej czy później znajdzie środowisko, które go zaakceptuje. To tylko moje wnioski na podstawie tego, co już przeczytałam. U Młodych Avengersów* jest podobnie: każdy z członków grupy miał problemy z adaptacją w swoim otoczeniu, natomiast razem czują się dobrze (ba, dwóch bohaterów znajduje miłość swojego życia ^^).

Jeśli uprawiać dziki fangirlizm, to tylko przy tym. Stwierdziłam niedawno, że nigdy nie dorosnę _^_

6. She-Hulk (pomysłodawcy: Stan Lee & John Buscema)

Według Kuby jest to jedna z najmniej potrzebnych postaci w całym Marvelu. Podczytywał mi komiksy przez ramię i nie rozumiał, po co ktoś w ogóle wpadł na pomysł stworzenia wątku kobiety – Hulka. Ja tam twierdzę, że się nie zna, bo moim skromnym zdaniem Jennifer jest potrzebna w tym uniwersum.

Właśnie, pewnie się zastanawiacie, skąd się wzięła Hulczyca (nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie xD). Jennifer jest kuzynką Bruce’a Bannera (czyli Hulka). Któregoś dnia miała wypadek i gdyby nie transfuzja, mogłaby umrzeć. Jako jedyny krewny w okolicy Banner był idealnym dawcą krwi… Przy czym ratując życie Jen, przekazał jej krew skażoną promieniowaniem gamma, dzięki czemu dziewczyna może się zmieniać w wysoką na sześć-siedem stóp zieloną olbrzymkę.

Gdzieś przeczytałam, że She-Hulk ma okazję stać się Marvelowym odpowiednikiem Wonder Woman. Jest młodą i cholernie zdolną prawniczką z silnym kręgosłupem moralnym, rozwija skrzydła w kancelarii prawniczej, gdzie broni praw superbohaterów. Niesie sprawiedliwość na sali sądowej jako Jen i w czasie walk jako She-Hulk.

Co mi się podoba? Na fanartach tego dobrze nie widać, ale Walters nie jest pięknością. Powiedzmy sobie szczerze, jest nijaka. W swojej ludzkiej postaci nie podbija męskich serc. Przemiana w She-Hulk pozwala jej poczuć się kobieco, ale z czasem Jen odkrywa, że może być ładna jako człowiek. W miarę upływu czasu bohaterka dojrzewa, staje się bardziej odpowiedzialna i to fajnie autorzy poszczególnych historii z jej udziałem pokazali.

7. Cybersix (by Carlos Meglia & Carlos Trillo)

Jako ostatni będzie tytuł, do którego pałam olbrzymią sympatią. Cybersix być może kojarzą ci z Was, którzy oglądali serial na Hyperze – mnie ta przyjemność ominęła, nadrobiłam to dopiero na studiach. A wszystko dzięki temu, że ktoś na Wanekonie zapuścił opening:

To była miłość od pierwszego odcinka. ❤

By móc przeczytać pierwowzór w jakimś znanym mi języku, musiałam go spiracić. Przyznaję się do tego, bowiem nigdy nie wyszło oficjalne angielskie tłumaczenie (Cybersix pochodzi z Argentyny i wydano to jedynie po francusku i hiszpańsku…). Co ciekawe, kreskówka to produkcja kanadyjsko-japońska i jest dostępna w Internetach z francuskim oraz angielskim dubbingiem (noż kurde, nikt nie chciał przy okazji przetłumaczyć komiksu?!). Fanowskie tłumaczenie uskutecznia niejaki PharmaDan (Dan, thank you so much once again!!!), skany są w przyzwoitej jakości.

W telegraficznym skrócie: Cybersix jest efektem eksperymentu pewnego szalonego naukowca. Z wyglądu przypomina człowieka, ale tak naprawdę jest istotą genetycznie zmodyfikowaną, niezwykle wytrzymałą i silną. Za dnia żyje w męskim przebraniu i pracuje jako nauczyciel literatury, w nocy zaś zwalcza inne dzieła swego stwórcy.

Serial jest bardziej smutną historią młodej kobiety, która po raz pierwszy w życiu się zakochuje i której zaczyna na kimś zależeć. To naprawdę ugrzeczniona wersja komiksu… Nie, żeby tam miały miejsce jakieś bezeceństwa, ale golizna jest na porządku dziennym. Podejście Cyber do życia jest też troszkę inne. Oryginał jest na pewno bardziej brutalny i wulgarny (pod względem słownictwa i postępowania bohaterów), ale to wcale nie znaczy, że nie warto tego przeczytać.

Mam cichą nadzieję, że ktoś to wreszcie wyda po angielsku, wtedy bym się pewnie szarpnęła i sprowadziła wydanie do Polski.


Od tego obrazka wieje mangą na kilometr, ale i tak jest piękny ❤

To tyle, jeśli chodzi o komiksy papierowe. Mam nadzieję, że znaleźliście tutaj coś, czego nie znacie i co chcielibyście przeczytać.

Do notki o webkomiksach zabiorę się pewnie jakoś niedługo, wpierw chyba jednak lepiej przeżyć ustne egzaminy i nawał pracy. Zbliża się sezon…

Wasza idąca pisać magisterkę i nucąca pod nosem opening do Cybersix

Cathryn

* Nie, nie będę pisać Mścicieli, bo mi ta nazwa nie leży. Niektórych rzeczy nie powinno się tłumaczyć 😉

 

Reklamy

One thought on “Cathryn czyta komiksy.

  1. ja nigdy specjalnie komiksowa nie byłam – coś tam kiedyś tam i jak wpadnie w ręce. Pierwszym świadomie kupionym były chyba oba tomy Persepolis. A ostatnio będąc w Bratysławie przeczytałam dwa komiksy pana, który panią Satrapi przekonał, żeby zrobiła Persepolis – pana Craiga Thompsona. W przekładzie czeskim Habibi i Pod dekou, ale z tego co mi znajoma mówiła są też po polsku tylko nie tak ładnie wydane (bo czeskie oczywiscie full wypas papier, twarda oprawa, zakladeczki te rzeczy). Pod dekou ok, Habibi – przepiękne! I historia i grafika. Polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s