Hajtać się?

Kochani, minął rok od moich zaręczyn z Kubą.

Boże, wuchta czasu. Dziewięć lat związku (z przerwą, ale jednak dziewięć), do tego rok narzeczeństwa… Pora się hajtać.

No pora, nie?

Jakoś tak nie wiem.

Uparłam się, że wpierw zrobię sobie mgra przed nazwiskiem (by dopiero potem to nazwisko zmienić), także po wyjściu z urzędu stanu cywilnego będę się nazywać magister Dorota Prószyńska.

Teraz się poważnie nad tym zastanawiam…

Macie szczęśliwych narzeczonych odpoczywających w Cieszynie.

W telegraficznym skrócie – co się wydarzyło przez ten rok:

1. Dostałam pracę. I mam tę pracę do tej pory. Wow. ^^

2. Przeprowadziłam się do Warszawy i zamieszkałam z Kubą;

3. Poszłam na studia magisterskie. I chociaż czasami jest ciężko pogodzić je z pracą i własnym lenistwem, jakoś daję sobie radę;

4. Udało mi się usamodzielnić w jakimś stopniu (uważam, że poczyniłam milowe kroki w procesie dorastania i ogarniania się);

5. Dalej prowadzę dwa blogi (chociaż różnie bywa z aktualizacjami, sami widzicie);

6. Mam wrażenie, że inaczej patrzę na świat.

Ten rok sporo zmienił w moim życiu i uważam, że większość tych zmian wyszła mi na dobre.

Poza tym – wiecie, że bycie zaręczoną sprawia, że ludzie inaczej na Ciebie patrzą? Gdy w rozmowie wspominam o narzeczonym, mój związek jest inaczej traktowany przez współrozmówców. Robi się poważniejsza atmosfera, padają pytania o ślub…

Piszę o tym wszystkim dlatego, że Kuba rozpoczął na Facebooku dyskusję nt. tego, czy się hajtać, czy nie, skoro minął nam rok. Niektórym pytanie wydaje się być śmieszne, ja się tam wcale nie dziwię. Moim pierwotnym planem był ślub po magisterce, a i tak zastanawiam się, czy nie pójść na całość i zacząć piąty rok studiów z nowym nazwiskiem…

Wielu rzeczy o świecie nie wiem. Nie umiem sobie poradzić z masą spraw, potrafię dziwnie zinterpretować sygnały, które wysyłają mi ludzie. Staram się jednak nie zastanawiać nad tym, kiedy wypada wyjść za mąż. Bardziej się skupiam na tym, kiedy to zrobić.

Bo zobaczcie: teoretycznie powinnam była wziąć z Kubą ślub przed przeprowadzką. Bo jak to tak, bez ślubu mieszkają, bezbożniki! Ewentualnie miesiąc po zaręczynach, bo przecież trzeba się hajtnąć w ciągu roku od oświadczyn (tekst made by Moja Siostra). Sorry, w tamtym okresie miałam pierdyliard spraw na głowie i ślub był mi na plaster potrzebny.

Po prześledzeniu wielu, wieeeelu komentarzy pod Kubusiowym pytaniem stwierdziłam, że każdy ma zupełnie inny pogląd na małżeństwo. Można się hajtać po roku znajomości, po roku narzeczeństwa, w ciąży, przed ciążą, po ciąży, po studiach, na studiach, whatever.

Dobrze, że nikt jeszcze nie ruszył tematu urządzania ślubu i wesela… xD Dopiero by się zaczęło!

Cóż. Chyba jestem już na tyle duża, by zacząć zbierać kasę na ślub. Ale wpierw zrobię sobie tatuaż, no coś muszę mieć od życia. 😉

Wasza dalej kaszląca, ale już mniej

Cathryn

PS Polecam wpis Nishki o tym, że każdy wiek jest dobry na rodzenie dziecka. 😉 Wydaje mi się powiązany z dzisiejszymi rozkminami.

Reklamy

11 thoughts on “Hajtać się?

  1. Kiedy się hajtać? Kiedy poczujecie, że warto.
    Nie wcześniej i nie później i broń bosze nie pytać innych.
    Tak samo jak o to „jak się hajtać”. Dostaniesz tyle rad na temat wesela, ceremonii, sukienki, garniaka dla Kuby, że Ci się odechce 🙂
    Jak czujesz, że czas rezerwujcie terminy. Jak jeszcze nie to nie. Czasy świętego oburzenia mijają już nawet na mojej wsi 🙂

  2. Właśnie miałem napisać o Nishce 🙂
    Według mnie ludzie za bardzo przejmują się zdaniem innych osób. Zwłaszcza na tematy, na które te „inne osoby” nie mają zbyt wielkiego wpływu.

    Ja opinie innych przyjmuję, ale nic z nimi nie robię i raczej nie wpływają one na moje wybory. Jak to mówił Jan Tomaszewski „Trzeba mieć swoje zdanie i się z nim zgadzać”.

  3. Jak dla mnie to przy tak długim związku i mieszkaniu ze sobą od jakiegoś czasu to ślub dla was tak naprawdę dużo w życiu nie zmieni (to samo nazwisko i jeden wspólny pit do rozliczenia… ale to romantyczne xD ).
    Dlatego uważam, że powinniście wziąć ślub wtedy kiedy macie na to pieniądze lub kiedy macie luźniejszy czas w pracy/studiach. Co innego bym radziła osobom, które są krótko ze sobą i ślub byłby dla nich dużą zmianą bo dopiero wtedy zaczęliby ze sobą mieszkać. W waszym wypadku to dużo nie zmieni.

  4. Chciałam napisać coś z dupy, potem coś mądrego, a potem już Karola napisała mniej więcej to co myślę 😀
    Swoją drogą wczoraj tłumaczyłam koleżance, że ślub to raz w życiu wziąć można – bo wiele rzeczy jest fajnie raz w życiu zrobić, poza tym w naszym przypadku to będzie bardzo zabawne. Próbowała mnie przekonać, że to poważne sprawa, ale do tego to mnie chyba nikt nie przekona:P

  5. Wszyłam za mąż, bo (obecny) mąż chciał. Poważnie. Mnie to do niczego nie było potrzebne 🙂 Wzięliśmy ślub po… 5 miesiącach związku i nieco ponad pół roku znajomości. Nada twierdzę, że było warto, chociaż w życiu bywa różnie. Zrobiliśmy to po swojemu, z najbliższymi, tak, jak nam było wygodnie i tak, jak (potem już razem) czuliśmy, że nasz ślub ma wyglądać. Z mojej perspektywy zmieniło to tyle, że musiałam się przyzwyczaić do przedstawiania nazwiskiem dwuczłonowym, musiałam zmienić masę dokumentów i aktualnie mam większy ‘szacun na dzielni’= w pracy 😉

      • Choćby dla wspomnień warto 🙂 Jeśli już nic innego nie przychodzi mi do głowy, odnośnie argumentacji ‚po co’ to zrobiłam, to śmiało stwierdzam, że zorganizowaliśmy sobie zajebiście fajny dzień. Z PRLowskim samochodem, dobrym jedzenie, zerową spiną i cudownymi ludźmi wokoło. Nieczęsto ma się okazję do TAKIEGO spędzenia nawet kilku godzin. 😉 Z mojej perspektywy jeszcze jedna rzecz jest bardzo ważna. Niepozwolenie sobie/innym na przysłonięcie tego, co w dniu ślubu najważniejsze, czyli ‚Wy’. My olaliśmy sprawę organizacyjnie, mieliśmy mało czasu, więc i mało okazji do kłócenia się o pierdoły 😉

      • Ostatnio dużo się zastanawiam nad tym, co zrobić, by się nie umęczyć tym ślubem. Tego typu imprezy wydają mi się strasznie stresogenne i męczące, a chciałabym w tym konkretnym dniu po prostu cieszyć się swoim i Kuby szczęściem. ^^

      • Są z założenia chyba stresogenne. Ba! Według psychologów my to odbieramy tak samo ‚ważnie’, jak narodziny, czy śmierć 🙂 Generalnie – jazda bez trzymanki. Sama miałam porównanie kilku imprez, w których organizacji uczestniczyłam = śluby znajomych i rodziny. Właśnie wtedy stwierdziłam, że jednak ślub ‚na szybko’ pozbawia WIELU problemów. Nie ma się na nie po prostu czasu 🙂 Ale to chyba kwestia charakteru i tego, co kogo pociąga. Nie miałam fantazji n/t tego dnia, bo… nie zamierzałam za mąż w ogóle wychodzić 😀 za to mam masę koleżanek, które planowały wszystko z najdrobniejszymi szczegółami… 3 lata… 2x po drodze zrywając zaręczyny 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s