„Zdarzenie und incydent przy kybel” – o „Nocy żywych Żydów” w Teatrze Dramatycznym.

Moi drodzy, książkę Igora Ostachowicza mam, znam i kocham całym swoim żydołackim sercem. Okej, wiem, że sama Noc żywych Żydów brzmi dziwnie (podobnie jak cytat zamieszczony w tytule notki), ale… Kto by się tym przejmował? Ja się nie przejmuję, nie wiem, jak Wy. 😉

Na wieść o tym, że Teatr Dramatyczny postanowił wystawić sztukę na podstawie tej powieści aż podskoczyłam z wrażenia i zaczęłam się cieszyć tak, że mnie pewnie piętro wyżej było słychać. Jeeeeee, wystawią Noc żywych Żydów, powód do szczęścia, przecież to taka dobra książka. W pracy znajomi robili sobie z tego podśmiechujki (wcale im się nie dziwię, nie znali przecież fabuły), niemniej jednak nie zraziłam się i szykowałam się mentalnie na wyjście co teatru. Szczęśliwym zrządzeniem losu udało mi się dorwać bilet za dwadzieścia złotych (kocham Premiery Studenckie).

I tak oto zostawiłam wczoraj Kubę sam na sam z Diablo III i nowym sezonem Vikings, by się ukulturnić i zobaczyć, co wyjdzie ze spektaklu – arcydzieło, coś średniego czy kolejna Chała tygodnia.

 Uwielbiam ten plakat. Łączy w sobie masę elementów ważnych dla całości.

 Dla tych, co nie wiedzą, o czym jest książka: Bezimienny ma trzydzieści kilka lat, jest glazurnikiem i mieszka ze swoją dziewczyną-anorektyczką w kamienicy przy ulicy Anielewicza w Warszawie. Wskutek dziwnych okoliczności wchodzi w posiadanie ważnego żydowskiego artefaktu, Srebrnego Serca, dzięki któremu zostaje zatarta granica między światem rzeczywistym i magicznym. Jaki jest tego efekt? Budzą się Żydzi, pogrzebani pod kamienicą Bezimiennego. Budzą się i wychodzą z piwnicy.

Daleko im jednak do zombie – mówią, jedzą, zachowują się w miarę normalnie. Dziwią się wszystkiemu, ale jednocześnie badają, jak teraz wygląda świat żywych. W międzyczasie Srebrne Serce trafia do Fakira, który później staje się Kimś Złym, zaczyna rekrutować neonazistów… I świat Bezimiennego staje na głowie.

Pomysł na historię jest według mnie mistrzostwem świata – nie wiem, czy ktoś wcześniej wpadł na coś takiego. Jest to jedna z najlepszych fikcji o Holokauście, z jakimi miałam do czynienia. Jeśli chodzi o powieści, fikcje zazwyczaj dotyczą przeżyć jednostki w czasie wojny lub tuż po niej, bohatera możemy utożsamiać z milionami ofiar lub ocalonych z Zagłady. A historie osadzone w czasach współczesnych? Wybaczcie, ale gdybym miała na szybko coś znaleźć, miałabym problemy. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o polskie podwórko*. Dlatego między innymi polubiłam powieść Ostachowicza – raz, że akcja dzieje się we współczesnej Polsce, dwa, że konkretnym miastem jest Warszawa… Trzy, że Holokaust nie jest wcale pretekstem do biczowania się.

Nim się rozgadam, przejdźmy do sztuki. Czasowo było ok, ani nie rozwleczono historii, ani jej zbyt mocno nie skrócono (oczywiście, nie dało się napisać scenariusza bez pominięcia czy przycięcia niektórych wątków).

Cóż… Jestem bardzo ciekawa, co Ostachowicz myśli o tej sztuce. Mi bowiem niektóre modyfikacje fabularne średnio się podobały. Zwłaszcza zmienianie znaczenia postaci czy dodawanie wątków wziętych z kosmosu (chociażby jedna z ostatnich scen z piosenką i błyszczącą jak wampir ze Zmierzchu swastyką). Starałam się wczuć w tę część widowni, która książki nigdy na oczy nie widziała i już po pierwszej godzinie wiedziałam, że gdyby Kuba ze mną poszedł, chciałby uciekać jak najszybciej. Mi ewentualne dziury fabularne lub niedopowiedzenia łatała znajomość powieści…

_DSC5633

Jako, że nie umiem pisać recenzji spektakli (grunt to umieć się przyznać do swoich wad!), wymienię, co mi się podobało, a co nie:

NA PLUS:

  • Gra aktorska. Zwłaszcza tytułowych żywych Żydów. Aktorzy grali dokładnie tak, jak chciałam 🙂 Chociaż Rejczel była trochę… bierna?
  • Wstawki filmowe. Genialny sposób na rozwiązanie niektórych problemów fabularnych czy scenograficznych. Moje serce podbił klip z wycieczką żydowskich dzieci do Arkadii 🙂
  • Przedstawienie Warszawy. W klipach pojawia się np. Aleja Jana Pawła, Arkadia oraz Hala Mirowska. To od razu poprawia klimat.
  • Nastrój grozy przed wyjściem Żydów z piwnicy. Wow!
  • Śmiechowe sceny.  Powieść Ostachowicza ma kilka naprawdę zabawnych momentów, ale wg mnie było ich za mało. Sztuka za to zaspokoiła moje wymagania pod względem humorystycznym! Oczywiście, pojawiają się suchary o Żydach w obozie koncentracyjnym**, ale jest ich niewiele i każdy można przeboleć. Natomiast niektóre odzywki bohaterów… Tytuł notki sponsoruje postać Fritzla, mocno przerobiona, ale za to jaka zabawna! Jeśli chcecie wiedzieć, o co chodzi z tym incydentem und zdarzeniem, w te pędy do teatru! 😉
  • Nawiązania do innych wydarzeń, nieuwzględnionych w powieści. Wyżej wspomniałam o Josefie Fritzlu, pod koniec spektaklu pojawia się piosenka o spaleniu tęczy… Mniodzio.

NA MINUS (LUB DO GŁĘBSZEJ ROZKMINY, BY JEDNAK BYŁO NA PLUS):

  • Przerobienie niektórych postaci. Dla mnie Chiriko (w książce mała, chyba jedenastoletnia dziewczynka), w sztuce dorosła kobieta, drąca ryja przy każdej okazji. Wyglądała jak jakaś gejsza nietutejsza. I jej zachowanieeeeee, Bożeeee!!!
  • Wyolbrzymienie wątku homoseksualnego. Tak, pojawia się takie coś. Ale trwa przez jeden akapit, a tu się ciągnie bez sensu…
  • Niektóre sceny z nazistami. Nawet nie pamiętam, czy część z nich była w książce… Dla mnie były one od czapy.
  • Te chwile, gdy postaci niewystępujące w danym momencie w literackim pierwowzorze nagle pojawiały się na scenie i zaczynały coś robić. Że co? Żeby jeszcze ich działania miały sens!
  • Scena końcowa. Nie uważam, że to jakaś Chała (zwłaszcza, że tuż po zgaszeniu świateł cała widownia siedziała w grobowej ciszy), tylko nie bardzo wiem, czy zrozumiałam, jaki zamysł mieli twórcy spektaklu, gdy to wymyślali.

Według mnie ludzie z Teatru Dramatycznego dodali głębi Nocy żywych Żydów. Ta powieść jest doskonałym podłożem do rozmów o współczesnym antysemityzmie (i jego sensie), sztuka zaś powoduje pojawienie się kolejnych pytań – czy z faszyzmu można zrobić coś medialnego i porywającego tłumy w dzisiejszych czasach?

A poza tym to ja chcę film. ^^ Wieczór w teatrze nie był czasem straconym. Sztukę polecam, ale wpierw koniecznie trzeba przeczytać książkę! Jakby ktoś chciał, mogę pożyczyć swój egzemplarz.

Wasza zarobiona, ale uchachana

Cathryn

Zdjęcia ze spektaklu zostały pożyczone z następujących stron: Culture.pl, Wiadomości24.pl i e-teatr.pl. Gdybym mogła, robiłabym własne. ^^’

*Pamiętajmy o tym, że Cathrynek jest tylko człowiekiem, jeszcze wszystkiego, co wymyślono o Żydach nie widział/czytał i jeśli pominęłam coś baaaardzo istotnego w tym wpisie, to dajcie znać w komentarzach.

** Przy czym były to dowcipy tak suche, że aż nie chce mi się ich przytaczać, taki poziom głupoty sobą reprezentują ^^’

Inne sztuki mniej lub bardziej związane z moim żydołactwem:
Pasażerka
Bonjour Monsieur Chagall
Żyd
Nasza klasa
Między dniem a nocą. Dybuk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s