„Shalom, do you speak Hebrew?” – przygód z pracy ciąg dalszy.

Zauważyłam, że wpis dotyczący słowackich pasażerów na czeskiej infolinii czytaliście (i komentowaliście) chętnie. W związku z czym nie mogłam sobie odpuścić mojej najukochańszej grupie etniczno-narodowościowej!!!

Przyznajcie się, czekaliście na notkę o pasażerach z Izraela.

 


TLV. Tel Aviv Ben Gurion Airport. I wszystko jasne. _^_

Kiedy zaczynałam pracę w call center, nie miałam pojęcia o tym, że obsługujemy loty z Tel Awiwu. Zresztą, było ich wtedy malutko (wiecie, jakie wymogi musi spełniać lotnisko, by móc obsługiwać jakiekolwiek loty z Izraela?! Toż to niezłe procedury są), dopiero z czasem przybyły m.in. loty do/z Polski.

Moje pierwsze wspomnienia związane z lotami na trasie TLV-cokolwiek związane były z poznawaniem akcentu Żydów. Ich sposób mówienia wyczuwam już na kilometr, nawet, gdy rozmawiam po czesku.

O pasażerach z Izraela mogłabym napisać dłuuugi elaborat, uzupełniony dodatkowo o relacje znajomych z lotnisk, ale byście padli z nudów. Dlatego dzisiaj opowiem Wam o czterech rzeczach.

Pierwszą z nich jest specyfika klientów. O każdym narodzie dzwoniącym do call center jestem w stanie coś powiedzieć – Czesi są spokojni i dziękują za pomoc, Słowacy zwykle też, ale potrafią się wkurzyć, Polacy chcą mieć wszystko, do tego tanio, sprawnie i jak najszybciej (i latają dosłownie wszędzie), Rumuni są jak Polacy, tylko mówią innym językiem xD, natomiast mieszkańcy Skandynawii są do rany przyłóż.

Podróżujący z Izraela baaaaardzo często mają podobne zachowania do Polaków – chcą coś załatwić szybko, sprawnie i jak najmniejszym kosztem. Z tym ostatnim to nie do końca, bo zdarzały mi się w karierze rozmowy trwające po 45 minut, ponieważ robiłam rezerwację przez telefon… Także na dwoje babka wróżyła. Dodatkowo rozmówcy potrafią się kłócić, ale do tego jeszcze dojdę.

Co mnie cieszy? Izraelczycy są żywiołowi jak Polacy. Złościmy się tak samo, smucimy, wściekamy na maksa, ale też cieszymy. Radość klienta, kiedy rozwiążę jego problem, jest dla mnie bezcenna i motywuje do dalszej pracy, serio.  Śmieję się, że izraelskie „Tanx” jest o niebo lepsze, niż peany na moją cześć od innych narodowości.

W tym miejscu muszę, po prostu muszę przytoczyć sytuację z bodajże drugiego miesiąca mojej pracy. Pan z Izraela, mówił z amerykańskim akcentem. Szalenie miły, miał problemy z odprawą internetową. Wytłumaczyłam mu wszystko dokładnie, towarzyszyłam mu przy każdym kroku (na jego życzenie). Co usłyszałam na koniec? Że jestem wonderful angel i że ratuję właśnie czyjeś życie. Panie Michaelu, thanks a lot, it made my day!

***

Ponieważ infolinia dla klientów z Tel Awiwu jest anglojęzyczna (nie dorobiliśmy się jeszcze agenta mówiącego po hebrajsku), przynajmniej raz dziennie osoby z angielskiego słyszą nieśmiertelne pytanie „Do you speak Hebrew?” (w skrócie: hibru). Nieporozumienia na tle komunikacyjnym w przypadku, gdy podróżujący słabo zna angielski, potrafią być rozbrajające – zwykle jednak jest tak, że staram się mówić zdaniami prostymi bądź równoważnikami i świetnie się z pasażerami dogaduję. Szczerze? Wolę rozmawiać z Tel Awiwem, niż np. z Londynem, ponieważ brytyjski akcent to dla mnie cały czas kosmos (tak się kończy nauka angielskiego na amerykańskich serialach).

Skoro jesteśmy przy językach… Czas na teksty pasażerów. Moja ulubiona część, nie mogłam się doczekać, aż będę o tym pisać!

Wraz z kolegami zbieramy różne ciekawe zwroty klientów, to pomaga od razu ich zidentyfikować i czasem dostosować się do ich potrzeb (o tym w następnej części). Najczęstszym pytaniem jest, oczywiście, do you speak Hebrew?. Pasażer też czasem się nie certoli i na nasze hello odpowiada Shalom i potem zaczyna się monolog po hebrajsku (przerwany prośbą o przestawienie na angielski).

Słowem-bombą (rozbrającą mnie od razu) jest izraelski odpowiednik polskiej małpy (@), ponieważ jest to… shtrudel. xD Bo takie zawinięte, prawda? Niemniej jednak na początku pracy nie skumałam, co to takiego i robiłam z siebie idiotkę podczas rozmów (dopóki koledzy mi nie wytłumaczyli). Teraz słyszę shtrudel (albo shtr… at) i automatycznie cieszę michę. Raz rozbawiłam rozmówczynię, mówiąc, że rozumiem, co to znaczy (I understand shtrudel).

Kropka to ponoć jest nekuda, ale nigdy nie słyszałam tego słowa od klienta. Inni mieli okazję, ja przerabiałam jedynie shtrudle.

Kolejne pytanie (po hibru) to przeciągłe Whaaaat?, gdy pasażer czegoś nie zrozumie. Przypomina mi polskie Cooo? i jednocześnie mnie bawi, gdy wyobrażam sobie statystycznego obywatela Izraela po drugiej stronie słuchawki, jak sobie stoi i się dziwi.

Zdarzają się pasażerowie, co chcą albo się pokłócić, albo nieświadomie wkurzyć agenta. Wtedy padają zwroty takie jak You don’t understand (każdy naród ma podobne teksty) albo but whyyy?! z przeciągłym „y”. Innych to denerwuje, ja się czuję jak w kabarecie. 😉

Dodatkowo klienci baaaardzo często podają, dokąd chcą/będą lecieć. Natomiast miejsce wylotu możemy wywnioskować z akcentu… Zawsze się wtedy chamsko pytam o miasto, skąd będzie lot i mam zaciesz, gdy słyszę From Tel Aviv (perfidia agenta).

Trzecia sprawa to najczęstsze problemy/pytania. Tak, jak Polacy masowo dzwonią w sprawie tego, co mogą/nie mogą przewieźć w walizce (zdarzają się takie kwiatki, że się pozbierać z podłogi nie mogę), tak klienci z Tel Awiwu pytają o…

– możliwość korekty nazwiska, bo dostali nowy paszport i pani w urzędzie inaczej transliterowała nazwisko z hebrajskiego alfabetu na łaciński. To prawdziwa plaga! Kto pracuje w tych urzędach, takie panie Halinki?  Raz miałam przypadek, że leciała rodzina i każdy miał inaczej napisane nazwisko. Weź się potem ewentualnie tłumacz na lotnisku…

– który terminal jest dobry – na lotnisku w Tel Awiwie są terminale nr 1 i 3. Między nimi jest podobno jakaś masakryczna odległość; klienci nie chcą popełnić pomyłki i udać się w złe miejsce, bo potem mogą się nie wyrobić na samolot.

– robienie rezerwacji przez telefon – ile miejsc zarezerwowałam dla pasażerów z Izraela…

Ostatnie zagadnienie to Izrael a inne języki. Zdarza się, że dzwoniący jest emigrantem z Europy Wschodniej i wtedy zazwyczaj chce rozmawiać w:

– Russian?

Niektórzy w naszym telecentrum owszem, znają rosyjski, ale infolinia dla Izraela obsługuje tylko angielski na chwilę obecną.

– Yiddish?

Pytania o znajomość tego języka sprawiają, że robi mi się ciepło na sercu

– Ukrainian?

Mam koleżankę Ukrainkę, ale ona akurat pracuje na innej infolinii.

– Hungarian?

Po użeraniu się z liczeniem w forintach** odechciało mi się uczyć węgierskiego.

– Romanian?

Jeszcze czego! xD

Najpiękniejsze chwile to takie, kiedy klient podczas rozmowy pyta o moją narodowość. A potem wita się po polsku… Albo życzy miłego wieczoru. Ojooooj, ile miłości dla pasażera wtedy mam ❤

***

Chociaż czasami jestem zmęczona po całym dniu pracy, i tak cieszę się, że mam możliwość rozmawiać z Tel Awiwem. Nie wiedziałam, że taki zawód pomoże mi rozwijać moje hobby i urozmaici życie.

Dużo się nauczyłam podczas tego niecałego roku na infolinii. Co innego czytać książki o Żydach, a co innego z nimi rozmawiać. I słuchać, jak mówią po polsku!

Wasza ucieszona

Cathryn

PS O akcji PZU i bieganiu napiszę jutro. Po pierwszym treningu!

C.R.

** Forint, skrót HUF (jak nasze PLN), to waluta węgierska. Liczy się w tysiącach. Forinty są bez sensu…

Reklamy

2 thoughts on “„Shalom, do you speak Hebrew?” – przygód z pracy ciąg dalszy.

  1. forinty są najbardziej bez sensu na świecie, ale specjalnie zostawiłam sobie cenovkę na rękawiczkach z budapesztu i czasem jak się metka podwinie to widać, ze mam rękawiczki za 9,5tys. nawet w CZK 9,5tys brzmi ładnie.
    btw – do tej pory nie mam bladego pojęcia za ile mam rękawiczki. Są boskie. i skórzane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s