Umrę, jak będę matką.

Od kilku miesięcy mam nową rozrywkę: przeglądanie blogów parentingowych.

NIE, NIE JESTEM W CIĄŻY. Piszę wielkimi literami, bo na pewno zaraz ktoś się o to zapyta. 😛 Albo będzie robił Kubie durne dowcipy. 😉

Macierzyństwo jest dla mnie czymś w rodzaju czarnej magii. O ile na temat narzeczeństwa i partnerskiego związku mam już jakieś pojęcie, tak bycie matką i wszelkie związane z tym sprawy to coś niepojętego. Nieważne, że coraz więcej moich koleżanek zachodzi w ciążę (niekoniecznie pierwszą). Dlatego sięgam po blogi parentingowe, by zobaczyć, jak może wyglądać koegzystencja z malutkim człowiekiem.

Powiem Wam szczerze, jestem przerażona… xD

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Oto ja z Krzysiem, synkiem koleżanki. Na zdjęciu mały ma pół roku, teraz jest cholernie aktywnym 4,5latkiem. xD

Nie lubię dzieci. W sensie takich od dwóch lat w górę. Niemowlakami mogłabym się zajmować (kilka razy pilnowałam kawalera ze zdjęcia powyżej), nie przeraża mnie ich płacz. Według mnie tak mały człowiek ma jasno sprecyzowane potrzeby i nie zawsze trzeba siedzieć przy nim, jak płacze i zachodzić w głowę, czemu tak drze mordę (czyt. czego mu brakuje). Poza tym niemowlę (cytując mojego ojca) nie płacze bez powodu i ja w takie stwierdzenie wierzę.

Inna sytuacja jest z większym, bardziej kumatym dzieckiem. Czasami mam ochotę wyciągnąć scyzoryk podczas zakupów w supermarkecie, kiedy w alejce obok histeryzuje trzylatek. Nie znoszę krzyków. Nie cierpię, gdy przy mnie histeryzuje dziecko, ponieważ dostaję nagłego paraliżu wszystkiego i nie wiem, co z takim delikwentem mam zrobić. Czy olać, czy wyciągnąć ze sklepu, czy zabić na miejscu.

Co jest ciekawe, bo pamiętam, że też histeryzowałam w dzieciństwie. ^^’ A u innych tego nie toleruję. Staram się sobie przetłumaczyć, że histeria i krzyki mogą być jednym ze sposobów na wyrażanie emocji…

Poza tym nie rozumiem dzieci. O ile jeszcze się dogaduję z kawalerem ze zdjęcia (i jego młodszym bratem), tak z innymi dziećmi nie jestem w stanie nawiązać kontaktu. Nim Krzysio się urodził, każde niemowlę, które brałam na ręce, zaczynało płakać i drzeć się wniebogłosy. Dopiero gdy po raz pierwszy miałam okazję nosić Krzysztofa, przestałam się bać dziecka. On bowiem (a miał sześć miesięcy) spojrzał na mnie, rozejrzał się i… ułożył wygodniej w moich ramionach. No nienormalny jakiś xD Jego brat to samo.

Tak sobie czytam te blogi parentingowe. Często wypływa z nich obraz matki urobionej po łokcie (multitasking level hard – gotowanie obiadu przy jednoczesnym odgaianiu potomka od własnej nogi i rozmawianiu przez telefon), zmęczonej, niewyspanej, ale walczącej z rzeczywistością poprzez dbanie o siebie i kombinowanie, jak tu nie zwariować. Z jednej strony cieszę się, że wiele blogerek zdaje sobie sprawę z tego, że posiadanie dzieci nie jest chorobą i że nie muszą już o siebie dbać, ale…

Znając moje lenistwo, po roku macierzyństwa Kuba się ze mną rozwiedzie, bo będę wyglądać jak paszczur. xD

Przeraża mnie bycie matką. Strach, że uszkodzę dziecko, że wychowam je na takiego nerwusa, jakim sama jestem, że się rozpuszczę jak dziadowski bicz i że stracę wolność.

Obserwuję innych i dzielę ich na trzy kategorie: tych, którzy chcą mieć dzieci, którzy nie wiedzą i którzy zdecydowanie nie chcą. Sama zaliczam się do pierwszych, bo bardzo chciałabym zostać matką. Chciałabym zobaczyć, jak to jest być w ciąży, urodzić, potem zajmować się takim maluszkiem, które w połowie byłoby mną, w połowie Kubą. Czytanie blogów pomaga mi utrzymać się w tym chceniu. Zapytacie, dlaczego?

Bo wiele z tych blogujących matek pisze o radosnych stronach macierzyństwa. O wspólnych rozmowach, o postrzeganiu świata przez dziecko, o wielu aktywnościach. Ile razy podczas lektury wyobrażałam sobie, jak jedziemy we trójkę z potomkiem do ZOO (jeśli moje dziecko wda się w Kubę, to będzie kochać tego typu miejsca) albo w jakieś inne przyjazne dzieciom miejsce. 🙂

Też dziecko to spora doza miłości. Im więcej miłości, tym lepiej*. 🙂

Tymczasem uciekam, niedługo spirometria! A czemu spirometria, opowiem już niebawem.

Wasza półprzytomna (co się dzieje z tym ciśnieniem)

Cathryn

PS Krzysio z braciszkiem dalej są fajnymi dziećmi. Zwłaszcza Krzyś, który na mój widok krzyczy „Ciociaaaa!!!” ❤

*no chyba, że dziecko wda się w Moją Siostrę, wtedy będzie miało miłość tylko dla wybranych. 😉

Reklamy

12 thoughts on “Umrę, jak będę matką.

  1. Oj Nowacka, jak już Ci dobije na to dziecko, to Cię na rolki wyciągnę i odchudzimy paszczura. Ale mi dziecka nie podrzucaj, bo ja z kategorii zdecydowanie niechcących:P.

  2. Nie martw się, jak urodzisz dziecko włączy Ci się instynkt macierzyński i intuicja podpowie Ci jak z takim maleństwem postępować. Twój świat obróci się o 180 stopni i sama się zdziwisz, że miałaś takie wątpliwości i pisałaś takie rzeczy, bo maluszek całkiem zawróci Ci w głowie 😉
    (I wszystkim ciociom też^^)

  3. Po miesiącu opieki nad moim żydowskim dzieckiem to nawet stwierdziłam, że spoko, że mi dzieci nie grożą. W tym tygodniu byłam bliska odstrzelenia jej dwa razy, ale powstrzymuję się – jak powtarza kumpela porządne żydowskie dziecko z porządnym żydowskim imieniem zawsze może się przydać, a nuż będzie można sprzedać 😀 (ach ten uroczy czarny humor ludzi zajmujących się holocaustem:P ).
    Swoją drogą polecam zajmowanie się dziećmi obcojęzycznymi żeby sprawdzić swoje umiejętności językowe. Ja to wzięłam pięciolatkę to już całkiem normalna komunikacja. Ale dalej sikam po gaciach w metrze jak probuje powiedzieć strč prst skrz krk – a nie wymawia R (nawet tego gardłowego:P:P:P)

    • Pierwsze słyszę, że zajmujesz się żydowskim dzieckiem z żydowskim imieniem! Opowiedz coś 🙂
      Wiesz, Ty masz na głowie jedno żydowskie dziecko, a ja wszystkich klientów mojej firmy (w tym tych, co piszą do działu grupowego). Dzisiaj po odpisywaniu na maile mojemu ulubieńcowi Chaimowi stwierdziłam, że kocham ten naród – tylko oni są w stanie mnie zdenerwować i rozczulić jednocześnie.

      • To jest prawdziwe żydowskie dziecko! Najprawdziwsiejsze! Że ma żydowskie imie to pikuś, ja trzy razy w tygodniu widuję całą gromadę małych żydków, jak odbieram Sarę z jej żydowskiego przedszkola. A jej mama pracuje w gminie żydowskiej. Mam zupełnie prawdziwego małego żydka, nic tylko sprzedawać!
        O opiekowaniu się dzieckiem tak trochę wspominałam ostatnio na blogu. Ale wiedziałam, że Cię to ucieszy

      • No ba, cieszę twarz teraz xD
        Boziu, żydowskie dziecko i żydowskie przedszkole. Chyba zmienię zawód (i, zamiast użerać się z klientami lecącymi z Tel Awiwu, będę cierpieć przy dziecku).
        Właśnie widziałam, że jakieś dziecko się u Ciebie na blogu pojawiło. Liczę na więcej wpisów (sesesese). 😉

  4. dziecko znalazło się w zeszłym tygodniu na skraju mojej cierpliwości – rozpuszczone toto jak dziadowski bicz, na początku jeszcze się cykało, ze niby obca jestem, ale już jej się oswoiło, więc zobaczymy co jutro. ale jak chcesz, to ci sprzedam:P

  5. Ja mam odwrotnie, to znaczy mnie dzieciaki z jakiegoś powodu uwielbiają, za to ja ich nie znoszę. Część toleruję, na przykład dzieci kuzynów, ale i tak nie lubię z nim przebywać. Od zawsze tak miałam i się to nie zmienia i nie zmieni. Wkurza mnie, że część ludzi nie potrafi zaakceptować tego, że ktoś może dzieci nie chcieć i że nie uważa ich za słodkie, a macierzyństwo za życiowy cel numer jeden. Dobrze, że Ty podchodzisz do sprawy z dystansem. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s