Ciężko jest być erudytą w dzisiejszych czasach, czyli zaległości czytelnicze.

Do napisania tej notki natchnął mnie artykuł autorstwa Tomasza Pindela* na portalu Lubimy Czytać (link tutaj). Tekst, co prawda, traktuje o różnych rzeczach, ale moją uwagę przykuł przedostatni akapit, który pozwolę sobie tu zacytować:

Albo inny format, konkurs dla zwykłych czytelników. W momencie, kiedy uczestnik nie umie odpowiedzieć na pytanie, kto napisał Panią Bovary, albo w jakim mieście rozgrywa się akcja Miasta i psów, publiczność wyje ze śmiechu, a w stronę uczestnika leci wielki tort z bitą śmietaną i wisienką. Uczestnik zlizuje sobie śmietanę z nosa i wyjmuje wisienkę z oka, oczywiście śmiejąc się prawie naturalnie,
i przechodzi do kolejnej rundy pytań.

Zaiste, to by było ciekawe.

Wiele razy przechodziła mi przez głowę myśl, że nie ważne, jak wielkim erudytą jesteś i za jak wielkiego erudytę Cię ludzie uważają, i tak znajdzie się ktoś, kto będzie chciał spojrzeć na Ciebie z politowaniem, mówiąc „Ojej, nie czytałeś tego?” albo „Czemu jeszcze tego nie przeczytałeś?”, rzucając w Ciebie takim słownym tortem.

A czasami tego kogoś nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć w lustro.


Ile razy rzucałam takim tekstem po wejściu do biblioteki xD
A potem zawsze marudziłam, że tylu rzeczy jeszcze nie znam…

Powszechnie wiadomym jest, że Cathrynek ma skłonności do masochizmu i brania na siebie zbyt wielu zadań, których potem żadną siłą nie ogarnie. Już i tak zdążyłam sobie przetłumaczyć, że multitasking to nie jest moje drugie (ani trzecie) imię i że nie jestem w stanie robić pierdyliarda rzeczy, ale czasami odzywają się stare, głęboko zakorzenione przekonania i mam do siebie pretensje o to, że czegoś nie przeczytałam. Albo nie obejrzałam. Innymi słowy, dorabiam sobie kompleksy xD

Od czasów późnej podstawówki regularnie słyszę, że jestem erudytką. No spoko, swego czasu przewalałam niesamowite ilości książek (teraz nie jest źle, w tamtym roku naliczyłam ponad sto dwadzieścia przeczytanych tytułów). Gdybym jednak mogła cofnąć czas, wybierałabym inne lektury, więcej klasyki…

Ot, chociażby taka sytuacja: jakiś czas temu w trakcie rozmów na seminarium magisterskim pani profesor nawiązała do Madame Bovary. Wyobraźcie sobie moje zakłopotanie – nie znam treści tej książki. Nie mam zielonego pojęcia, co Flaubert tam zawarł, zbieram się do tego od czasów praktyk studenckich i się zebrać nie mogę.

Na moje szczęście wymienione powyżej zakłopotanie pojawia się coraz rzadziej – prowadzenie Czechożydka daje mi naprawdę potężnego kopa i motywację do poszerzania horyzontów. Moja erudycja tańczy i śpiewa 🙂

Erudycja jest siłą. Nigdy nie wiesz, czy znajomość jakiegoś utworu Ci się nie przyda – odpowiednio dobranym cytatem można rozbawić, zaszokować, zadziwić, zdenerwować bądź też przerazić. Nie wierzycie w to ostatnie? Przypomniały mi się zajęcia na drugim roku slawistyki, gdzie nagle weszłam pani doktor prowadzącej w słowo, cytując Jurgena Stroopa (dokładnie to, co powiedział Moczarskiemu o Czechach, że są to zesłowianizowani Niemcy). Szok na twarzy pani doktor – bezcenny.

Oczytaniem można torować sobie drogę w towarzystwie (zwłaszcza, jak się ma pamięć do głupot: jedną z moich specjalności jest cytowanie fragmentów skeczu o pani Loli) oraz nadrabiać za niezbyt rozwiniętą cechę (u mnie chociażby wygląd i poziom ogarniętości). Gorzej, jak budowana latami stylówa ląduje w gruzach za sprawą nieprzeczytanej Madame Bovary xD

Wydaje mi się, że moje pretensje biorą się z tego, że im więcej się czyta, tym więcej się chce znać… Przeczytasz jedną książkę, w której jest od groma nawiązań do pięciu kolejnych i nie wytrzymiesz, musisz wiedzieć, o co chodzi, inaczej skisniesz.

I tak oto wygląda kwestia mojego wiecznego niedoczytania.

Do czego zmierza to moje marudzenie – co sądzicie o zaległościach czytelniczych? Warto, nie warto się przejmować? Warto nadrabiać? 😉

Wasza zaalergiowana (chrypka, bolące oczy, wieczne kichanie, Boże święty, za co)

Cathryn

*Jeśli nazwisko się nie odmienia, to bardzo przepraszam, nie wiedziałam.

Reklamy

3 thoughts on “Ciężko jest być erudytą w dzisiejszych czasach, czyli zaległości czytelnicze.

  1. Szanowny konkubent powtarza zawsze mądrość życiową którą przyswoiłam od niego z radością. Otóż to nie wstyd, że ktoś jeszcze czegoś nie czytał. To sama radość – ma to przeżycie jeszcze przed sobą.
    Ja mam ich wiele, ale niektóre must-read i klasyki bardzo świadomie odrzucam. Przykłady już Ci kiedyś podawałam więc nie będę się powtarzać

  2. Czytasz i uważasz się za erudytę? Chyba pomyliły Ci się pojęcia. Bycie erudytą to nie jest „oczytanie”, lecz wszechstronna wiedza na wszelkie tematy. Dodatkowo Twoje ego… Żaden prawdziwie inteligentny człowiek nie powie o sobie, że jest erudytą, tylko pyszałek taki jak Ty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s