Kiedy bohemista ma mówić po słowacku… Przygody z pracy.

Do napisania tej notki zainspirowały mnie… moje własne słowa sprzed kilku miesięcy. Przy okazji opisywania warszawskich Targów Książki zdarzyło mi się powiedzieć coś takiego:

Rozumiem, kiedy ktoś mówi po słowacku _^_ Zbyt rzadko mam okazję posłuchać, jak ktoś używa słowackiego, trzeba to zmienić!

Ha, ha, ha. Znacie moje powiedzonko, że Bozia potrafi być złośliwa i że spotkała mnie/kogoś kara boska? No, to już wiecie, jak się czuję po prawie dziewięciu miesiącach pracy na infolinii, gdzie rozmawiam ze Słowakami przynajmniej raz w tygodniu.

Bez żadnego przygotowania merytorycznego, słownikowego, no czegokolwiek.

Owszem, teraz często mam okazję posłuchać, jak ktoś mówi po słowacku. Gorzej, że prawie zawsze wtedy myślę, iż rozmówca nie zrozumie mojego czeskiego…

W praktyce bywa z rozumieniem rozmaicie. 😉


To nie jest tak, że mam coś do Słowaków. To dla mnie tacy sami klienci, co Czesi,
Lutończycy bądź podróżni z Tel Awiwu (o tych ostatnich opowiem innym razem).

Na początek słowo o tym, dlaczego w ogóle rozmawiam ze Słowakami w pracy. Nie, nie tylko dlatego, że mi za to ktoś płaci xD Dlatego, że moja firma obsługuje loty z Koszyc. Potrzebujący porady i pomocy ze strony agenta dostają numer na czeską infolinię, co skutkuje ciekawymi sytuacjami.

Nie znam słowackiego. Nigdy zresztą nie przyznałam się do znajomości tego języka. Na studiach praktycznie nie mam z nim styczności (chyba, że coś porównujemy na lektoracie). Wyobraźcie sobie, w jakim szoku byłam, gdy zadzwoniła do mnie moja pierwsza słowacka klientka (będąca w Tel Awiwie zresztą xD) z najprostszym pytaniem świata – gdzie może kupić bilety na samolot. Ja, świeżynka w Call Center, zdębiałam, bo nie wiedziałam, czemu pani tak dziwnie i niespotykanie mówi. Dopiero, gdy nawiązała w rozmowie do Słowacji zrozumiałam, że nie pomagam Czeszce. Jakoś dałyśmy sobie radę xD Pomyślałam sobie wtedy: Oho, teraz dopiero się zacznie, trza podwyższyć swoje kwalifikacje.

Życie wymusiło na mnie opanowanie branżowego słownictwa po słowacku. Rozumiem praktycznie wszystko, o czym klienci do mnie mówią, czasem tylko zastanawiam się, czy oni rozumieją mnie… Z różnych źródeł wiem, że wśród młodych Słowaków znajomość czeskiego jest coraz gorsza, dzieci na przykład nie mają zajęć z czeskiego i miałyby problem z dogadaniem się z rówieśnikami z Pragi.

Bywa tak, że z klientami w na oko moim wieku miewam problemy na tle komunikacyjnym, ale nie zdarza się to wybitnie często. Moja koleżanka natomiast miała raz klientkę, która wzięła głęboki oddech na początku rozmowy i zaczęła dukać po czesku xD Uspokojono ją wtedy, albowiem wszyscy agenci rozumieją słowacki w podobnym stopniu, co ja i jakoś dajemy sobie radę.

Starsi ludzie natomiast albo przestawiają się na czeski, albo mieszają oba języki tak, byśmy się dogadali. Oczywiście, czasem klient wyłapie, że się przejęzyczyłam i wtedy pada nieśmiertelne pytanie o moją narodowość. Bardziej bawią mnie domniemania, które przedstawiają się tak:

– Czesi myślą, że jestem Słowaczką (nie pytajcie, czemu),

– Słowacy myślą, że jestem Czeszką albo Ukrainką. Żadnemu nie przyjdzie do głowy, że trzeba szukać bardziej na północ…

Kwiatki: moją najlepszą akcją było pytanie pasażera, czy może wziąć dáždnik (parasolkę). Na moje pytanie, co to jest, klient zaczął się strasznie śmiać, wołać coś do ludzi w tle… Potem, gdy się już uspokoił, powiedział po czesku, że chodzi o parasolkę. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię xD

Najbardziej mnie rozczulają Słowacy z Tel Awiwu (albo lecący tam z Budapesztu). Mówią po słowacku z hebrajskim akcentem, są zazwyczaj mili, śmieją się. Lubię z nimi pracować (jakby ktoś pytał, czeskojęzyczni pasażerowie z Tel Awiwu też dzwonią).

Ogólnie to bardzo dużą pomocą w rozmowach ze Słowakami jest to, że są dość spokojnym narodem. Podobnie Czesi. Niezwykle rzadko zdarza mi się oberwać wrzaskiem od Słowaka (większość przypadków dotyczy zatrzymania klienta na lotnisku, taki hardcore, zdarza się naprawdę od święta) i dopiero wtedy zaczynają się schody językowe… Bo nie rozumiem, czy właśnie przeklina, czy nie. Chyba muszę iść na kurs do słowatystów…

Może kiedyś będę miała okazję nauczyć się słowackiego w stopniu wyższym niż słownictwo lotnicze, nie wiem. Na razie mam uciechę, jak klient mnie rozumie i się do mnie śmieje 🙂

Wasza odpoczywająca

Cath

Reklamy

5 thoughts on “Kiedy bohemista ma mówić po słowacku… Przygody z pracy.

  1. Ty masz przemiłą pracę, wyłapujesz miłe kwiatki związane ze słownictwem. Ja natomiast mam zupełnie inaczej na swojej infolinii (zupełnie inna firma) i co do kwiatków musiałbym najpierw napisać przynajmniej jeden akapit wytłumaczenia o czym ma być kwiatek. Niestety specyfika wyspecjalizowanej infolinii dla pracowników jednej z firm ubezpieczeniowych.

  2. hm, daždnik by mnie chyba napadl, ze chodzi o deštnik… ale co ja tam wiem. w ogole wczoraj w sklepie obslugiwala mnie tak rozkoszna Slowaczka ze prawie sie zakochalam. (ogolnie nie przepadam za Slowakami ktorych musze oblsugiwac ja, jakos tak w wiekszosci brzmia bezczelnie.. ale moze to jedynie melodia jezyka :D)

    • Wiesz, jakby klient mi to powiedział w twarz, a nie do słuchawki, to i mnie by napadło. Rozmowa telefoniczna zniekształca głos, a jak się jeszcze dobrze nie zna języka (vide mój słowacki), to dopiero jaja potrafią być.
      Być może to melodia języka, ale z doświadczenia wiem, że Czesi są spokojniejsi, natomiast Słowacy chwilami reagują podobnie do nas. ^^’

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s