Ciężko jest być erudytą w dzisiejszych czasach, czyli zaległości czytelnicze.

Do napisania tej notki natchnął mnie artykuł autorstwa Tomasza Pindela* na portalu Lubimy Czytać (link tutaj). Tekst, co prawda, traktuje o różnych rzeczach, ale moją uwagę przykuł przedostatni akapit, który pozwolę sobie tu zacytować:

Albo inny format, konkurs dla zwykłych czytelników. W momencie, kiedy uczestnik nie umie odpowiedzieć na pytanie, kto napisał Panią Bovary, albo w jakim mieście rozgrywa się akcja Miasta i psów, publiczność wyje ze śmiechu, a w stronę uczestnika leci wielki tort z bitą śmietaną i wisienką. Uczestnik zlizuje sobie śmietanę z nosa i wyjmuje wisienkę z oka, oczywiście śmiejąc się prawie naturalnie,
i przechodzi do kolejnej rundy pytań.

Zaiste, to by było ciekawe.

Wiele razy przechodziła mi przez głowę myśl, że nie ważne, jak wielkim erudytą jesteś i za jak wielkiego erudytę Cię ludzie uważają, i tak znajdzie się ktoś, kto będzie chciał spojrzeć na Ciebie z politowaniem, mówiąc „Ojej, nie czytałeś tego?” albo „Czemu jeszcze tego nie przeczytałeś?”, rzucając w Ciebie takim słownym tortem.

A czasami tego kogoś nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć w lustro.


Ile razy rzucałam takim tekstem po wejściu do biblioteki xD
A potem zawsze marudziłam, że tylu rzeczy jeszcze nie znam… Czytaj dalej

Kiedy bohemista ma mówić po słowacku… Przygody z pracy.

Do napisania tej notki zainspirowały mnie… moje własne słowa sprzed kilku miesięcy. Przy okazji opisywania warszawskich Targów Książki zdarzyło mi się powiedzieć coś takiego:

Rozumiem, kiedy ktoś mówi po słowacku _^_ Zbyt rzadko mam okazję posłuchać, jak ktoś używa słowackiego, trzeba to zmienić!

Ha, ha, ha. Znacie moje powiedzonko, że Bozia potrafi być złośliwa i że spotkała mnie/kogoś kara boska? No, to już wiecie, jak się czuję po prawie dziewięciu miesiącach pracy na infolinii, gdzie rozmawiam ze Słowakami przynajmniej raz w tygodniu.

Bez żadnego przygotowania merytorycznego, słownikowego, no czegokolwiek.

Owszem, teraz często mam okazję posłuchać, jak ktoś mówi po słowacku. Gorzej, że prawie zawsze wtedy myślę, iż rozmówca nie zrozumie mojego czeskiego…

W praktyce bywa z rozumieniem rozmaicie. 😉


To nie jest tak, że mam coś do Słowaków. To dla mnie tacy sami klienci, co Czesi,
Lutończycy bądź podróżni z Tel Awiwu (o tych ostatnich opowiem innym razem). Czytaj dalej

Słomiane wdowieństwo środkiem na utrzymanie równowagi psychicznej.

Moi drodzy, przez weekend byłam słomianą wdową. Kuba pojechał do Katowic, wrócił wczoraj w nocy. Miałam dwa dni wolnego… I co z tego, że część czasu spędziłam w pracy xD

Głoszę od dawna teorię, że słomiane wdowieństwo (w wydaniu kobiecym i męskim) jest dobrym sposobem na zachowanie równowagi psychicznej w związku. Oczywiście, nie u każdego to zadziała… Nie każdy bowiem ma potrzebę pobycia z dala od drugiej połówki. Tak się składa, że ja czasami mam potrzebę. I ochotę.

Nie zrozumcie mnie źle – kocham swojego narzeczonego. Ale jak człowiek większość życia zaszywał się w swoim pokoju w Wołominie, siadał przy swoim biureczku czy na swojej pufie i uskuteczniał Cathrynkowe bzdurki, tak ciężko mu się przestawić na mieszkanie z partnerem. Mi było ciężko, ponieważ byłam przyzwyczajona do ciszy. Albo do puszczania muzyki na cały regulator, czym przyprawiałam papugę o wściekliznę.

W rytm Mansona lecącego ze słuchawek przedstawię Wam wady i zalety wyjazdów drugich połówek.

Zamiast whisky miałam jeżynowe Somersby.  ^^ Czytaj dalej

Garść zachwytów: „Frozen”

Wczoraj namówiłam Kubę na obejrzenie czegoś innego, niż kolejny odcinek House of Cards. Co nie znaczy, że nie lubię tego serialu, bo tak nie jest. HOC jest zarąbiste, jeśli o tym nie wiedzieliście. Miałam jednak ochotę na coś zupełnie innego – na coś, czego wypatrywałam od dawna, a jakoś nie miałam okazji obejrzeć tuż po premierze.

Kuba dał się namówić na Frozen. Mimo, iż nie lubi musicali (ale Tangled ze mną obejrzał i nawet Mu się podobało).

Jesteście ciekawi, czy warto było to obejrzeć? A co widzicie w tytule notki? 😉

Oczywiście, że warto!!!

W telegraficznym skrócie – Somersby, pizza i dobra komedia równa się idealny wieczór. A poniżej znajdziecie dowody na to, ze Frozen jest filmem rewelacyjnym. UWAGA: wpis zawiera spoilery!


Zamiast plakatów i GIF-ów będą fanarty. Raz, że są piękne, dwa, GIF-y są pełne spoilerów!!! Czytaj dalej