Cathrynkowe blogowanie a reakcje innych ludzi.

Dziś rano kolega z pracy zadał mi ważne, ale to naprawdę ważne (i zadane poważnie) pytanie – jak zostać celebrytą?

A skąd mam wiedzieć, pomyślałam. Nie jestem celebrytką, nawet nie wyglądam na taką (siedząc w czarnych rurkach i bluzie z napisami po angielsku, uzupełniając rejestry w Excelu). Pytam się więc: co miał na myśli? Koledze chodziło o to, że obracam się w środowisku blogerskim, coś na temat bycia celebrytą wiem.

Zapewne się domyślacie, że nie wiem. To, że ze dwa razy stałam tuż obok Kominka (wstydząc się do niego zagadać, czego Kuba nie może zrozumieć) jeszcze nie świadczy o tym, że mam blade pojęcie o celebrytach. Nie wspominając o tym, że dziennikarze mało mnie i Kuby nie stratowali na ostatniej gali Blog Roku, jak biegli za Anną Muchą.

Właśnie rano zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak właściwie ludzie odbierają moje blogowanie.

bubblews
Cała prawda o obu moich blogach – kocham je pisać. I tyle.

Odkąd Kuba stał się Znanym Blogerem (a przynajmniej tak o sobie zaczął mówić), a Pijaru Koksu Blog zaczął się rozwijać w straszliwym tempie, zaczęłam bywać na imprezach branżowych. Totalnie właściwie z nich nie korzystając z racji bycia outsiderem (nie pozbędę się tego do końca życia, chociaż i tak jest dobrze, że w ogóle chodzę na imprezy). I to chyba najbardziej widoczny element mojego życia jako blogerki – najlepiej zapada ludziom w pamięć. Bo co z tego, że jaram się spotkaniem autorskim z jakimś czeskim bądź żydowskim pisarzem, jak i tak znajomi najlepiej zapamiętają Blogowigilię czy wspomnianą galę Blog Roku.

Sama zaczęłam określać siebie jako blogerkę (a nie jako Cathrynka piszącego różne bzdurki) właściwie w momencie startu Czechożydka (który kilka dni temu skończył rok! ^^), w którym pokładałam i wciąż pokładam nadzieje na urozmaicenie swojego życia. A skoro zaczęłam się określać, to również zaczęłam się trochę obnosić…

Reakcje na Czechożydka (oraz na NSh, ale te są rzadsze) bywają najróżniejsze. Serio. Co innego jest przeczytać w komentarzach, że mój blog to chała (i to olać, podobnie jak upierdliwych pasażerów, co kombinują, jak wywołać u Ciebie czarną rozpacz), a co innego usłyszeć opinię na żywo. Większy stres, mówię Wam ^^’

Najczęściej spotykam się z pozytywnymi reakcjami. Na zasadzie, że blog ciekawy, śmieszny, zabawny i tak dalej. Albo pocieszny. Z Czechożydkiem przyszły bardziej rozbudowane opinie: dotyczące mojego postrzegania dzieł literackich, niektórych zagadnień historycznych czy całych zjawisk na przykład w kulturze czeskiej. Naprawdę sporo się uczę dzięki takim odzewom; moim wpisom wiele jeszcze brakuje do tego, bym przestała na nie narzekać 😉 Literaturoznawcą nigdy nie będę, ale nie o to mi przecież chodziło, gdy zakładałam bloga.

Co mnie najbardziej cieszy: maile. Zdarzają się. Albo wiadomości na Facebooku. Rozmowy na korytarzu lub gdzieś na mieście.

W ISZiPie również się dowiedziano o istnieniu Czechożydka – czasem ktoś słyszał ode mnie, czasem ni z gruchy ni z pietruchy do mnie zagadywał i się potem dziwiłam, jakim cudem dotarł do niektórych rzeczy. Nie zapomnę sytuacji z zajęć z literatury współczesnej (kopiuję z fejsa):

To uczucie, kiedy na zajęciach z literatury współczesnej pani doktor prowadząca patrzy się na ciebie i mówi, że grający Egona Bondy’ego nazywał się Goldflam, powtarzając „flam” z naciskiem i śmiechem…
Kolejne uczucie, kiedy okazuje się, że w notce o „Czułym barbarzyńcy” strzeliłam błąd w tym nazwisku, pisząc „Goldfram”…
Serdecznie pozdrawiam panią doktor, która kojarzy mnie już nie tylko z twarzy i nazwiska, ale także i z bloga. 
PS Bo jakże inaczej to wytłumaczyć? Przypadek? Nie sądzę. 

Dość świeżym i mocnym przeżyciem jest rozmowa na temat bloga z jednym doktorem z ISZiPu. O istnieniu bloga dowiedział się przypadkiem, ponieważ wysłałam mu maila z pracą domową, nie kasując automatycznego podpisu* z adresem i krótkim opisem. Co było na zajęciach, domyślacie się – na pytanie, czy pan doktor otrzymał maila, usłyszałam, że owszem i że jest zdumiony, że mogę się pochwalić taką erudycją. I to w takiej nietypowej tematyce. Cóż… Lepszego słowa uznania nie słyszałam od dawna. 😉

Zresztą, rok funkcjonowania Czechożydka i moje uczucia z tym związane opublikuję już tam, nie tutaj.

Teraz trza się wziąć do roboty i nadrobić zaległe wpisy… ^^’

Wasza czytająca obecnie książki Szczygielskiego, nazywane pieszczotliwie „Farfoclami”

Cathryn

PS Skończyłam dwadzieścia trzy lata i czuję się staro. Po raz pierwszy w życiu tak naprawdę. Dziękuję wszystkim za życzenia, niektóre były tak cudowne, że w życiu bym lepszych nie wymyśliła! 🙂

C.R.

* czasem zdarza mi się kasować podpis z adresem bloga, zwłaszcza, jak piszę do prowadzących ^^’

Reklamy

9 thoughts on “Cathrynkowe blogowanie a reakcje innych ludzi.

  1. No, u mnie jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie nim zacznę nazywać siebie blogerką i bywać na imprezach – jeśli takie do tego czasu jeszcze się będą odbywały. A i chyba nawet wtedy nie chciałabym, żeby ktoś z ISZiPu mi bloga czytał. Brrr, aż się wzdragam na samą myśl, taż on profesjonalny jak diabli 😀

      • A mówienie mieszanką mi się też zdarza, a nie pracuję w słoweńskiej branży .___.
        Kwiiiiiiiiiiiik, po tym komciu pierwszym dostałam komcia „ISZiP”czyta” i nagły skok o 50 wejść. Muszę częściej u ciebie komcie zostawiać

      • A zostawiaj, zostawiaj 🙂 Na razie chał nie planuję, nic mi przynajmniej nie wpadło. Ale może kiedyś napiszę o czymś, co Ci się spodoba 🙂

    • No masz jeden. xD O e-bookach żydowskich.
      A na poważnie: no pisze się o Škvoreckým, ale nagle się dowiedziałam o tych e-bookach i tak wyszło…
      Ale wpis się prawie napisał. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s