Odkrycia roku: osobiste.

Nim zaczniemy podsumowywać rok 2013…

***OGŁOSZENIA PARAFIALNE***

  1. Żyję. Tzn. praktycznie nie choruję. Jedynie smarczę i z rzadka pokasłuję (plus przysypiam w pracy). Jest o wiele lepiej, niż było. ^^’
  2. ODZYSKAŁAM ZMYSŁ SMAKU. Z węchem nadal cienko, ale przynajmniej siedzę już z deserkiem z Koroną i wcinam. Mając z tego dziką satysfakcję.
  3. Na Czechożydku jest książkowe podsumowanie roku, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Tak, jest mowa o innych książkach.
  4. Wreszcie się dowiedziałam, jak dalej z moim odstawianiem leków! Za jakieś trzy miesiące będę mogła wypić ze dwa piwa. Chętnych do picia ze mną proszę o ustawianie się w kolejce, najprawdopodobniej powstanie też wydarzenie na Facebooku, by nikt nie poczuł się pokrzywdzony, jeśli o nim niechcący zapomnę. Dla tych, którzy się złapali za głowę przy części o fejsie – jestem tak nieogarnięta, że szok, także wydarzenie dla znajomych mi się przyda. A niektórzy na moje picie czekają już trzy i pół roku!!!

Tyle ogłoszeń parafialnych, przejdźmy do odkryć roku 2013. A troszkę się tych nazbierało…

Odkryłam bowiem, że:

1. Umiem znaleźć stałą pracę i się w niej utrzymać. Moje call center to, jak wiecie, najpoważniejsza (ekhm) praca w życiu Cathrynka. I przełomowa, bo dzięki niej dokonałam masy rzeczy.

Wnioski pracownika po sześciu miesiącach pracy: okazało się, że z moją wadą wymowy i darciem ryja świetnie daję sobie radę w call center. Mój czeski i angielski nie są tragiczne, jakoś się dogaduję z klientami. Poza tym mam wrażenie, że jak dobrze pójdzie, to zrobię w tej firmie karierę… ^^’

2. Umiem się sama utrzymać w Warszawie i nie umrzeć przy tym z głodu. Wyprowadzka była bardzo dobrym pomysłem (jak się zsumuje wady i zalety), ponieważ dzięki niej nie umieram z niewyspania i nie mam problemów, by pogodzić studia z pracą. Gdybym miała jeszcze przy tym dojeżdżać, niechybnie bym gdzieś poległa po drodze.

Poza tym mieszkanie w Warszawie ma masę zalet, jak umie się gospodarować pieniędzmi. Mogę chodzić na koncerty, wycieczki, do teatru czy kina… Oczywiście, jak nie jestem w pracy. ;/

3. Umiem pogodzić pracę ze studiami. O ile praca nie wchodzi mi na głowę, bo nie ma kto siedzieć na czeskiej infolinii… Innymi słowy, odkryłam, że jestem zaradna.

4. Pisanie dwóch blogów naraz nie jest nie do pogodzenia. Chociaż bywa ciężko, kiedy na Czechożydku bez przerwy się coś pojawia, a tu posucha… Okazuje się, że nie jestem bezdenną kopalnią pomysłów i czasem muszę trochę poczekać, nim wymyślę coś nowego.

5. Pisanie bloga książkowego to sporo frajdy, ale też praca. Za niecały miesiąc będzie rok od momentu startu Czechożydka. Z perspektywy czasu widzę to, co kiedyś zauważyła Ida Mokwa z Moja Trawa, że blog zmotywował mnie do pogłębiania wiedzy i czytania sporej ilości książek, między innymi po to, by mieć o czym pisać. Co nie znaczy, że się zmuszałam do czytania 😉 Gorzej bywało z pisaniem. Wbrew pozorom wpisy na Czechożydka pisze mi się dłużej i ciężej. Dbam o język postów, staram się w sposób zrozumiały zestawiać argumenty, by nie wyszło na to, że się guzik znam na literaturze, ale ciiii 😉 A na poważnie to czasem siedzę nad wpisem dwa dni jak nie więcej. Wykształcenie do czegoś mnie zobowiązuje, poza tym już dawno temu powiedziałam, że Czechożydek ma być poważniejszy niż to, co znajdziecie tutaj. 😉

6. Umiem napisać pracę licencjacką i zdać egzamin. Pamiętacie, jaką gehennę przechodziłam podczas pisania pracy i niedługo przed obroną? Z perspektywy czasu stwierdzam, że moment tworzenia swojej pierwszej pracy jakkolwiek związanej z nauką przypadł na jeden z najgorszych okresów w moim życiu, gdzie było pełno łez, stresu, rozpaczy i wszystkiego po kolei. Ta praca, zwana też dziełem mojego życia, mogła nie powstać i to nie są puste słowa, które mają wywołać tylko wasze zaprzeczanie i mówienie, że jestem przecież taka zdolna i z palcem w nosie bym to napisała. Liczę na to, że magisterkę tak napiszę. ^^’ Teraz śmieję się z nerwów przed i w trakcie egzaminu, ze swoich łez tuż po też się śmieję. Najważniejsze, że zdałam, może się odkuję przy magisterium.

7. Umiem być świadkiem na ślubie (i potem zasuwać pomagać na weselu). Ślub Mojej Siostry wielkim wydarzeniem był i basta. Natomiast zastrzegam od razu, żeby nie było, że nie mówiłam: tak, jak podtrzymuję słowa o tym, że nigdy nie będę matką chrzestną (bo jak nią mogę być bez bierzmowania i z judeoniewiadomojakimi poglądami), tak już nigdy więcej nie będę świadkiem na ślubie. Żadnym. Sprawdzam się w tej roli, ale… Nie. Więc nawet nie proście. Ale zawsze mogę zostać świadkiem na rozwodzie xD

8. Przy robieniu tatuażu się z bólu nie umiera. Przynajmniej, jak się go robi na łopatce. Relacja z mojego pierwszego tatuowania tutaj.

9. Bycie czyjąś narzeczoną to nie jakiś nadludzki wyczyn. Zmieniony status społeczny mam od ponad pół roku. Jakie wrażenia? Wiecie, te miny innych, kiedy przedstawiam Kubę i mówię, że to mój narzeczony. ❤ Ale dzięki pierścionkowi (i temu, że razem mieszkamy) mam poczucie stania na stabilnym gruncie. Mam wrażenie, że przez ostatnie miesiące bardzo się wzmocniłam psychicznie. I mam więcej siły do działania. I większe poczucie własnej zajebistości ^^

Co jeszcze? Pojawiłam się na festiwalu Warszawa Singera (akurat się załapałam z urlopem w pracy!), zwiedziłam porządnie Wilanów (relacja tutaj), zamieszkałam sama (wiem, że się powtarzam), zaczęłam pojawiać się na imprezach związanych z blogosferą (takich jak Blogowigilia 2013),

A postanowienia noworoczne? Z poprzednich wyszły niecałe dwa… Nie wyjechałam nigdzie w wakacje, bo się przeprowadzałam do stolicy. Z nadrabianiem klasyki literatury jakoś dałam sobie radę, ale w sumie przeczytałam mniej niż dziesięć książek. Obejrzałam kilka kultowych filmów, kilka czeskich również, ale zbyt dumna z siebie nie jestem ^^’

Teraz postanowienia wyglądają tak:

1. Przeczytać jak najwięcej książek współczesnych polskich pisarzy. To kolejna dziedzina, w której mam zaległości (nadrabiam od jakichś dwóch miesięcy). W tamtym roku chętnie sięgałam po polskie tytuły, zobaczymy, jak mi się to utrzyma.

2. Obejrzeć wreszcie tego Ojca Chrzestnego xD

3. Zrobić sobie kolejny tatuaż.

4. Wyjechać gdzieś w końcu na te wakacje, bo skisnę.

5. Nie pracować tyle.

6. Być sobą i robić to, co chcę.

O.

Wasza potrzebująca odespać Sylwestra

Cathryn

PS Tak ogólnie to doszłam do smutnego wniosku, że na przełomie lipca/sierpnia moje dzieciństwo się skończyło.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s