Garść zachwytów: „Igrzyska śmierci: w pierścieniu ognia”

Ostatnio dostałam w pracy voucher do Multikina za bycie dobrym telemarketerem (tzn. za wykonywanie swoich obowiązków i szukanie sobie następnych, by nie umrzeć z nudów i by robić coś twórczego). Już w momencie wzięcia go do ręki wiedziałam, na co się wybiorę.

Oczywiście, Kuba protestował, bo zostawiałam Go samego w domu (na pytanie, czy pójdzie ze mną do kina, odpowiedział, że nie i dalej marudził), ale nie dałam się zbałamucić i w piątek wieczorem pobiegłam szybko z Grzybowskiej do Złotych Kuta… eeee… Tarasów. Wpadłam do kina zziajana i pierwsze pytanie, jakie padło z mojej strony, to:

Czy są jeszcze miejsca na Igrzyska śmierci?

Na moje szczęście były. 🙂


Plakat jest nawet fajny, najlepsza była sesja zdjęciowa. ❤

Uprawiam zawzięty fangirlizm w paru kwestiach. Bardzo często sama nie rozumiem, skąd się wzięło we mnie zainteresowanie niektórymi rzeczami. Dobrym przykładem są Igrzyska śmierci, o których pisałam już kiedyś tu i tu. No po prostu nie mam pojęcia, czemu się tym jaram ^^’ Stwierdźmy jednak fakt, że się jaram i już. I przejdźmy do samego filmu, na który czekałam rok z okładem, wypatrując nowe zdjęcia i trailery z uporem maniaka.

Wpierw jednak szczypta niezadowolenia i marudzenia. Nie lubię chodzić do Multikina. Wiecie, czemu? Przez reklamy przed seansem. Ja rozumiem, że każdy chce zarobić i robi wszystko, by mieć dodatkowy hajs. Ale TO JEST KINO. Przed seansem powinno się puszczać trailery i od czasu do czasu reklamę (jak np. te od Nju Mobile, które mnie rozbrajają _^_). Tymczasem uraczono mnie trzydziestoma pięcioma minutami najróżniejszych reklam, wśród których były ze trzy trailery. Żaden interes. Co widziałam? Nju Mobile, Play, jakiś kurort w Krynicy Zdrój chyba, Chocapic, jakieś bzdury ze świętami w tle, no już nawet nie pamiętam, co to było. Ludzie, litości!!! Kiedy poszłam z Moją Siostrą na ostatnią część Zmierzchu, widziałam reklamę m.in. mieszkań na Mokotowie. Masakra.

Przechodząc do filmu – było idealnie. No, prawie. Część wątków skrócono bądź wycięto, niektóre nawet nieco przerobiono, ale – o dziwo – historia dzięki temu była spójna i dało radę ją skrócić tak, by móc nakręcić film. Nie było źle.

Za co uwielbiam ten film? Za obsadę. Dzięki pierwszej części Igrzysk śmierci odkryłam Jennifer Lawrence. Mimo, iż wzdycham zwykle do krótko obciętych blondynek, tak moje serce zabiło szybciej już w momencie, gdy pierwszy raz ją ujrzałam. Potem widziałam jej zdjęcia w wersji blond i mało się nie rozpłynęłam… Normalnie szarpałabym jak Reksio szynkę*. ❤ Będę dzielnie zwalczać hejterów tej pani, co utrzymują, że ma beznadziejną mimikę. Jak dla mnie nie dostała Oscara tylko za kręcenie tyłkiem (widziałam Poradnik pozytywnego myślenia – ten film mnie przeraził, ale Lawrence była genialna!). W czasie seansu śledziłam jej mimikę i sposób pokazywania emocji – według mnie poradziła sobie zarąbiście, zwłaszcza w ostatnich scenach filmu. Co do reszty obsady – poradzili sobie znakomicie. Osobiście jestem pod wrażeniem gry Sutherlanda oraz Harrelsona (ten ostatni zdumiewa mnie swoją różnorodnością. Widziałam go już w masie filmów i nie przestaje mnie zaskakiwać). I te pomalowane na żółto powieki Kravitza xD

Przyznam się szczerze, ścieżka dźwiękowa mi umknęła. O ile po pierwszej części od razu odnalazłam w sieci soundtrack i zasłuchiwałam się nim prawie do porzygu współmieszkańców domu przy Andersa, tak teraz nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego kawałka. Może za jakiś czas znajdę na Spotify ścieżkę dźwiękową i nagle mi się spodoba… Boże, chroń Kubę.

Strona wizualna… Twórcy dali czadu ^^ Stroje mieszkańców Kapitolu, bale, same Igrzyska… Wow. Bardzo podobały mi się ujęcia. Nie ograniczono się do samego filmowania z boku bądź z góry, w niektórych scenach mamy pierdyliard punktów widzenia.

Za co pokochałam ten film i uznałam go za genialny? Za to, że trwał ponad dwie godziny, a ja tego wcale nie odczułam. Miałam wrażenie, jakbym siedziała w kinie godzinę. Podczas gdy takie Na zawsze Lawrence chwilami mi się dłużyło (a to ponad trzy godziny, o ile dobrze pamiętam), tak tutaj siedziałam z otwartymi ustami niczym Człowiek Szynszyla zauroczony oglądaniem trailera do Mrocznego rycerza**. Normalnie wow. Aż nie chciało mi się wychodzić z kina… Chcę następne części.

A tymczasem idę się ogarniać po wczorajszej imprezie. _^_

Wasza zasłuchana we właśnie odkrytej Peaches

Cathryn

*Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że tatuaż koleżanki z pracy ma na imię Reksio… A to smok… xD

**Kto nie zna, niech nadrobi, świetny komiks.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s