Bolączki słownikowe, czyli każdy z nas ma jakieś swoje narzecze.

Choróbsko moje ewoluuje, obecnie męczę się tylko z katarem i pokasływaniem. To idealna okazja, by posiedzieć jeszcze jeden dzień w domu. ^^’

Miałam pisać Odkrycia roku o serialach, ale przypomniała mi się jedna rzecz, którą miałam się z Wami podzielić już jakiś czas temu.

Otóż używam czasem innych synonimów/wyrazów/określeń/niepotrzebne skreślić, niż reszta ludzkości i zaczyna mi to poważnie przeszkadzać. xD Przy czym tłumaczenie np. Kubie, że to dlatego, bo niektóre słowa wyniosłam z domu bądź bo mam stresującą pracę (praca w call center wywołuje sporą inwencję słowotwórczą) już nie działają…


To nie jest tak, że mówię jak Yoda. Ja po prostu mam inny słownik… Czytaj dalej

Odkrycia roku 2013 – najlepsze śmiechowe filmy ;)

Mam już dość chorowania. Po przerobieniu wszystkich możliwych objawów przeziębienia stwierdzam, że mam dość. ;/ Ale dzisiaj jest już o wiele lepiej, użeram się tylko z katarem.

Notka miała powstać wczoraj… Miała, bo zmógł mnie ból zatok i przespałam pół dnia. ^^’

Dzisiaj porozmawiamy o filmach, które mnie powaliły albo swoją głupotą, albo dawką humoru. Ewentualnie jednym i drugim. ^^’ Nie bardzo wiedziałam, jak nazwać notkę – czy głupawe filmy, czy śmiechowe, stanęło na tych drugich. Bo nawet głupie filmy potrafią rozśmieszyć.

Jedziemy!

1. Jeździec znikąd (The Lone Ranger), reż. Gore Verbinski

Czytaj dalej

Odkrycia roku 2013 – najlepsze słowiańskie filmy.

Choróbsko rozłożyło mnie dokumentnie – niby odzyskałam głos, ale co i rusz mi się łamie (chyba tak czują się chłopcy podczas mutacji), do tego mam wrażenie, jakby coś mi rozsadzało czaszkę, katar nie daje mi spokoju… Nie jest dobrze. Panie premierze, jak żyć, jak pracować? xD

Dopiero teraz mam siłę, by wstać z łóżka, przenieść się na kanapę i pisać zaległe notki. Boziu, jak dobrze, że to okres świąteczny i nie zawalam studiów…

Dzisiaj krótki wpis (bym się nie przemęczyła) o najlepszych słowiańskich filmach, jakie oczy moje widziały w tym roku. Za wyłączeniem Pokłosia, o którym pisałam kilka notek wcześniej, nie udało mi się w tym roku obejrzeć nic polskiego, co powaliłoby mnie na kolana. Troszkę przykre, ale prawdziwe. Za to po Nowym Roku mam zamiar przejść się do kina na Biegnij, chłopcze, biegnij (na podstawie książki Uriego Orleva!) oraz na W ukryciu. Dwa polskie filmy o Żydach, wypuszczone do kin w tym samym czasie… Chyba będę śpiewać z radości ❤ Mój portfel raczej przeciwnie, ale co tam.

Cóż… Wychodzi na to, że wymienione niżej słowiańskie filmy w całości są produkcjami czeskimi bądź czechosłowackimi ^^’ Nie chciało mi się już modyfikować tytułu notki, bym mogła kontynuować podobne Odkrycia w przyszłym roku. Zaczynamy!

1. Dobry wojak Szwejk (Dobrý voják Švejk), reż. Karel Steklý i Jiří Trnka

Czytaj dalej

Blogerzy a Święta – Blogowigilia 2013.

Jak tam po Wigilii? Nie umarliście z przejedzenia? Mnie takowa śmierć w tym roku nie była pisana, albowiem przeziębienie odebrało mi zmysł smaku, węch oraz apetyt. Także można powiedzieć, że odżywiałam się normalnie.

Tak, nie pojechałam do pracy, albowiem straciłam również głos, więc chyba rozumiecie, że nie dało się pracować. Jak Czesi i Izrael mogliby mnie zrozumieć, skoro mój własny narzeczony ciągle mnie prosi o powtórzenie właśnie wypowiedzianego zdania? xD Czekam na cudowne uzdrowienie.

Korzystając z tego, że jestem w domu, opowiem Wam o ostatniej imprezie blogowej, na którą wybraliśmy się z Kubą z nadzieją, że będzie epicko. I muszę powiedzieć, że Blogowigilia 2013 była epicka w każdym calu 😉 Jeśli jesteście głodni szczegółów organizacyjno-technicznych, dotyczących tego przedsięwzięcia, znajdziecie je tutaj, u Blogowej Mamy, Ilony Patro.

A ja, Ciocia Żyd, opowiem Wam o towarzystwie i o tym, co się działo oficjalnie oraz po kątach 😉


Może wyglądam na przyćpaną, ale tak naprawdę byłam pełna energii xD Czytaj dalej

Najlepsze są prezenty dawane sobie.

Proszę koleżeństwa, dziś Wigilia. Co do której nie wiem, jak ją spędzę – jestem zagrafikowana w pracy, ale kompletnie straciłam głos z powodu przeziębienia, a mówienie jest dla mnie mordęgą. Także nie mam pojęcia, czy dzisiaj coś zarobię, czy pojadę na Wigilię do rodziny Kuby. Święta świętami, choróbsko choróbskiem, a hajs się zawsze przyda… xD

Skoro o pieniądzach mowa – jak wiecie, w tym roku po raz pierwszy w życiu mam stałą pracę*. Tzn. pracę, z której najprawdopodobniej mnie nikt nie wywali, skoro dostałam umowę na dość długi czas. Wraz z pracą pojawiły się Pieniądze. Na skalę światową nieduże, krajową – nie za duże, moją – ojapierdzielękupaforsy. Niby pieniądze szczęścia nie dają, a mi jakoś dały. Bo wreszcie sprawiłam sobie tatuaż!

Także… Have you met Czarli?

Czarli dostał nazwę po e-mailu jednego pasażera, którego obsługiwałam.

WPIS DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH, POJAWIA SIĘ GOLIZNA I BRUTALNE SCENY. (no brutalne, bo igły. A igieł nie powinno się pokazywać, bo już sam widok boli. xD) Czytaj dalej

Odkrycia roku 2013 – najlepsze filmy o tematyce żydowskiej.

Jestem półżywa. Nie odespałam wczorajszych harców na Blogowigilii (niby dużo tych harców nie było, ale i tak ledwo żyję), byłam osiem godzin w pracy (normalnie bym się cieszyła z tak małej ilości rzeczy do zrobienia, ale momentami ryłam nosem w klawiaturę), po zakupach i zrobieniu obiadu (z małą pomocą skacowanego Kuby) wreszcie mam czas, by odpocząć. Także nadrobię zaległości blogowe 🙂

Ta i następna notka dotyczyć będą filmów. Już mniejszej ilości – wspominałam, że zbyt dużo w tym roku nie widziałam. Tym razem pozachwycam się filmami o Żydach bądź jakkolwiek związanych z Żydami. Chyba jednym z pierwszych postanowień noworocznych będzie obejrzenie jak największej liczby produkcji żydowskich xD

Jedziemy!

1. Pokłosie, reż. Władysław Pasikowski

W przypadku różnych głośnych premier obiecuję sobie często, że pójdę na nie do kina. Udaje mi się to uczynić w kilku procentach przypadków… No ale nie mogłam sobie odpuścić Pokłosia! Ja, wtedy naczelny żydołak wołomiński (teraz urzędujący w okolicach Placu Grzybowskiego i dworca Warszawa Centralna), musiałam iść do kina, inaczej bym niechybnie skisła. Wybrałam się więc do wołomińskiej Kultury, zaopatrzona w paczkę cukierków i soczek. No co, nie takie filmy się oglądało z miską czipsów.

Cóż, gdzieś tak w połowie te cukierki odstawiłam.

Powiem tak: Pokłosie miejscami jest przewidywalne, miejscami przejaskrawione, ale dla mnie nie zalicza się do realistycznych filmów. To mozaika symboli, figur retorycznych, odniesień. Pamiętam nagonkę medialną, zaszczutych aktorów i reżysera. Pamiętam szał wywołany przez pokazanie tłumu dzikich wręcz i prymitywnych mieszkańców wsi (bo to generalizowanie, kłamstwo, Pasikowski zrobił z nich zwierzęta i tak daleeeej). Ej, ludzie, czemu nie widzicie, że tej produkcji nie można brać dosłownie?!

Gdybym mogła, napisałabym o tym filmie licencjat. Bo jest tego wart. Polecam! Czytaj dalej

Odkrycia roku 2013 – najlepsze filmy.

Moje blogowanie ostatnio schodzi na psy… Niech dalej odwołują mi loty, to będzie jeszcze gorzej. Musicie wiedzieć, że  mniej więcej od połowy listopada baaaardzo dużo pracuję, chwilami w ogóle nie jeździłam na zajęcia. Jakiś czas temu się wściekłam, że narobię sobie takich zaległości w bułgarskim, że ni chusteczkę ich nie nadrobię; od tamtej pory niektóre moje dni wyglądają tak, że rano jadę do pracy, potem wyrywam się na zajęcia, by wrócić i siedzieć do 22giej. Cóż, mój wybór. ^^’

Spojrzałam na ubiegłoroczną notkę z najlepszymi ogólnymi filmami i się załamałam. Ten rok obfitował bowiem w książki i różne niespodziewane wydarzenia – zaręczyny, przeprowadzka, pierwsza poważna praca… Też taka prawda, że (w porównaniu z tym, co było te dwanaście miesięcy temu) jestem w lepszej kondycji psychicznej i mam większą motywację do robienia masy rzeczy. Niestety, z filmami bywało różnie*… Ale coś tam się widziało 😉

Wybaczcie, że zaczynam podsumowywać rok dopiero teraz. Postaram się o to, byście dostali wpisy naprawdę dobrej jakości (tym razem rezygnuję z miniaturek plakatów). Także… Zaczynajmy 😉

1. Django Unchained, reż. Quentin Tarantino

Dawno temu powstała na temat tego filmu notka z garścią zachwytów (w ogóle będę się podpierać swoimi starymi wpisami w tym zestawieniu, ostrzegam). Z perspektywy czasu widzę, że ten film pewnie nigdy mi się nie znudzi. Soundtracku słucham do tej pory, przerzucam się z Kubą cytatami… Miejsce pierwsze w moim sercu zajęły Bękarty wojny i raczej nic tego nie zmieni, ale Django niewiele brakuje do ideału. 😉 Czytaj dalej