Historia mojego zwierzyńca (w telegraficznym skrócie).

Wiecie co, miałam dzisiaj pisać o tym, co pichcę w mieszkaniu przy Grzybowskiej (nawet zdjęcia poglądowe zebrałam, są na Instagramie), ale z racji tego, że moja tablica na Facebooku oraz wszelkie inne źródła informacji są zawalone artykułami o biednych zwierzątkach, postanowiłam poruszyć inny temat. Już dawno temu miałam o tym coś powiedzieć.

Chcę Wam opowiedzieć o zwierzakach, które towarzyszyły mi bądź towarzyszą nadal. I o tym, jak pojawiły się w moim życiu. A przy okazji o tym, że większość z nich moi rodzice uratowali przed śmiercią. (część przypadków pominę, bo za długi będzie ten wpis ^^’)


Nawet taki Heniek jest przecież z odzysku!

Czego by nie mówić o mojej rodzinie, u nas wszyscy kochają zwierzaki. Tak było od zawsze. Nie „odkąd pamiętam”, tylko odkąd moi rodzice postanowili być razem. Ich pierwszym wspólnym psem, który trafił do naszego domu już za życia Mojej Siostry, był Sandor. Sama pamiętam go jak przez mgłę, byłam malutka, kiedy trzeba było go uśpić z powodu choroby.

Sandor był wilczurem, niezwykle pojętnym i inteligentnym. Mój ojciec robił na przykład coś takiego: stawiał na środku podwórka wózek ze mną jako niemowlęciem w środku i mówił do psa: Sandor, pilnuj Dorotki. I Sandor się kładł obok i tak leżał, dopóki ojciec nie wrócił. Nawet mama nie mogła się zbliżyć. Tata kochał tego psa, z tego, co obydwoje z mamą opowiadają, on też kochał jego.

Skąd się wziął Sandor? Jego poprzedni właściciel trzymał go na krótkim łańcuchu i pies spał w kojcu na gołym betonie. Nauczony agresji, rzucał się praktycznie na każdego. Miał iść do uśpienia, bo nie był potrzebny do pilnowania posesji, ale napatoczył się mój ojciec. Oswoił go i sprawił, że ostatnie kilka lat życia Sandor spędził w kochającym domu.

Przy Sandorze wychowywał się Bej, również wilczur, którego ojciec gdzieś kupił. Mój najukochańszy pies świata, z żadnym swoim zwierzakiem się tak dobrze nie dogadywałam. Miałam ze cztery lata, gdy do Beja dołączyła Sara – nieduża, skundlona żółta sunia. Którą jakieś chłopaki znalazły przywiązaną do drzewa w lesie. Mama karmiła z początku Sarę łyżeczką jak małe dziecko, by na nowo przyzwyczaić ją do jedzenia.

Byłam w drugiej czy trzeciej klasie, jak dołączył do nas Bolek, mieszaniec rottweilera i owczarka niemieckiego, najbardziej nienażarty i uśmiechnięty pies na świecie. Pożegnaliśmy go rok temu w sierpniu, odszedł od nas w wieku 14,5 roku. Jak do nas trafił? Bolek miał pół roku, gdy zapadła decyzja o jego uśpieniu, poprzedni właściciel nie był w stanie utrzymać dwóch psów (Bolek miał jeszcze brata, którego przeżył o 1,5 roku). W drodze do weterynarza ówczesny właściciel Bolka zaszedł do baru, gdzie był mój ojciec. I jak się to skończyło? Tata kupił go za flaszkę wódki xD A potem przekazał mamie jako prezent z okazji Dnia Kobiet xD Mama do śmierci będzie opowiadać, że to był najbardziej złośliwy prezent na świecie, bo Bolek był strasznie szkudny (w sensie że psocił) w czasach młodości.


Bolek znany był z bójek z innymi psami i dumnie nosił blizny na pysku.

Bolesław przyjaźnił się mocno z Dućką, moim pierwszym w życiu kotem (zresztą, byli w podobnym wieku). Dućkę (Dee-Dee. Tak, to po Laboratorium Dextera xD Potem ktoś przerobił na Dućkę i tak było prawie 13 lat). Dunia odznaczała się tym, że była cała biała. I zostawiała strasznie dużo sierści. Co ktoś usiadł, zaraz pchała się na kolana i dawaj się łasić. Kuba na początku naszego związku rozpaczał, bo najbardziej ciągnęło ją do czarnego i potem nie mógł się doczyścić xD Historia Dućki jest taka, że raz w zimie tata szedł do baru (tego samego, co w przypadku Bolka), padał śnieg. I nagle coś skoczyło mu na ramię. Tata zgłupiał, złapał to coś, rzucił za siebie. Obejrzał się i usłyszał miauczenie… Właściciel Dućki się nie znalazł, więc półroczny biały kociak trafił do nas.


Pierwsze z cyklu pociesznych zdjęć Dućki xD

Kiedy byłam w gimnazjum, tata zadzwonił któregoś wieczoru do mamy (wracał z pracy) i kazał jej wyjść po niego, albowiem znalazł psa w rowie. Okazało się, że ktoś wrzucił do rowu (który miał być następnego dnia zasypany!) worek na śmieci, a wraz z nim szczeniaka. Najbardziej puchatego brzdąca, jakiego widziałam. Baster (dostał to imię po psie policyjnym, którym mój ojciec się kiedyś opiekował) rozdarł pazurkami worek i zaczął piszczeć, dlatego mój ojciec go usłyszał. Baster był u nas ok. sześciu lat, z powodu choroby trzeba było go uśpić. Ale to i tak lepsza opcja, niż pozwolić mu zginąć w rowie!

O Heniu już tutaj pisałam. Jego właścicielka zmarła i nie miał kto się zająć papugą. Siedzi u nas już ponad sześć lat (jak nie lepiej!). Strasznie za nim tęsknię, za cicho mi w mieszkaniu w Wawie…

Klusia jest najprawdopodobniej mieszanką z owczarkiem nizinnym (jakaś tam odmiana). Znana jest jako potomek mopa i szmaty do podłogi; jej kudły są nie do opanowania, a ona sama zawsze cierpi podczas czesania i wzdycha. xD


Klusia jako żywa reklama Chappi xD (czasy młodości)

Kluska przybłąkała się do nas, jak byłam chyba w pierwszej klasie liceum. Wracałam pewnego wieczoru od Kuby, było już dość ciemno. Zobaczyłam, że po Andersa chodzi szczeniak, mała kupka kłaków z grzywką zasłaniającą oczy. Podeszła do mnie, zaczęłam ją głaskać i paplać o tym, jaka jest śliczna… Aż tu nagle palce mi weszły między jej żebra. Była już prawie w stanie agonalnym z powodu wychudzenia, ledwo chodziła. Trzymiesięczny pies! Natychmiast zawołałam mamę i chyba dzięki temu uratowałyśmy jej życie, bo zaraz została wzięta do domu i nakarmiona. Łyżeczką, jak kiedyś Sara.

Płaczę, pisząc te słowa. Najważniejsze, że ta historia skończyła się bardzo dobrze. Kluska szybko przybrała na wadze, urosła i obecnie jest przewodnikiem naszego psiego stada. Po paru latach po raz kolejny uratowaliśmy jej życie: postanowiliśmy ją wysterylizować, w czasie zabiegu okazało się, że ma początki ropomacicza. Weterynarz powiedziała, że gdybyśmy nie przyszli z nią w tamtym momencie, w ciągu roku by zdechła. A nic nie było po niej widać!

Uzi została podrzucona sąsiadom jako malutki piesek. Trzymiesięcznego Lulka jakiś gnojek porzucił na ulicy na oczach mojej matki. Troja vel Tacz przybłąkała się do nas jako szczeniak; po dłuższym śledztwie okazało się, że jakaś kobieta z osiedla niedaleko wyrzuciła ją na ulicę po tym, jak jej dzieci ją skądś przyniosły. Możecie sobie wyobrazić, jakie bluzgi leciały pod adresem tej pani, która nie wpadła na pomysł, by spróbować ją komuś oddać, tylko wyszła z założenia, że pies sobie poradzi na ulicy. Nie żartuję, tak było.

A parę miesięcy temu przybłąkał się do sąsiadki Tolkełe.


Kiedyś pluszak, teraz zblazowane kocisko.

Jaki z tego morał, moi drodzy? Pomijając teksty D~Bogny, że jesteśmy jedną z dwóch rodzin w okolicy, której co parę lat ktoś podrzuca nowego zwierzaka i nie musimy się nawet starać, by coś dostać od losu xD

Bolek to był najbardziej lojalny pies świata. Tak lojalny i kochający inne zwierzaki, że kiedy jakiś obcy kundel zaczął warczeć na Dućkę na ulicy, ten przeskoczył ogrodzenie, dogonił nieszczęśnika i zagryzł. Na oczach mojego ojca. Kluska z kolei matkuje kotom i Taczowi, Lulek robi z nią namiętnie czółko na podwórku i w ogóle się jej nie boi. Dućka zresztą spała z psami normalnie w budzie. Uzi  wyczuwa złych ludzi (albo takich, co mają coś nie tak z głową), od pierwszego spotkania tylko powarkuje na taką osobę. I po tym można poznać, że trzeba się od kogoś trzymać z daleka. Tak samo Uzi uwielbia chodzić na grzyby, za taki spacer dałaby się pewnie obrać ze skóry. Tolek śpi rozwalony jak święta krowa na łóżku mamy, a Lulek biegnie do mnie za każdym razem, kiedy wracam do domu i zaczyna się łasić.

Ze wszystkich zwierząt mojego życia tylko trzy był kupione*.

Chcecie mieć zwierzaka? Nie tylko psa czy kota, ale jakąś inną rasę? Popytajcie. Poszperajcie w necie. Zajrzyjcie nawet na Allegro, gdzie czasem ktoś po prostu chce oddać maluszka za symboliczną złotówkę. Najlepsze zwierzęta można znaleźć na ulicy lub uratować w innych okolicznościach. Wiecie, w czym tkwi sekret? Bo uratowane zwierzę kocha Cię całym swoim psim, kocim czy papuzim sercem.

A takie drobne historie budują wrażliwość człowieka. U mnie ten proces trwa całe życie.

Wasza zarobiona

Cathryn

*pomijam kupienie Bolka za wódkę xD

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s