Jestem umiarkowanym czechofilem.

Do napisania tejże notki zainspirował mnie artykuł z Novinka.pl, podczytywany na przerwie w pracy. Czytanie na stołówce nie było zbyt mądrym pomysłem, albowiem nie miałam warunków stosownych do przetrawienia danej treści. A jest co trawić i nad czym się zastanawiać! Zwłaszcza, że tytuł artykułu to Nieznośny ciężar czechofilstwa (prawie jak moja notka o nieznośnej lekkości butów, jeeeeeej xD).

Żarty na bok, sprawa jest dość poważna. Autor w piękny sposób nabija się ze zjawiska czechofilii, gęba mi się śmieje do tej pory na wspomnienie niektórych tekstów. A zastanawialiście się kiedykolwiek, kto to właściwie jest czechofil i skąd się wziął (pomijam Mariusza Szczygła, weźmy pod uwagę szaraczki)?

Pewnie nie. Widzicie, ja też nie. Podumajmy więc. O co z tą czechofilią chodzi?

Lojalnie uprzedzam – dzisiaj może być garść wulgaryzmów. Zacznijmy od tego poniżej:


Bezczelnie kradnę z Novinki – ten obrazek uratował
mój dobry nastrój w pracy, autor zasługuje na pokłony xD

Wszyscy wiedzą (może czasem moja rodzina zapomina), że jestem slawistką z przypadku. Polonistyka na UW mnie nie chciała (chwała Bozi za to!), wieczorowa slawistyka chciała i tak oto jestem. Studia licencjackie zleciały, jestem starym wyjadaczem w instytucie, nic mnie nie dziwi. Mówienie po czesku przychodzi mi z taką łatwością, jak oddychanie… Kiedy ma się raka płuc*, bo jeszcze czasem zdarzają mi się pomyłki albo zaćmienia umysłu, chociażby w pracy. Eniłej – gdyby nie czytanie powieści Moniki Szwai, nawet nie wiedziałabym o istnieniu takiego kierunku.


Patrzcie, jak Praga zmienia człowieka! Zaczyna próbować wtapiać się w otoczenie!

Przez długi czas mówiłam o sobie, że nie jestem czechofilem (chociaż parę razy ktoś mnie tak nazwał). Bo nie czułam się nim. Byłam żydołakiem wśród czechofili i ludzi z przypadku. Przez pierwszy rok często myślałam o tym, że ja do towarzystwa tak średnio pasuję, bo owszem, jaram się językiem i wykładami, ale nie czuję w sobie takiej iskry zainteresowania, jak inni. No wiecie, co mam na myśli – kiedy tak się czymś jaracie, że nie umiecie bez tego żyć. Niektórzy mają swoich idoli bądź ulubione zajęcia, a ja Żydów. U mnie czechofilstwo (umiarkowane, podkreślam) przyszło później. Musiało do mnie dotrzeć, że te studia to był jeden z najlepszych wyborów w moim cathrynkowym życiu. Musiałam chyba trochę dorosnąć, by zacząć się cieszyć, wciskać innym z uporem maniaka literaturę czeską. Dużo wody musiało upłynąć, nim założyłam Czechożydka.

Chyba się domyślacie, że patrzenie na ludzi z czechofilskim zajobem było dla mnie dziwnym doświadczeniem.


Jeszcze nie czechofilka, ale jak tu nie czuć się podobnie,
będąc na Złotej Uliczce?

O ile jakąś rusofilię czy germanofilię (fuj!), anglofilię, frankofilię (Boże jedyny, obrzydliwie te nazwy brzmią) jakoś rozumiem – spore kraje z bogatą historią, wpływami na kulturę i politykę, no dużo tego jest, można się zachwycać. Ale Czechy? OK, czeski jest śmieszny dla Polaków (dla Kuby na przykład), Polak z Czechem raczej się dogada (im dłużej studiuję, tym bardziej wątpię), moi rodacy masowo kochają się w filmach czeskich bądź czechosłowackich… Ale od razu czechofilia? Skąd, dlaczego, za ile?!

Pojechałam do Pragi i chyba troszkę zrozumiałam. Chodzi o to, że Czesi inaczej żyją. Choćby polscy mieszkańcy Republiki Czeskiej nie wiadomo jak się zarzekali, że to nieprawda, sama widzę, że Czesi żyją trochę wolniej. Mają w sobie ciut więcej luzu. Więcej niż ja chyba… Nie mają typowych dla Polaków problemów, nie narzekają jak oni, nie są tacy cierpiętniczy i nie zalewają się z tego powodu wódką do upadłego. Zalewają piwem, ale to inna sprawa. Nie mają Smoleńska i nie przeżywają go do dziś dnia (tydzień w Pradze w sierpniu 2012 roku był tygodniem bez wieści o katastrofie samolotu, domyślacie się, jak mi było błogo w tym czasie), jest inaczej. Na pierwszy rzut oka spokojniej. To przesądziło o początkach mojego umiarkowanego czechofilstwa.


Każdy czechofil marzy o słitfoci na moście Karola.
Ja sobie wynajęłam fotografa 😛
(pozdro dla Ino i D~Bogny)

Czesi mają też inne poczucie humoru. Nic dziwnego, w końcu historie Polski i Czech biegły zupełnie innymi torami, dlatego wykształcił się taki a nie inny humor. Poza tym literatura czeska porusza we mnie inne struny, niż polska, jest w niej coś może nie tyle magicznego, co innego, niespotykanego tutaj, w Polszy. Jestem w stanie zachwycić się wszystkim, co czeskie…

…ale namiętnych czechofili nie rozumiem do tej pory. Koszulki I love Prague, naszywki, przypinki, torby (kto nie widział na UW płóciennej torby z Kafką lub Pragą łapka w górę!), mówienie ach jo (mi się zdarza, tak, jak mówię w pracy, że lot jest z Londyna, a płatność była bankownim przewodem :P), latanie na festiwale i w ogóle wszystko, co czeskie, picie tylko czeskiego piwa (OK, w większości przypadków może być lepsze**…), gotowanie knedli i chwalenie się tym (Boże święty, ja usmażyłam schabowe, które dało się zjeść, to chyba większy powód do dumy)… Może to brzmi na narzekanie, ale kiedy jeszcze dochodzi do tego lekki obłęd w oczach, to kończy się moje narzekanie, a zaczyna strach przed fanatyzmem***. I to, że czeska kultura jest najlepsza na świecie… Ma wiele zalet, ale polska też je ma, sorry. 😛

Mam takie małe wrażenie, że czasem człowiek nie ma dystansu. Już nawet ja się zdystansowałam i przelewam swój fanatyzm na Czechożydka, a nie na Kubę.

Teraz mamy wręcz falę czechofilstwa, na której wybijają się naprawdę fajne wydawnictwa oraz festiwale. Ciekawa jestem tylko, ile ta dobra passa potrwa. Mam nadzieję, że długo, też lubię sobie czasem w czymś pouczestniczyć (spotkania autorskie są najlepsze, bo większość publiczności zna czeski i nie trzeba im tłumaczyć dowcipów xD).

A Mariusza Szczygła bym prędko nie odkryła, gdyby koleżanka na praktykach nie przyniosła odłożonego specjalnie dla mnie Zrób sobie raj. 😛

Wiecie, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Zjawisko czechofilii dziwi Czechów. Nie rozumieją tego. Moi rozmówcy na przykład cieszyli się, że uczę się czeskiego (podobno taka zbiorowa przypadłość narodu, który liczy sobie kilkanaście milionów mieszkańców), ale podejrzewam, że gdybym spytała ich o czechofilię, to by się zdziwili. No nie ogarniają tego i tyle. Zwłaszcza, że mało kto chce studiować polonistykę w Czechach…

Dlatego cieszę się, że nie jestem pełnoprawną czechofilką, tylko Czechożydkiem.


Stuprocentowy zajob chyba mi nie grozi,
skoro na widok tej witryny zaczęłam piszczeć z uciechy xD

Wasza jakoś zmęczona po pracy

Cathryn

P.S. Czytam teraz Pragę. Miasto magiczne i dlatego też tak dumam nad tym czechofilstwem. Ale o szczegółach niedługo na Czechożydku.

* wciskam nawiązania do Breaking Bad, jednego z najlepszych seriali na świecie, który od niedawna oglądam. 😉

** dziecięciem siedemnastoletnim bodajże będąc piłam w gościach piwo przywiezione z Pragi. Zaskoczyło mnie przejrzystością i zajebistyyyyyym, wyraźnym smakiem, innym niż to, co oferują polskie browary. I ni cholery nie pamiętam, co to było za piwo!!! To okropne po prostu!

*** wiecie, mój żydowski fanatyzm jest od jakiegoś czasu niegroźny, mogę tylko co najwyżej zniesmaczyć rozmówcę, ale nie będę go agitować na cotygodniowe bieganie do Teatru Żydowskiego czy też łażenie po terenie dawnego getta. Gwoli ścisłości, robię to z rzadka.

Reklamy

6 thoughts on “Jestem umiarkowanym czechofilem.

  1. No kurde, ja i moje germanofilstwo czujemy się obrażeni 😀 Nieno, żartowałam.
    Do rzeczy: całkowicie rozumiem ten post, ja też trafiłam na slawi z przypadku, a słowenio- czy raczej jugofilem stałam się stosunkowo niedawno i jest to jugofilstwo dosyć umiarkowane podobnie jak w twoim przypadku *khemtopewniedlategożeGermaniazajmujezadużomiejscakhem*

  2. to zdanie, że czechofilia dziwi Czechów – nic dodać, nic ująć. Zawsze tak patrzę, co oni w tym widzą? No, oni patrzą tak samo, bo ja (Czeszka) tak mam z polskim i trochę z Polską, chociaż z niektórych polskich zjawisk się tylko śmieję i nad niektórymi tylko kręcę głową, bo takich absurdów u nas nie ma…
    PS: pozdrawiam Panią, która na złocie siedziała obok mnie po lewej 🙂

  3. „…moi rodacy masowo kochają się w filmach czeskich bądź czechosłowackich”, „Teraz mamy wręcz falę czechofilstwa, na której wybijają się naprawdę fajne wydawnictwa oraz festiwale.” To ja chyba mieszkam w jakieś innej Polsce bo żadnego czechofilstwa nigdzie nie widzę 😀 Nie jestem pewna czy Polacy potrafiliby odróżnić czeski od słowackiego. Nawet nie wiedzą gdzie na naszej południowej granicy można dostać się do Czech a gdzie do Słowacji 😀 No ale jak już się dowidziałam, że jestem czechofilem i uwielbiam czeskie filmy, to mogłabyś podać jakiś tytuł czeskiego filmu? 😀 btw moglibyście w rozmowie z czechami o polskim czechofilstwie prostować, że nie wszyscy(jak wynika z notki ), ale garstka ludzi interesuje się czechami? bo to trochę śmieszne.

    • Wiesz co, to zależy też pewnie od tego, w jakim mieście się żyje. Rozpędziłam się i uogólniłam. 🙂
      Tytułów filmów chyba nie muszę podawać, zdarzyło mi się nieraz o czeskim kinie pisać (ba, mam na koncie nawet pracę licencjacką o „Diamentach nocy”). 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s