Historia mojego zwierzyńca (w telegraficznym skrócie).

Wiecie co, miałam dzisiaj pisać o tym, co pichcę w mieszkaniu przy Grzybowskiej (nawet zdjęcia poglądowe zebrałam, są na Instagramie), ale z racji tego, że moja tablica na Facebooku oraz wszelkie inne źródła informacji są zawalone artykułami o biednych zwierzątkach, postanowiłam poruszyć inny temat. Już dawno temu miałam o tym coś powiedzieć.

Chcę Wam opowiedzieć o zwierzakach, które towarzyszyły mi bądź towarzyszą nadal. I o tym, jak pojawiły się w moim życiu. A przy okazji o tym, że większość z nich moi rodzice uratowali przed śmiercią. (część przypadków pominę, bo za długi będzie ten wpis ^^’)


Nawet taki Heniek jest przecież z odzysku! Czytaj dalej

Reklamy

Cathryn w kolorach tęczy – krótka historia farbowania.

Moi drodzy, dzisiaj w ruch poszedł szampon koloryzujący o wdzięcznej nazwie bordo.


Ciekawa jestem, jaki będzie odbiór nowego koloru.

Kilka dni temu łaziłam sobie po Tesku na Targówku, robiłam zakupy żywieniowe i szlajałam bez większego celu między alejkami. Czułam się nie jak na te swoje 22 lata, tylko jak na co najmniej czterdzieści (innymi słowy, humor był nieciekawy). Zawiesiłam spojrzenie na półce z farbami do włosów, myśląc zaraz: nieee, za stara jestem, poza tym parę razy zniszczyłam sobie kudły farbami, ogoliłam głowę, nie chcę przez to jeszcze raz przechodzić, złe wspomnienia, odrosty, fuj. A potem palnęłam się w czółko. Ja za stara? Mam 22 lata, sama się utrzymuję, muszę coś ze sobą zrobić, inaczej sfiksuję.

Dumałam nad kolorami chyba ze dwadzieścia minut, aż w końcu wybrałam bordo. Efekt oceńcie sami. Czytaj dalej

Jestem umiarkowanym czechofilem.

Do napisania tejże notki zainspirował mnie artykuł z Novinka.pl, podczytywany na przerwie w pracy. Czytanie na stołówce nie było zbyt mądrym pomysłem, albowiem nie miałam warunków stosownych do przetrawienia danej treści. A jest co trawić i nad czym się zastanawiać! Zwłaszcza, że tytuł artykułu to Nieznośny ciężar czechofilstwa (prawie jak moja notka o nieznośnej lekkości butów, jeeeeeej xD).

Żarty na bok, sprawa jest dość poważna. Autor w piękny sposób nabija się ze zjawiska czechofilii, gęba mi się śmieje do tej pory na wspomnienie niektórych tekstów. A zastanawialiście się kiedykolwiek, kto to właściwie jest czechofil i skąd się wziął (pomijam Mariusza Szczygła, weźmy pod uwagę szaraczki)?

Pewnie nie. Widzicie, ja też nie. Podumajmy więc. O co z tą czechofilią chodzi?

Lojalnie uprzedzam – dzisiaj może być garść wulgaryzmów. Zacznijmy od tego poniżej:


Bezczelnie kradnę z Novinki – ten obrazek uratował
mój dobry nastrój w pracy, autor zasługuje na pokłony xD

Czytaj dalej

Garść zachwytów: „Fight Club” (książka i film)

Wkurzyłam się dzisiaj. Poświęciłam dwa poranki i jedno popołudnie w Bibliotece Narodowej, by przeczytać mającą ponad 500 stron lekturę. I co się dzisiaj okazało? Będziemy to przerabiać na początku listopada… Eeeee… To po cholerę to czytałam…

Na poważnie. Byłam święcie przekonana, że skoro tydzień temu nie było zajęć, to dzisiaj ruszamy z kopyta i przerabiamy to tomiszcze. Okazuje się, że ISZiP jeszcze wiele razy mnie zaskoczy xD Przynajmniej mam z głowy… Teraz trzeba napisać o tym notkę na Czechożydka, by treść nie wyleciała mi z głowy.

I tak oto nagromadziło się we mnie sporo złości. Już wiem, co z nią zrobić – połączyć z wczorajszym olśnieniem. Mianowicie Bozia mnie oświeciła i dała mi znak.

Żydzie, nie pisałaś jeszcze o Fight Club!

No to piszę, w końcu zachwycam się tym do tej pory.

Moi drodzy, przed Wami najlepsza historia świata i totalne arcydzieło – Fight Club (książka oraz film).

 Przez wiele lat nie znosiłam Brada Pitta, tym filmem jednak mnie kupił. ❤ Czytaj dalej

Warszawa choróbskami stoi – jak z tym walczyć?

Kochani, z dumą oświadczam, że chyba pozbyłam się przeziębienia.

Ogólnie moja odporność jest dość znana na poprzedniej dzielni – bardzo dużo chodzę, wdycham to świeże powietrze, mam manię wietrzenia, śpię w zimnym pomieszczeniu  i przeziębiam się z reguły raz w roku. Nie pamiętam, kiedy miałam grypę, temperaturę powyżej 38 stopni i tego typu sprawy. Oczywiście, gryp żołądkowych nie liczę, na to jestem wyjątkowo podatna.

Od soboty kurowałam się dzielnie, przyjmując zdwojoną dawkę różnych specjałów na przeziębienie – nie mam na myśli Gripexów, Coldrexów i innych takich, bo nie wierzę w ich działanie. Zapytacie pewnie, czemu wszystko było w dawce podwójnej. Otóż praca na infolinii wymaga, by głos był w miarę czysty i by klient mnie rozumiał. Rozmowa, kiedy ma się zapchany nos, do przyjemności nie należy. Dodajmy to, że głowa mi się bez przerwy kiwała… Nie lubię przeziębień.

Notka została zainspirowana tym artykułem. Są jednak sposoby, by nie wpierniczać Gripexów i by dość szybko się ogarnąć. A przynajmniej nie wpędzić w powikłania. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić mądrością życiową dotyczącą przeziębień (w końcu sezon się zaczął!).

Czuję się chory/chora. Co robić?

Mój najlepszy sposób walki z choróbskiem. Przynajmniej najsmaczniejszy.
Czytaj dalej