Garść zachwytów – „Hannibal” (sezon 1)

Dostałam się na studia magisterskie. Brzmi poważnie – niby ostatnio dzieje się wokół mnie wiele poważnych rzeczy (praca, narzeczeństwo, przeprowadzka), to dopiero studia uświadomiły mi, że dzieciństwo chyba się skończyło. Ciężko mi to rozgraniczyć, gubię się w tym wszystkim cały czas. Bycie niepoważną chyba już mi nie przystoi.

Kto by się tym przejmował! ^^

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o kolejnym serialu (jakbym dobrych filmów ostatnio nie widziała…), który wg mnie jeszcze na dobre się nie rozkręcił, ale kupił mnie już pierwszym sezonem. Przed Wami opowieść o pierwszym sezonie Hannibala.


Ten serial cechuje się wieloma dobrymi plakatami, ale ten robi na mnie największe wrażenie.

Nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem piszczącą fanką postaci stworzonej przez Thomasa Harrisa, ale większość jego powieści łyknęłam od razu, a filmy z Anthonym Hopkinsem (który w ogóle nie przypomina książkowego pierwowzoru, ale i tak jest zarąbisty) oglądałabym w kółko, gdybym mogła. Przyzwyczailiście się do tego, że jestem dziwna, prawda? ^^’ Parę miesięcy temu Kuba poinformował mnie, że mamy kolejny serial do wspólnego oglądania*; daaawno temu obejrzeliśmy razem filmowego Hannibala i doszłam do wniosku, że skoro przeżyliśmy ten seans, to serial tym bardziej przeżyjemy.

No dobrze, ale pewnie jesteście ciekawi, o czym to jest? Co jeszcze można wycisnąć z historii o jednym z najbardziej znanych fikcyjnych kanibali świata?

Otóż serial – according to Wikipedia – zawiera w sobie wątki z powieści pt. Czerwony Smok (nie czytałam, nie mogę potwierdzić) i skupia się na relacji między śledczym Willem Grahamem a genialnym psychiatrą Hannibalem Lecterem. Nie, Will na niego nie poluje (jeszcze), Lecter bowiem współpracuje z FBI i wszyscy wokół go kochają. Do takich szczegółów zresztą jeszcze dojdziemy…


Kurde, Mikkelsen zbyt przystojny nie jest, a się ślinię na jego widok.

Wszyscy aktorzy grają świetnie, ale na pierwszy plan wysuwają się jednak Mads Mikkelsen (Hannibal Lecter) oraz Hugh Dancy (Will Graham).

Z Mikkelsenem jest o tyle fajnie, że jest Duńczykiem. Ci, co czytali książki/znają filmy wiedzą, że Hannibal był Litwinem. Według mnie jest różnica między Hopkinsem (Walijczyk) a Mikkelsenem – chociażby w urodzie. Dania już jest bliżej xD Ale serio – uroda Madsa bardziej do mnie przemawia. Nie znam zbyt wielu Litwinów (pozdrawiam Jonasa, o którym w życiu bym nie pomyślała, że nie jest Polakiem, gdyby się nie przedstawił), ale bardziej mi już pasuje Mads do tej roli. A przy okazji jest ZARĄBISTY!!! ❤ Wiecie, czemu? Nie chcę zbytnio spoilerować, dlatego powiem tak – trzeba być artystą, by tak stopniować napięcie u widzów z odcinka na odcinek. Hannibala bowiem nie da się z początku nie lubić! Wykształcony, z olbrzymim doświadczeniem zawodowym, niesamowicie gotuje (mam fioła na punkcie facetów, którzy gotują i im to wychodzi), z empatią… A potem się okazuje, że ma również olbrzymie zdolności aktorskie. Ja – jako widz – miałam cały czas nadzieję (mimo świadomości, że to seryjny morderca), że jednak świat się pomylił, że Hannibal jest nieszkodliwy, że ktoś go wrobił i tak dalej. Dlatego pod koniec pierwszego sezonu mało się nie poryczałam, bo moje nadzieje zostały doszczętnie zniszczone. O ile w przypadku takiego Milczenia owiec mamy tylko przerażający kontrast morderca-gentleman, tak w Hannibalu jest to powolny proces odsłaniania kart. Katharsis gwarantowane.


Nie znalazłam jakiegoś sensownego zdjęcia, to musi starczyć. ^^’

O Willu Grahamie najchętniej bym opowiadała jako o ofierze. Bo to w gruncie rzeczy niezwykle biedny człowiek. Pracuje jako śledczy w FBI, przy czym ma pewną niezwykłą umiejętność – potrafi wczuć się w zabójcę, ma olbrzymią wręcz empatię, dzięki czemu potrafi odtworzyć przebieg zbrodni i ustalić potencjalnego sprawcę. Niestety, ta praca wykańcza go psychicznie – zaczyna mieć halucynacje i jest mu coraz ciężej w życiu. Trafia więc pod opiekę Lectera – ten omawia z nim wszystko, co się dzieje w głowie Willa, karmi go, dba, troszczy się. Słodki obrazek, prawda? I raz na jakiś czas podkreśla, że jest jego przyjacielem. Tym większy był mój mindfuck, im więcej odcinków miałam za sobą.

Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym się nie odniosła do poprzedniego wpisu o Sherlocku – relacja Will-Hannibal jest tak gejowska, że bardziej się nie da! Nie, nie mam spaczonego umysłu, nie doszukuję się yaoi wszędzie, gdzie się da. Spytajcie kogokolwiek innego, kto widział ten serial, powie Wam to samo. Hannibal dąży do tego, by być blisko Willa… Nie w gejowatym sensie, osobiście mam wrażenie, że chce kiedyś go zjeść. 😛 Ciężko mi to opisać w sposób, który nie byłby oklepany – zauważyłam u tej postaci skłonność do zbliżania się do różnych osób. Will, Abigail, potem agentka Clarice Starling. Nie chodzi chyba o próbę odnalezienia w sobie jakiegokolwiek człowieczeństwa, chociaż mam teorię, że Hannibal nie umie być sam.

I tu nasuwa się kolejna sprawa – dobre/złe** dzieło poznamy po tym, że ludzie chcą o nim dyskutować. Wokół dzieła powstaje fandom. I tutaj również mamy do czynienia z fandomem (Fannibals), który jest bardzo autoironiczny, jeżeli chodzi o serial. Zresztą sami aktorzy też robią sobie jaja na planie, cykając śmieszne fotki z krwią tryskającą w tle (chyba po to, aby nie zwariować). Wracają do dyskusji – zobaczcie, sama tutaj rozważam sporo opcji, analizuję. Według mnie dobre dzieło właśnie charakteryzuje się tym, że sama historia opowiedziana w książce/filmie/serialu/whatever nie satysfakcjonuje odbiorcy. Ten pożąda więcej. Dlatego właśnie powstają obrazki, fanfiki, fanarty, cosplaye, jakieś amatorskie filmiki – wszystkie te pierdółki, które umilają egzystencję do momentu ukazania się kolejnej części dzieła. Fandom Hannibala działa prężnie, właściwie początki jego istnienia sięgają pierwszych odcinków. W sumie to chciałabym sobie kupić przypinkę z napisem Please help Will Graham, ale nie wiem, gdzie taką dostanę xD


Rozwaliło mnie to xD

Boże, rozpisałam się o dwóch bohaterach, a gdzie reszta serialu?

Uwielbiam kolorystykę w Hannibalu. Brak jaskrawych kolorów – jeśli są, to baaaardzo adekwatne do danej sytuacji. Ta ciągła atmosfera zagadki, tajemnicy, śmierć unosząca się w powietrzu. Nie sposób się przy tym nudzić.

Opening to mistrzostwo świata pod względem krótkiego czasu, małej ilości elementów i dużej ilości treści. Z początku mi się nie podobał (łeee, za krótki!), ale potem stwierdziłam, że pasuje klimatycznie i nie warto narzekać.

Kolejny sezon w przyszłym roku. Umilę sobie czekanie grzebaniem na Tumblr – założyłam tam konto w ramach poszukiwania grafik do dzisiejszego wpisu i już rozpoczęłam spamowanie na fejsie! Bójcie się. xD

Także co… Polecam. Gorąco polecam. Naprawdę warto ten serial obejrzeć. Przynajmniej pierwszy sezon, za następne poręczyć nie mogę. 😉

Wasza odpoczywająca (trzy dni wolnego)

Cathryn

*bo musicie wiedzieć, że my na ogół rzadko się kłócimy, ale co i rusz zdarzają się jakieś spięcia na tle tego, co moglibyśmy razem obejrzeć. Każde ma inne zdanie i inne potrzeby xD Teraz na przykład odświeżamy sobie wszystkie filmy o Harrym Potterze.

**Pamiętajmy też o tym, że istnieje fandom Zmierzchu, któremu co prawda nie wróżę długiego żywota, ale jednak jest i na chwilę obecną jakoś się miewa. O moim postrzeganiu fandomów zresztą opowiem innym razem.

Reklamy

9 thoughts on “Garść zachwytów – „Hannibal” (sezon 1)

  1. Ha! „Hannibal” to bardzo fajny serial jest, a fandom też ma cudowny. Trollują twórcy, trollują aktorzy, trollują i naśmiewają się fani. To jeden z fajniejszych fandomów na Tumblr. Przypinki „Sombody help Will Graham” można chyba kupić przez Internet, widziałam też na konwentach. Także nie byłabym sobą, gdybym się nie podzieliła paroma rzeczami:
    http://s-and-j.tumblr.com/post/52136305042/hanniwill-inevitable
    http://martin-alien.tumblr.com/post/50833828984
    To jest mocno głupie, ale nadal mniejsze od trzech:

    Yyy… dobra, kończę, bo zaraz tu będzie dużo dużo fandomowych głupotek

  2. Gdyby serial kręcono w 1994, to Hannibala mógłby zagrać Rutger Hauer – z twarzy byłby dobry (grał w ekranizacji „Vaterlandu” Harrisa) 😉 Muszę w wolnym czasie obejrzeć.

  3. Dawno nie widziałam tak trafnego artykułu!
    Po pierwsze podobało mi się to, że nie wyżywasz się na biednym Willu jak to krytycy i inne osoby mają w zwyczaju. „Kiepski aktor”, „sztuczny pot”, „zła mimika twarzy”, bla bla bla. A tutaj tak miło i przyjemnie C:
    Po drugie odniesienie do gejowskiej relacji Willa i Hannibala. Bo… Bo yaoi no, i nic na to nie poradzę xD. Oni są dla siebie stworzeni. Jak to powiedział Mads „Darzą się wzajemnym szacunkiem i zainteresowaniem, choć i bez tych elementów można stworzyć uczucie. Myślę, że oni są sobą w jakiś sposób zafascynowani.”. No i wniosek o tym, że Hanni nie umie być sam <3.
    I gdybyś przypadkiem miała chęć, to mogłabyś mi podać link do swojego tumblra. Obserwowałabym na pewno :D.
    No i widzę, że ludzie się dzielą linkami to też coś wrzucę:
    http://psychos-need-love-too.tumblr.com/post/62179452470/sherlock-deduce-the-rude-yes

    Zdrówka :3.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s