Przeprowadzam się!

Wybaczcie, że mówię Wam o tym dopiero teraz – do niedawna nie wiedziałam dokładnie, na czym stoję i chciałam być wszystkiego pewna.

Przeprowadzam się do Warszawy ❤

Zapytacie się zapewne, czemu? Dlaczego się wyprowadzam, skoro z Wołomina do Warszawy jedzie się niewiele ponad dwadzieścia minut?

Wiecie co, mam dość tych dojazdów. Pociągi jeżdżą, jak chcą, raz miałam 1,5 godziny opóźnienia (a pociąg miał odjechać o 22.50…), do stacji mam daleko (przez kilka lat jeszcze chciało mi się biegać na pociąg, teraz czuję jakieś zmęczenie materiału i codzienna droga do domu mnie wykańcza)… Poza tym zabrali nam drugą strefę ZTM-u, także doszły dodatkowe koszty związane z przewozem. A jakość usług wcale nie wzrosła!

Po długich i ciężkich dywagacjach doszliśmy z Kubą do wniosku, że skoro obydwoje pracujemy (przy czym Kuba zarabia dwa razy tyle, co ja), jesteśmy zaręczeni i mamy dość dojazdów (musicie wiedzieć, że w chwili obecnej Kuba poświęca równo pięć godzin na samą jazdę tam i z powrotem), to chyba czas najwyższy opuścić rodzinne domy i zacząć życie na własną rękę.

Co nie znaczy, że inni byli zachwyceni naszą decyzją xD Moja mama do tej pory to przeżywa. Jego zresztą też. Niemniej jednak nasza decyzja jest nieodwołalna.

Przejrzeliśmy pierdyliard ofert wynajmu, każda inna od poprzedniej. W końcu udało nam się natrafić na dwupokojowe mieszkanko przy Grzybowskiej. Mieszkanie podbiło moje serce z miejsca – sporo miejsca, czynsz umiarkowany, WSZĘDZIE BLISKO!!! Przynajmniej dla mnie. Z Królewskiej mam bezpośredni tramwaj do pracy, z Placu Grzybowskiego autobus na uczelnię – żyć, nie umierać! Z głodu nie pomrzemy (o ile powstrzymam Kubusiowe zapędy zakupowe, ale o tym później), Kuba wreszcie odpocznie, ja nie będę nie wiadomo ile wieczorem wracać po drugiej zmianie… Cud, miód i orzeszki.

Oczywiście, boję się jak jasna cholera – czynsz, obowiązki, samodzielne życie, Boże, czy ja dam radę? Z drugiej strony jednak widzę po swoich rówieśnikach, że można sobie dać radę, jakoś nikt nie pomarł, bo już nie mieszkał z rodzicami.

Moje przerażenie sięgnęło zenitu podczas wczorajszych zakupów w IKEA.

Pierwszy raz byłam na zakupach w takim miejscu. Zachwyciłam się od razu – dobre, tanie jedzenie, piękne aranżacje pomieszczeń (przy kuchniach i pokojach dla księżniczek padłam na miejscu! Niektóre pokoje były przepiękne…), możliwość pokładania się na łóżkach… Po całodziennym łażeniu z kolegą po Wołominie w poszukiwaniu spodni, a potem przewożeniu gratów do nowego mieszkania byłam nieziemsko zmęczona i co i rusz znikałam Kubie z oczu, bo gdzieś sobie przycupnęłam. xD A niektóre łóżka i fotele były nieziemsko wygodne.

Czemu więc byłam przerażona? Haaaaa. W IKEA na wejściu dostaje się żółtą torbę na zakupy (potem się ją oddaje). Torbę można przymocować do małego wózka i tak sobie z tym wózkiem spacerować. No i wyobraźcie sobie, że nasza torba zaczęła się stopniowo coraz bardziej zapełniać… Wpierw chodziliśmy bez wózka, ale byłam przytomna i pobiegłam w pewnym momencie po takowy, kiedy torba zaczęła nam ciążyć. Kiedy pojechaliśmy do hal magazynowych, była tam możliwość wymiany takiego wózeczka na zwykły wózek sklepowy. Zobaczyłam, że Kuba wpadł w szał zakupowy, więc z oczami jak pięć złotych poleciałam wymienić wózek. To był naprawdę dobry pomysł xD

A co takiego kupiliśmy? O matko… Noże, wiadro, rękawicę kuchenną, pojemniki materiałowe, deski do krojenia, przedłużacze, pojemniczki na przyprawy, lampkę na biurko (której podstawką można zabić człowieka, albowiem waży kilka kilogramów o.O), fartuszek, jakieś ściereczki, garnki, pojemniczki na ołówki, pojemniczek na sztućce… Dużo tego, zabijcie, wszystkiego nie pamiętam. Jakby co, Kuba płacił xD Wydaliśmy (wraz z jedzeniem) ponad 300 złotych, ale obkupiliśmy się jak durni. Ledwo to dowieźliśmy na Grzybowską xD Spędziliśmy miły wieczór na rozpakowywaniu zakupów. Polecam IKEA, naprawdę, ale musicie być przygotowani na to, że ciężko jest stamtąd wyjść bez niczego. _^_

Poza tym jeszcze sporo pierdółek weźmiemy z naszych domów. Cały ranek zastanawiam się nad tym, którego Żydka zabrać xD Mam jednego drewnianego, zabranie go będzie najrozsądniejsze, albowiem nie zniszczy się w transporcie. Sporo ubrań już zawiozłam (dzięki wielkie dla Kendeya za pomoc!!!), ale jeszcze czeka mnie zabranie elektroniki i paru kurtek.

Od środy mam tydzień wolnego, także zdążę zapanować nad panującym tam bałaganem i porobić kilka zdjęć. Niedługo możecie się spodziewać innych dowodów na to, że się przeprowadzam.

A tymczasem idę ogarniać się do pracy. 🙂

Wasza zarobiona

Cathryn

Reklamy

13 thoughts on “Przeprowadzam się!

  1. Nie martw się, nie taki diabeł straszny, jak go malują. 🙂 Jak wiesz mieszkałam z Michałem przez 3 miesiące w Wawie, ale uznaliśmy, że mieszkanie jest za małe, \a czynsz za wysoki (no i ja tylko studiuję). Nie mniej jednak te trzy miesiące były całkiem fajne – może dlatego, że nie zdążyliśmy wrócić do swoich przyzwyczajeń z domów. xD Powodzenia życzę, no i teraz już koniecznie będę musiała Cię odwiedzić! 🙂

  2. Rzeczywiście sporo ludzi nie wytrzymuje mieszkania ze sobą, ale… wszystko kwestia współpracy 🙂 Najważniejsze, by sam związek był udany – wtedy da się wszystkie problemy przebrnąć. Moim zdaniem podjęliście dobrą decyzję – mieszkanie razem jest super! Wspólne gotowanie, wspólne wieczory, wolność, imprezy ze znajomymi.. Nie zamieniłabym tego na nic 🙂 Najgorsze dla mnie były na początku finanse, bo nagle się okazało, że wydaję na życie dużo więcej niż kiedy mieszkałam z rodzicami, no ale.. coś za coś 🙂 Dacie radę!

  3. e, z wołomina na grzybowski to można praktycznie w każdej chwili coś dowieźć jak się zapomniało:) ja to mam gorzej – dwa razy przewalilam dom w poszukiwaniu torebki, jedynej takiej naprawdę eleganckiej na Bardzo Ważną Okazję i w dodatku Doskonale Pasującą – i za każdym razem okazywało się, że jej 1. nie przywiozłam z Warszawy 2. nie dowiozłam przy następnej wizycie. teraz już jest ze mną, ale nie zdażyła się żadna Bardzo Ważna Okazja.
    poza tym mój mężczyzna przeprowadzał się tu z dwoma workami żeglarskimi, jedną niewielką torbą i plecakiem z laptopem. ja dojechałam tydzień później – z autem tatusia zapakowanym tak, że zostało miejsce na mnie, tatusia i tę małą przestrzeń żeby coś widział w lusterku. taaak.
    wiesz że w republice są dokładnie 4 słownie cztery sklepy ikea? jeden w ostrawie, jeden w brnie i dwa w Pradze – na dwóch końcowych żółtej linii metra….

      • a może aż cztery? z ciekawości spojrzałam na polską stronę i w PL jest ich 8 – a w Czechów jest przecież cztery raz mniej. zresztą wiele rzeczy, szczególnie kuchennych, znajduję taniej w okolicznych domacich potrebach. mam jeden taki ulubiony sklepik, gdzie powinnam mieć pozwolony wstęp raz na pół roku:P
        a co do wytrzymywania razem – ludzie robią z tego jakieś wielkie halo. ja decyzję o wspólnym mieszkaniu podjełam w ciągu 5 sekund. skoro M oznajmił, że też wyjeżdża do Pragi, to przecież zamieszkamy razem, będzie taniej, nie?:P (i tak, można tak powiedzieć po miesiącu związku, w dodatku międzymiastowego:P)

      • Jej, a ja się martwię, chociaż znamy się z Kubą osiem lat (nasz związek trwa prawie tyle) xD W Polsce czasem w sklepach z pierdółkami do domu niektóre rzeczy są droższe, my z Kubą zachwyciliśmy się cenami w IKEA 🙂

  4. bo podstawowych rzeczy kuchennych itp nie kupuje się w „sklepach z pierdółkami do domu” ale w tych niezbyt ładnych sklepach, które występują pod nazwą „artykuły gospodarstwa domowego” choć równie dobrze mogłyby się nazywać Mydło&Powidło&1000 przypadkowych rzeczy. najlepsze deski do krojenia, miski i wszelkie michadła i chochle:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s