Czasem skaczę z radości, że żyję w dzisiejszych czasach.

Swego czasu jeden z moich byłych zapytał, czy nie chciałabym żyć w innych czasach. Na przykład wtedy, kiedy co krok można było spotkać żydowskie miasteczko, kiedy kultura jidysz się rozwijała, kiedy nic nie wskazywało na to, że nadejdzie Zagłada.

Po dłuższej chwili zastanowienia odpowiedziałam, że nie.

Dlaczego?

Tłumaczyłam to sobie tak, że teraz mam dostęp do wszelkiego rodzaju wiedzy.

Kilka dni temu obejrzałam Yentl z Barbrą Streisand w roli głównej i przypomniała mi się ta rozmowa sprzed lat. Yentl opowiada historię pewnej żydowskiej dziewczyny, która za wszelką cenę chciała się kształcić, a jej czasy niespecjalnie na to pozwalały (było powiedziane, że kobieta, która studiuje Talmud, jest na pewno demonem) – Yentl ucieka się do tego sposobu, że przebiera się za mężczyznę i dzięki temu dostaje do jesziwy, gdzie może kontynuować naukę. 

Może nie jestem tak wybitną studentką jak Yentl, ale na swój sposób jestem w stanie zrozumieć tę postać. Nie mam zbyt dobrych ocen na studiach, licencjat skończyłam z czwórką na dyplomie, ale jak mogłam, zgłębiałam wiedzę na temat kultury i historii Żydów. Biegałam na dodatkowe wykłady, siedziałam całymi dniami w Bibliotece Narodowej, gdzie kładłam obok siebie na stole książki potrzebne do pracy licencjackiej oraz na przykład dzieła literatury jidysz. Na samą myśl o rezygnacji ze studiów magisterskich zbiera mi się na płacz.

Pamiętam, jak w szkole się ze mnie wyśmiewali, bo siedziałam ciągle z nosem w książkach. Wydawało mi się potem lekko schizofreniczne, że miałam kiepskie oceny z niektórych przedmiotów, podczas gdy moje koleżanki trzaskały szóstkę za szóstką. Przy czym właśnie nałogowe czytanie odróżniało mnie od nich, bo one nigdy po żadne książki niezwiązane ze szkołą nie sięgały. Sama nie byłam w stanie zrezygnować z ciągłego uczenia się (rzeczy, które były wiedzą pozaprogramową). W okresie nastoletnim różnie z tym bywało, teraz nadrabiam.

Dziękuję Bogu za to, że moja rodzina miała pieniądze, by posłać mnie na studia wieczorowe, dziękuję Mu za to, że udało mi się potem przenieść na dzienne. Studia nauczyły mnie wiele rzeczy, ale też dały mi dostęp do bibliotek – do Biblioteki Narodowej czy też do BUWu, który z miejsca zachwycił mnie swoim księgozbiorem. Teraz tęsknię za tymi popołudniami, kiedy przechadzałam się między regałami w Bibliotece Uniwersyteckiej i wyciągałam książkę za książką, by tylko ją przejrzeć.

Mam pamięć wybiórczą, pamiętam tylko to, co mnie zainteresuje (co baaaardzo mi przeszkadzało w czasie pisania licencjatu). Gromadzę w domu opracowania historyczne i powieści, które zdobywam gdzieś za darmo lub za śmieszne pieniądze. Kiedy myślę o ewentualnej przeprowadzce, robi mi się słabo, bo jak ja ze sobą zabiorę wszystkie te książki xD Ale jestem szczęśliwa. Książki to moja skarbnica, moja zapasowa pamięć – tylko coś mi się skojarzy, mogę sięgnąć i doczytać.

A najpiękniejsze jest to, że mogę się uczyć. Że mogę czytać, że mogę dyskutować o czymś w gronie znajomych bądź na uczelni. Nikt mi tego nie zabroni z tytułu bycia kobietą. I dlatego się cholernie cieszę, że żyję w dzisiejszych czasach.

Studia to woda na mój młyn. Nawet teraz, kiedy pracuję, co i rusz coś czytam (można powiedzieć, że nadrabiam zaległości, bo na studiach były ważniejsze rzeczy do zgłębienia) i nie czuję, że tracę czas. Jestem szczęśliwa. I chociaż mam kompleksy, bo często okazuje się, że rozmówca jest mądrzejszy, nie poddaję się. Bo moja wiedza to efekt wieloletniego zgłębiania mojego hobby i tego nikt mi nie zabierze. 🙂

Wasza sprzątająca

Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s