Podsumowanie Tygodnia… mieszkania z blogerem ;)

Haaaaa, już myśleliście, że będę podsumowywać tydzień jak Kuba? Niedoczekanie! To podsumowanie jednak będzie z Nim mocno związane*.

Kochani, jutro minie tydzień, od kiedy mieszkamy razem. Powody już znacie z poprzedniego wpisu, ale pewnie jesteście ciekawi, jak sprawy się mają po tygodniu. A nawet jeśli nie jesteście ciekawi, to pewnie zerkniecie na wpis i tak, by móc pohejtować 😛

Otóż mieszka się (na razie) całkiem dobrze. Jesteśmy biedniejsi o kilkaset złotych (a to IKEA, a to Tesco, a to coś tam i tak pieniądze uciekają… Nie wydajemy na pierdoły! Staram się nie wydawać, bo do następnej wypłaty zostało jeszcze spooooro czasu), ale dajemy sobie radę. Mieszkanko robi się coraz bardziej zagracone… ^^’ Jak to napisał Kuba – będziemy je zagracać planszówkami i pluszakami.


Po lewej Czerwony Angry Bird z Tesco (nie gardźcie Clubcard!!!)
oraz Świnia, którą Kuba dostał ode mnie na urodziny i bez której żyć nie może.

Czytaj dalej

Garść zachwytów: „Sherlock” (sezony 1-2)

Pamiętacie, jak kiedyś zaczęłam cykl Garść zachwytów? To było dawno temu, bo aż w lutym ^^’ A zaczęło się od Django Unchained.

Długo zastanawiałam się nad tym, o czym napisać w następnej odsłonie cyklu. Jakoś nic się nie przytrafiało… Ani książka, ani film, nic. A strasznie chciałam podzielić się z Wami czymś do tego stopnia pozytywnym i zajebistym, że uprawiam zawzięty fangirlizm (nie, nie mówię tutaj o sadze The Hunger Games, bo to ma swoje wady. Chociaż fangirlizm uprawiam i tak, jeśli o to chodzi).

Dzisiaj przeglądałam sobie jakieś pierdółki w necie, za moimi plecami Kuba grał w LOLa (czy co On tam robi, nie pilnuję Go przecież). Popatrzyłam na Niego i pomyślałam sobie: Boże, jak fajnie by było, gdyby wyszedł trzeci sezon ‚Sherlocka’, mielibyśmy co razem oglądać. I wtedy mnie olśniło!

Proszę Państwa, w dzisiejszym odcinku porozmawiamy o jednym z najlepszych seriali, jakie moje oczy widziały. ^^

Przyznam się szczerze, takie plakaty akurat mnie specjalnie nie kręcą, ale ciekawszych nie znalazłam. Czytaj dalej

„Między dniem a nocą. Dybuk” – otwarcie festiwalu Warszawa Singera

Wreszcie!!! Po tylu latach!!! Nareszcie udało mi się dotrzeć na festiwal Warszawa Singera. Już od kilku lat próbuję coś ze sobą zrobić, by zaliczyć chociaż jedną atrakcję. Zapytacie zapewne, czemu mi to nie wychodziło. A to raz źle się czułam cały tydzień, innym razem praca, innym razem jakaś pierdoła, brak kasy, wyjazd do Pragi bodajże… Czuję się z tym paskudnie. Musiałam się wyprowadzić do Warszawy, by w końcu w czymś uczestniczyć. _^_

Dobrze, udało mi się, pierwszą atrakcję festiwalową mam już za sobą. Jest to spektakl w Teatrze Żydowskim, a konkretnie Między dniem a nocą. Dybuk na podstawie sztuki Szymona An-skiego.

Czytaj dalej

Dlaczego słowo „Żyd” to obelga?

Dzisiaj zainspirował mnie Przemysław z Facejew, a konkretnie jego wpis dotyczący słowa „Żyd” jako obelgi.

Sama zastanawiam się nad tym zagadnieniem praktycznie od czasu, kiedy zaczęłam prowadzić Czechożydka. Jak zapewne wiecie, nazwę wymyślił Kuba, czyniąc rewolucję w moim życiu – jestem w stanie założyć się o sto złotych, że kiedy to wymyślał, nie miał na myśli nic złego, a tym bardziej antysemickiego. A czemu tak myślę?

Ponieważ sama mam przezwisko „Żyd”. Jest ono bardzo przydatne, ponieważ wśród moich przyjaciółek jest druga Dorota i na przykład Melanek znalazła sposób na wołanie do nas. Dorota reaguje na swoje imię, a na mnie Aga woła „Żydzie, chodź tu!”. I NIE MA W TYM NIC ZŁEGO. Słowo „Żyd” w tym kontekście ma nacechowanie pozytywne – pokazuje, czym się interesuję i czym chciałabym być, gdyby się dało (a się nie da). Kubie już nawet czasem zdarza się tak na mnie zawołać. Czytaj dalej

Czasem skaczę z radości, że żyję w dzisiejszych czasach.

Swego czasu jeden z moich byłych zapytał, czy nie chciałabym żyć w innych czasach. Na przykład wtedy, kiedy co krok można było spotkać żydowskie miasteczko, kiedy kultura jidysz się rozwijała, kiedy nic nie wskazywało na to, że nadejdzie Zagłada.

Po dłuższej chwili zastanowienia odpowiedziałam, że nie.

Dlaczego?

Tłumaczyłam to sobie tak, że teraz mam dostęp do wszelkiego rodzaju wiedzy.

Kilka dni temu obejrzałam Yentl z Barbrą Streisand w roli głównej i przypomniała mi się ta rozmowa sprzed lat. Yentl opowiada historię pewnej żydowskiej dziewczyny, która za wszelką cenę chciała się kształcić, a jej czasy niespecjalnie na to pozwalały (było powiedziane, że kobieta, która studiuje Talmud, jest na pewno demonem) – Yentl ucieka się do tego sposobu, że przebiera się za mężczyznę i dzięki temu dostaje do jesziwy, gdzie może kontynuować naukę.  Czytaj dalej