Nazwij mnie „Dorotka”, to zabiję – jak to jest ze zdrobnieniami?

Do napisania tej notki zainspirowała mnie Nishka, a konkretnie jej dzisiejszy wpis na fanpejdżu. Pozwolę sobie na przytoczenie:

Lipiec to u mnie, podobnie jak listopad (w którym urodziły się moje wszystkie córki i mama) miesiąc rocznic i świętowań. Dziś np moje imieniny, wszak 27 lipca Natalii i Nishki. 🙂 Tym samym chciałabym coś oświadczyć. Otóż lubię większość odmian mojego imienia: Natalia, Natka, Nat, nawet Natalion!
Jednak są dwie, których nie trawię: NATALA i NATALKA. Gdy ktoś tak się do mnie zwraca, mam ochotę wyrwać wszystkie tulipany, które kwitną w moim ogródku, wyrzucić z gniazd pisklęta jaskółek, wyrwać psu z pyska dopiero co otrzymaną świeżutką kość, posmarować musztardą batoniki, którymi zajadają się dzieci, a nawet kazać kotu zejść z fotela!! Dlatego, błagam nigdy nie nazywajcie mnie Natal(k)ą! 🙂

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to pytanie „Czemu Natalka to takie złe zdrobnienie?” – potem przypomniałam sobie moje reakcje sprzed kilku lat na „Dorotkę” i zaczęłam się śmiać xD

Wiele osób z mojego otoczenia nie lubi zdrobnień swoich imion. Ba, nie lubi to za mało powiedziane – wręcz nie znosi. Czemu tak się dzieje? Co sprawia, że na dźwięk konkretnej wersji swojego imienia człowiek dostaje piany na ustach?

Powiem Wam, jak jest w moim przypadku. Mam na imię Dorota, drugiego imienia nie posiadam (i chwała Bozi za to). Przez kilkanaście lat dostawałam wścieklizny, kiedy ktoś zwracał się do mnie per „Dorotka”. Do tej pory czasem przechodzą mnie ciarki i się jeżę, kiedy słyszę to słowo.  Dlaczego?

Raz, że w średniowieczu „panna Dorotka” to było określenie na prostytutkę. Wkurzało mnie to niemiłosiernie.

Dwa, że kiedy słyszałam „Dorotka”, myślałam, ze rozmówca nie traktuje mnie poważnie, lekceważy mnie albo sugeruje, że coś ze mną jest nie tak. Nie do końca wiem, skąd się to brało, ale moje reakcje bywały naprawdę rozmaite – od delikatnego upomnienia do krzyku „w legitymacji/dowodzie osobistym mam Dorota i naucz się tego, do cholery”. W gimnazjum i liceum nikt nie miał prawa tak do mnie mówić. Tępiłam dosłownie każdego (poza własną matką, bo jej nie da się tego przetłumaczyć), od kolegi po nauczyciela. Wszyscy wiedzieli, że jestem Dorota, tak mam w dowodzie i nie będę reagować na żadną Dorotkę. Za to dobrze reagowałam na Dorkę czy Dorę, nie wiedząc nawet, że to żydowska wersja mojego imienia*. Dopiero na studiach straciłam zapał i pozwalałam znajomym mówić do mnie per „Dorotko”, przy czym zaczęło mi to nawet sprawiać przyjemność, kiedy zaczęli się tak do mnie zwracać wykładowcy i prowadzący. Trochę zmądrzałam widocznie.

Powiem Wam w sekrecie, że kiedy ktoś w pracy się tak do mnie zwraca, to od razu włączają mi się mechanizmy obronne, ale staram się je zwalczać.

Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś nie lubi jakiejś wersji swojego imienia. Moja Siostra nie znosi „Oluś”, jeszcze inny znajomy nie znosi „Konradzia” (wcale się nie dziwię!), natomiast Kuba nie lubi… Jakuba. Tzn. nie reaguje wścieklizną, jak ktoś tak do Niego mówi, ale zawsze wtedy powtarza, że „czuje się jak stary rabin”, więc ludzie mają się do niego zwracać Kuba. _^_ Nie nadążycie za ludźmi, doprawdy.

Uważam, że jeśli ktoś nie lubi jakiejś formy swojego imienia (bo ma do tego konkretne powody), to należy uszanować jego prośby o niezwracanie się do niego w ten sposób. Gorzej, jak ktoś nie znosi swojego imienia w ogóle xD Dla mnie zawsze to był problem, ale to rozmowa na inną okazję.

A jak tam u Was ze zdrobnieniami? Lubicie, nie lubicie?

Wasza nadrabiająca zaległości czytelnicze (in. likwidująca olbrzymi stos książek)

Cathryn

*tzn. to nie jest stricte żydowska wersja mojego imienia, bo imię „Dorota” czy też „Dora” jest pochodzenia greckiego. Zauważyłam jednak, że druga wersja była dość często używana właśnie przez Żydówki – przykładem była Dora Diamant, ostatnia miłość Franza Kafki.

Reklamy

6 thoughts on “Nazwij mnie „Dorotka”, to zabiję – jak to jest ze zdrobnieniami?

  1. generalnie imię mam dobre, międzynarodowe, problemu nie ma, zawsze jest Ana i jest cacy, ja szczęśliwa, bo to brzmi zgrabnie, obcy szczęśliwy, że się nie opluł wymawiając.
    ale są Czechy… pół roku z jedną panią walczyłam, że naprawdę łeb jej upierdolę jeśli nie zacznie się do mnie zwracać Anno (po czesku czytamy z jednym n) lub Anio (co jest mniej tragiczne), bo 1. Aniczka jest jakąś tragedią 2, mamy już drugą Aniczkę, która toleruje Aniczkę więc może tak dla odróżnienia?
    najprostszym sposobem doprowadzenia mnie do szału jest więc nazwanie mnie Aniczką i przechylenie nazwiska. przechylanie nazwiska to kolejna bolączka, ale czym dalej w las, tym bardziej wychodzi na to, że będę musiała się z tym zmierzyć

    • Rozbawiłaś mnie xD Ale masz przerąbane z nazwiskiem. Sama nie mam tego problemu i Bozi za to dziękuję, bo też bym zwalczała (jeden pan doktor na zajęciach właśnie przerabiał nazwiska dziewczyn i te do niego pielgrzymowały z prośbą, by tak nie mówił xD)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s