Chała tygodnia – „Intruz”

Dzisiejszą Chałę tygodnia sponsoruje Kuba, ponieważ udostępnił mi ten film. Na Jego obronę powiem, że zrobił to niechętnie.

Moi drodzy, Intruza autorstwa Stephenie Meyer czytałam ze dwa lata temu. Pamiętam kilka rzeczy: zaskoczenie, bo ta książka była naprawdę fajna i świetnie się ją czytało; zadowolenie, bo autorka się napracowała przy opisywaniu świata, technologii dusz, ich zachować i tak dalej; satysfakcję, że nie marnuję czasu na jakieś głupoty typu Zmierzch… Dlatego też po filmie spodziewałam się wiele. No dobrze, może nie tego, że cała książka zostanie dokładnie odwzorowana, ale tego, że film i powieść będą na tym samym poziomie. Cóż, nie były.
Czytaj dalej

Nazwij mnie „Dorotka”, to zabiję – jak to jest ze zdrobnieniami?

Do napisania tej notki zainspirowała mnie Nishka, a konkretnie jej dzisiejszy wpis na fanpejdżu. Pozwolę sobie na przytoczenie:

Lipiec to u mnie, podobnie jak listopad (w którym urodziły się moje wszystkie córki i mama) miesiąc rocznic i świętowań. Dziś np moje imieniny, wszak 27 lipca Natalii i Nishki. 🙂 Tym samym chciałabym coś oświadczyć. Otóż lubię większość odmian mojego imienia: Natalia, Natka, Nat, nawet Natalion!
Jednak są dwie, których nie trawię: NATALA i NATALKA. Gdy ktoś tak się do mnie zwraca, mam ochotę wyrwać wszystkie tulipany, które kwitną w moim ogródku, wyrzucić z gniazd pisklęta jaskółek, wyrwać psu z pyska dopiero co otrzymaną świeżutką kość, posmarować musztardą batoniki, którymi zajadają się dzieci, a nawet kazać kotu zejść z fotela!! Dlatego, błagam nigdy nie nazywajcie mnie Natal(k)ą! 🙂

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to pytanie „Czemu Natalka to takie złe zdrobnienie?” – potem przypomniałam sobie moje reakcje sprzed kilku lat na „Dorotkę” i zaczęłam się śmiać xD Czytaj dalej

Lenistwo jako zmora dzisiejszego świata – ile w tym prawdy?

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie pewien wywiad we wczorajszym Dzienniku.

Lenistwo to plaga. Zmora, która nie daje nam żyć i nie pozwala zrobić czegoś konstruktywnego ze swoim życiem. Ale czy zauważyliście, że to lenistwo nie do końca przypomina to, które znaliśmy kilka lat temu?

Zobaczcie – ja na przykład kiedyś definiowałam lenistwo jako stan, kiedy nic się nie chce robić, bo jest się zmęczonym albo nie ma się humoru. Teraz lenistwo staje się zjawiskiem chronicznym wręcz, przeważa w naszym życiu.

To wszystko to są moje obserwacje i moje przemyślenia, od razu zaznaczam. Często patrzę na siebie i swoich znajomych. Ile razy od nich usłyszałam, że nic im się nie chce – gdybym miała te wszystkie teksty zebrać do kupy i stworzyć z nich książkę, wyszedłby pewnie jeden tom Pięćdziesięciu twarzy Greya. Albo Gry o tron, co kto woli. Sama też pewnie bym dopisała od siebie z kilkadziesiąt stron podobnych narzekań.  Czytaj dalej

Wołomińskie klimaty cz.7 – pomniki.

Od razu zaznaczam, że wpis stanowi jedynie wybór z wołomińskich pomników – z racji chronicznego braku czasu nie miałam jak zjeździć całego miasta i zrobić zdjęć innych charakterystycznych obiektów mojego miasta. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Notka również ma charakter ciutkę prześmiewczy , ponieważ niektóre z przedstawionych pomników bawią mnie niemożebnie.

Zresztą, co tu dużo pisać, przejdźmy do omawiania. 🙂

1. Pochowany Anioł Stróż
Czytaj dalej

Wołomińskie klimaty cz.6 – urban legends.

Dzisiaj klient w pracy na mnie nawrzeszczał, bo odpowiedziałam na pytanie, czemu jego płatność kartą nie przechodzi. Nie przechodziła, ponieważ płatności karta były wyłączone (błąd na stronie, walczyliśmy dzielnie chyba ze dwie godziny). I za to dostałam ochrzan. xD Zaczynam lubić tę pracę, nie wiem, czemu.

Dzisiaj będzie trochę humorystycznie, trochę zaskakująco… Wołomin jaki jest, każdy widzi. To miasto z baaaardzo urozmaiconą przeszłością; mieszkam tu już ponad 22 lata i cały czas coś mnie dziwi. Chciałabym się z Wami podzielić kilkoma opowieściami, które może autentycznością często nie grzeszą, ale są ciekawe.

Źródła były najróżniejsze.

1. Morderca pewnej wołomińskiej rodziny Czytaj dalej

Szalony wieczór panieński Mojej Siostry!

Moi drodzy, sporo się w moim życiu dzieje. Wpierw garść aktualizacji:

  1. Pracuję w Call Center pewnych tanich linii lotniczych (wolę nie przytaczać nazwy, tak na wszelki wypadek) – już z pięć razy chciałam rzucić tę robotę, bo przyprawiała mnie o palpitacje, ale od wczoraj jakoś mi lepiej.
  2. Zdałam egzamin licencjacki!!! 🙂 I przy okazji widziałam najszczerszy uśmiech swojego promotora, ale to szczegół 😛 Było sporo stresu, płacz, ale zdałam. Mam czwórkę na dyplomie. I teraz się pytam – po co pisałam swoją pracę licencjacką, skoro jedyne pytanie do niej to „Holokaust w literaturze czeskiej”? xD
  3. Siostra wychodzi za mąż w sobotę, jestem świadkiem, umieram.

Ojejku. Sporo. Ale przejdźmy do właściwego tematu: w poniedziałek zorganizowałam Olce wieczór panieński.
Czytaj dalej

Wołomińskie klimaty cz.5 – Zielony Wołomin (or not)?

Kochani, powraca cykl wakacyjny (chociaż ja jakoś wakacji nie mam, praca mi je zżera)! 🙂 Cieszycie się? Nie? To się jeszcze zdążycie ucieszyć. Na początek słówko organizacyjne: wpis o Kinie Letnim będzie, ale dopiero pod koniec sierpnia (ponieważ samo Kino zaplanowane jest na sierpień właśnie). Poza tym muszę nazbierać materiałów do kolejnych wpisów.

Dzisiaj będzie trochę wspomnieniowo, a trochę z narzekaniem. Jak to jest z wołomińską zielenią?

Uważam, że pod tym względem z moim miastem nie jest aż tak źle. Mimo ciągłego rozbudowywania przedmieść (co widzę chociażby u siebie za oknem, niedługo nowe domy zasłonią mi las) wciąż są miejsca, gdzie jest całkiem zielono i gdzie można sobie odpocząć na kocyku. To się tyczy jednak samych przedmieść… Czytaj dalej