„Co się stało z Naszą Klasą…”, czyli słów kilka o sztuce Słobodzianka.

Pierwszy raz mam taką sytuację, że piszę o jednej rzeczy jednocześnie tutaj, i na Czechożydka. Co prawda wpis na drugim blogu wciąż siedzi w mojej skołowanej po pracy w Call Center głowie, ale siedzi i niedługo będziecie mogli się z nim zapoznać.

Przedwczoraj, po raz pierwszy od zbyt dawna, byłam w teatrze. Zobaczyłam reklamę Naszej Klasy Tadeusza Słobodzianka w tramwaju, gdzie puszczano ją z innymi spotami z teatrów. To w ogóle bardzo fajna inicjatywa, chociaż w niektórych tramwajach w kółko leci to samo. W każdym razie pomyślałam sobie: Ej, przecież czytałam scenariusz, może czas najwyższy zobaczyć, jak to można zrealizować?

No i co – wyjęłam z konta pięć dyszek, pojechałam do Pałacu Kultury i kupiłam bilet.

Sztuka powala. Serio. Już dawno nie czułam się tak powalona.

Tytułowa „nasza klasa” to grupka ludzi z małego miasteczka, którzy chodzili razem do szkoły. Polacy i Żydzi. Razem się bawili, zakochiwali się w sobie, ale po pewnym czasie zaczęła ich różnić religia, poglądy, aż wreszcie stanęli po dwóch stronach barykady krótko po wybuchu drugiej wojny światowej.

Od dawna interesuję się Żydami, początki mojej miłości sięgają drugiej klasy liceum. Zdążyłam się już trochę znieczulić na całe okrucieństwo Holokaustu, także nie wzdrygiwałam się podczas spektaklu, nie zatrzymywałam oddechu… Tyle razy, co reszta widowni. Bo nie sposób było podejść obojętnie do sceny, kiedy jedna z bohaterek ginęła w palącej się stodole, kiedy kilku kolegów z klasy katowało innego, tylko z tego powodu, że był Żydem i komunistą… Nie da się, po prostu się nie da oglądać tego obojętnie.

Wiecie, dlaczego w tytule notki wykorzystałam fragment piosenki Kaczmarskiego? Mimo, iż klasa z tego utworu to był zupełnie inny rocznik?

Dlatego, że obydwie klasy miały w życiu źle. Nikomu nie dane było żyć w spokoju w Polsce – albo bohaterowie emigrowali, albo zostawali w kraju, gdzie wcale dobrze im się nie wiodło. Nieważne, czy Polak, czy Żyd. Życie nie oszczędza nikogo. Wychodzi na to, że najlepszą opcją była emigracja. Chociażby u Słobodzianka – wyjazd do Izraela uchronił jednego z bohaterów przed sądem w Polsce, wcześniej wyjazd do Stanów sprawił, że jeden z chłopaków nie zginął w Holokauście…

Bardzo rzuca się też w oczy to, że bohaterowie sztuki są tak naprawdę figurami retorycznymi. Każdego z nich można opisać jednym, prostym zdaniem – ofiara Holokaustu, sprzedawczyk, ksiądz pedofil, ocaleni z pogromu, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata… Przy czym tylko jeden mężczyzna wiódł w miarę szczęśliwe życie. Pozostali? Niekoniecznie. Było to dla mnie sporym szokiem, ponieważ chociażby ocaleni na ogół kojarzą się z ludźmi, którzy mieli w życiu szczęście. A tymczasem dalsza egzystencja wcale nie musiała być usłana różami.

Jeśli będziecie mieli okazję, przejdźcie się na to do teatru. Nie musicie wcześniej czytać sztuki – sama wręcz uważam, że źle zrobiłam, sięgając po wydanie papierowe.

Wasza

Cathryn

Zdjęcia ze spektaklu wzięłam bezczelnie z Google, fotki z teatru są mojego autorstwa.

Inne spektakle, na których byłam i są związane z Żydami:
Żyd
Bonjour Monsieur Chagall
Pasażerka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s