Dzień Ojca – dla kogo?

Dzisiaj mamy święto, którego sensu nie rozumiem od ładnych paru lat.

O ile Dzień Matki ma dla mnie sens (bo matka daje dziecku życie, od niej jest zależne wiele rzeczy, to matka tak naprawdę poświęca kawał swojego życia dla dzieci), tak to, co mamy dzisiaj, niespecjalnie do mnie przemawia.

Nie chcę w ten sposób pokazać, że jestem bezduszna albo że mój ojciec się kompletnie do niczego nie nadaje. Nie zrozumcie mnie źle – często się zastanawiam, jak jest z ojcostwem w dzisiejszym świecie, ile jest w nim sensu i co zrobić, by nigdy, ale to przenigdy nie powiedzieć sobie, że nie chce się swojego ojca znać.

Bo zobaczcie: w moim otoczeniu na przykład nie ma ojca z prawdziwego zdarzenia. Takiego, co kocha swoje dzieci ( i w jakiś sposób to okazuje*), który się o nie troszczy, robi coś z nimi, uczestniczy w życiu syna czy córki. Który czegoś uczy i który tęskni za dzieckiem. Jest jeden wyjątek na całą okolicę i to ojciec mojej przyjaciółki. Ma swoje wady, ale się stara i to po nim widać. A poza nim to ze świecą szukać.

Czemu tak się dzieje? Głowię się nad tym, ponieważ cała dzielnia wie, że planuję za jakiś czas wyjść za mąż i sprawić, by ktoś mógł kiedyś powiedzieć do Kuby per „tato”.

Mam w głowie zafiksowany dość negatywny obraz ojca. Dziwią mnie wzmianki o tacie Zwierza Popkulturalnego u Zwierza na blogu (tata Zwierza bowiem jest fanem Gry o tron, byli razem na premierze pierwszego odcinka trzeciego sezonu), dziwią mnie różne artykuły na temat ojców czy też wypowiedzi znajomych z uczelni, którzy „pytali się o coś taty, bo tata się na tym zna i umie rozwiać wątpliwości”. Nie mówię, że to coś złego, nie wyśmiewam tych ojców – cholernie wręcz zazdroszczę Zwierzowi, autorom artykułów i ludziom ze studiów. Bo kiedy ja pójdę po coś do swojego ojca, wyjdę po kilku minutach, bo nie jestem w stanie słuchać jego rozwlekłego sposobu wypowiadania się.

Przez długie lata (nawet w trakcie trwania „pierwszego związku” z Kubą), kiedy myślałam o macierzyństwie, automatycznie wyobrażałam sobie tylko siebie i dziecko. Do głowy by mi nie przyszło, że mogłabym wychowywać swoje dziecko z mężczyzną. Po prostu. Nie, żeby Kuba był zły, patologiczny i się nie nadawał na ojca. Taki obraz miałam zafiksowany w głowie. Że wszystko będę musiała zrobić sama i że będę zdana tylko na siebie.

Analizuję te przemyślenia, ponieważ widzę, jak bardzo dużo smutku w nich jest. I skąd się to bierze.

Mój ojciec nie jest idealny, nie wymagam, by taki był. Całe życie chciałam, by był bardziej jak ojciec, by uczestniczył w moim życiu. Tak się nie stało nigdy i tak się nie dzieje teraz. Dlatego też dzisiaj nie złożyłam mu życzeń.

Możecie myśleć, co chcecie.

Obracam się teraz w różnych kręgach, m.in. w tych branżowych (czyt. Kubusiowych). Tam widzę takie przykłady bycia dobrym ojcem, że aż chce mi się płakać. Płakać za swoim dzieciństwem, kiedy kontakt z moim ojcem był nieco lepszy, płakać nad tym wszystkim, co się działo w domu, płakać nad tym, że nie mogę powiedzieć, że mam fajnego tatę i że jestem z tego dumna. Bo tak nie jest.

W wielu rodzinach zauważyłam coś takiego, że rola ojca została strasznie zmarginalizowana. Że to kobiety dźwigają cały ciężar odpowiedzialności – za dom, za rodzinę, za pracę. Że nie mogą się doprosić, by mąż coś naprawił, coś dla nich zrobił, więc same się tego uczą. To błędna droga, tak straszna sprawa, że spędza mi sen z powiek. Byleby tylko moje życie tak nie wyglądało.

W wielu znanych mi rodzinach ojcowie stali się kolejnymi dziećmi.

Nie chcę tego.

I jaki jest sens obchodzenia Dnia Ojca? Ktoś mi wytłumaczy?

Usłyszałam niedawno, że najcięższą rzeczą w życiu młodego człowieka może być pogodzenie się z tym, że rodzice są dalecy od ideału. Mi jest ciężko pogodzić się z tym, że moi rodzice są dalecy nawet od tego, co niektórzy uznają za normalne.

Mam wrażenie, że zacznę na nowo obchodzić to święto w momencie, kiedy będę miała własne dzieci. Przy czym nauczę je, że nie powinno się kochać rodziców tylko za to, że dali im życie. Bo spłodzić dziecko jest łatwo, wychować – gorzej.

Wasza

Cath

P.S. Jeśli macie zupełnie innego ojca, bez którego nie wyobrażacie sobie życia, to kochajcie go. Mocno. I dbajcie o niego. Bo fajny ojciec to ginący gatunek.

*owszem, mogą być przypadki, że mężczyzna nie umie okazać, jak bardzo kocha swoje dzieci. Ale to wg mnie można nadrobić czynami, o których piszę w dalszej części zdania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s