Z okazji Dnia Dziecka o… „Wiecznie żywym” ;)

Dzisiaj Dzień Dziecka!

Zaczęłam się rano zastanawiać, czy w związku z tym, że jestem zaręczona, powinnam w ogóle obchodzić to święto. ^^’ Ale doszłam do wniosku, że dzieckiem zostanę do końca życia (bo każdy ma swoje wewnętrzne dziecko, tylko często o tym nie wie), także co ja się będę przejmować.

Niedawno wpadła mi w łapki książka Isaaca Mariona pt. Ciepłe ciała (Bosh, po angielsku brzmi to lepiej). Strasznie napaliłam się na Wiecznie żywego, byłam ciekawa, jak może wyglądać romans zombie z człowiekiem, a kiedy dowiedziałam się o istnieniu pierwowzoru literackiego, wszelka nauka poszła w kąt.


Czytałam po polsku, ale akurat takie zdjęcie okładki znalazłam. 
Wg mnie bardzo trafione; polskie wydanie też tak wygląda.

Aż żałowałam, że nie pasuje mi to na Czechożydka! Ale co mi szkodzi napisać o tym tutaj 🙂

Moi drodzy, jest to książka dla młodzieży. Najzwyczajniejsze czytadełko dla młodzieży. Ale jak wciąga! Śledziłam historię R i Julie z zapartym tchem.

Dobra, kilka słów o historii. R jest zombie. Mieszka z innymi truposzami na lotnisku. Do jego zajęć zalicza się szwendanie się po lotnisku, wyprawy na miasto w poszukiwaniu ludzi do zjedzenia, zbieranie „pamiątek” (płyt winylowych, książek, drobiazgów) oraz rozmowy z innymi zombie. Tak, bo umarlaki nie zatraciły zdolności mówienia. To znaczy nie wszystkie, niektóre bowiem są w takim stopniu rozkładu, że już nie są w stanie mówić. R ma przyjaciela (M jest według mnie bardzo udaną postacią), żonę i dwójkę zombie dzieci. Brzmi dziwnie? Dla mnie też brzmiało. Trzeba jednak wziąć również pod uwagę to, że istnieją Kościści. To dziwne istoty, przypominające obleczone mięśniami szkielety, które sprawują władzę nad całym tym bałaganem. Spełniają funkcję kogoś w rodzaju… Kapłanów? Żenią ze sobą zombie, przyprowadzają im pogryzione dzieci, by uprawiali jakąś ździebko ohydną parodię rodziny.

Egzystencja R zmienia się w momencie, kiedy podczas jednego wypadu na miasto spotyka Julie. Od razu jest zauroczony dziewczyną. Ratuje jej życie i zabiera ją ze sobą na lotnisko, sam nie do końca wiedząc, czemu. Może dlatego, bo wcześniej zjadł mózg jej chłopaka… I w tym miejscu kończę spoilery! 🙂

Lubię od czasu do czasu poczytać sobie o czymś młodzieżowym. O czymś paranormalnym. Moja Siostra ma całą kolekcję takich książek, więc nawet nie muszę jeździć do biblioteki. To często fajne, rozluźniające czytadełka.

W BUWie wprawiłam chyba w zakłopotanie kolegę, kiedy pokazałam mu Ciepłe ciała. W sumie się nie dziwię – romans człowieka z zombie? Kto to wymyślił? Komuś się znudziły wampiry i wilkołaki?! xD Ale, o dziwo, da się to czytać. Zombie nie są takie, jak te, które znamy chociażby z The Walking Dead. W tym przypadku to po prostu zarażeni wirusem ludzie.

Polecam książkę, bo nie jest wyjątkowo głupawa i można się przy niej wyluzować. Nawet nie odmóżdżyć, jak w przypadku Pięćdziesięciu twarzy Greya.

Natomiast film nie jest już tak wciągający, ale dalej trzyma poziom.

Plakat jest ździebko przerażający, albowiem zwiastuje Chałę tygodnia.

Historia z książki została okrojona, nie pokazano na przykład hierarchii, jaka obowiązywała na lotnisku. Trochę mi przykro z tego powodu, ale gdyby twórcy chcieli przenieść na ekran całą książkę, to film trwałby pewnie 2,5 godziny.

R był fajny. ^^ W książce był to na oko trzydziestoletni facet, a tutaj zrobiono z niego nastolatka – właściwie na dobre to wyszło całej historii. Taki R bardziej mi się podobał.

No patrzcie, jaki fafuśny ❤

Jedyne, co tak naprawdę zostało w miarę wiernie odtworzone z książki, to relacja R z M. M to czterdziestoparoletni facet (w książce jest łysy, ale ma też brodę i 190 cm wzrostu), razem z R stanowią zespół. Można powiedzieć, że się przyjaźnią, pomagają sobie nawzajem.

Bros forever xD

Taka słodka historia z zabijaniem ludzi dla mózgów w tle. Still better love story than Twilight xD

A wiecie, co zmotywowało mnie jeszcze do poszukiwań książki? Ta oto parodia od Hillywood Show! Uwielbiam te dziewczyny, muszę kiedyś napisać o nich osobną notkę.

Tyle właściwie. Myślałam, że będzie kolejna Chała, a  tymczasem będę miło wspominać tę historię.

Wasza ucząca się

Cathryn

P.S. Wszystkie zdjęcia wzięte z Google!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s