Kuba mi się oświadczył!!!

Wczoraj był naprawdę paskudny dzień. Lało, a jak nie lało, to było zimno. Słońce poszło gdzieś w pieruny. Odezwała się choroba lokomocyjna podczas jazdy autobusem i myślałam, że polegnę gdzieś na Saskiej Kępie (odbierałam książkę dla Olki). Jakoś potem doturlałam się do domu, zrobiłam sobie kawę (teraz jeżdżę minimum na dwóch) i doszłam do wniosku, że zbyt źle się czuję, by wychodzić po Kubę na stację (w taką pogodę zwłaszcza).

Ale Kuba miał jakieś plany. Kusił mnie niespodzianką, o której opowiadał już kilka dni wcześniej. Wiecie – lubię niespodzianki, ale nie, kiedy są zapowiadane jakiś czas wcześniej, bo cholera mnie bierze, kiedy się zastanawiam, co to może być. Tak więc dałam się wywabić z domu na jakiś niezapowiedziany prezent*.

W drodze do mojego domu zaczęłam Kubie wiercić dziurę w brzuchu, że chcę niespodziankę. Zdziwiło mnie, że z nią zwlekał, aż po paru minutach kazał mi się odwrócić i zamknąć oczy. Pomyślałam sobie: „Oho, coś dziwnego, ale to na bank nie są oświadczyny”. Widzicie bowiem: ewentualne oświadczyny Kuby to już w Wołominie urban legend. 😛 Ale o tym innym razem, bo notka i tak długa.

Odwróciłam się i nagle zobaczyłam, jak Kuba przede mną klęka, w wyciągniętych rękach trzyma otwarte pudełko i pierścionkiem i pyta drżącym głosem, czy wyjdę za niego.

I od tamtej pory żyję w jakimś śnie bądź filmie.

Czemu jak w filmie? Ano dlatego, że zaczęło się powiadamianie rodziny i znajomych. _^_

Chciałabym bardzo serdecznie podziękować tym dzikim tłumom, które nam wczoraj gratulowały – w pewnym momencie nie nadążaliśmy z odpowiedziami a to na Facebooku, a to przez smsy. ^^’ Jeśli ktoś czuje, że jego wypowiedź pozostała bez odpowiedzi, to niech się nie obraża ^^’

Moi rodzice i Jego mama znieśli to zaskakująco dobrze. Wiecie, niby powinni się cieszyć, ale nigdy nic nie wiadomo, kiedy mowa o rodzicach. Przynajmniej ja mam takie podejście. Oczywiście, zaczęły się rozmowy o ślubie ><„

Tak, na pewno kogoś z Was nurtuje, kiedy ślub. Otóż nieprędko. Chcę wpierw uzyskać mgra przed nazwiskiem. 😉 Czyli jeszcze dwa lata względnej wolności!!! xD

Boże, dogorywam. Wczoraj objeżdżałam psiapsióły, u jednej piłyśmy nalewkę (wiem, że mi nie wolno. Wy też to wiecie. Ale okazja była taka, że nic, tylko się napić), poszłam spać dobrze po drugiej… I nie mogłam zasnąć. Teraz, po ponad 4 godzinach snu, niby jestem na chodzie, ale czuję, że kawa jeszcze nie działa.

Zastanawia Was pewnie fakt, czemu pierścionek jest nie na tym palcu, co potrzeba (brawa dla Mizuyashi za to, że jest spostrzegawcza ^^). Otóż jest za duży. Pierścionek, nie palec. ^^’ Kubuś wstrzelił się rozmiarowo w te pierścionki, które mam (zwykle noszę na środkowym, tak mi wygodnie), ale trzeba będzie go albo wymienić, albo zmniejszyć, bo nawet na tym palcu mam trochę za dużo luzu. Niedobrze. Wieczorem to załatwimy.

Na koniec inne pytanie – jak się czuję?

Jestem szczęśliwa. Niewyspana, nogi mnie bolą, najchętniej zostałabym dzisiaj w domu. Ale jestem szczęśliwa. Wczoraj przeżyłam różne stadia tuż po oświadczynach (od płaczu po małe zwątpienie), ale jest już OK.

A, zapomniałabym. Rozmowa telefoniczna z Moją Siostrą wyglądała tak:

No co ty gadasz… Oświadczył ci się? To fajnie! A jaki pierścionek? Uuu, a skąd wziął rozmiar? (chwila ciszy) Dorota, ale lipa, kupił ci za duży… A gdzie się oświadczył? (dłuższa chwila ciszy) GDZIE? Ale lipa, Dorota, no w takim miejscu!!! A gdzie kupił? Aha. Kiedy ślub? No weź, ślub powinien być szybko, a nie za dwa lata (czy coś takiego – dop. D.). Boże, jaki obciach. A wiesz, jaki błyszczyk sobie na zakupach w Wyszkowie kupiłam?

(i dalej rozmowa zmienia się w monolog na temat zakupów, jedzenia w wyszkowskim barze mlecznym, reakcji rodziców („To mama do mnie nie zadzwoniła?”), obgadania pierścionka po obejrzeniu zdjęcia na fejsie i stwierdzeniu, że mój boski szwagier wyszedł z pokoju. Nie wiem, czemu, może nie mógł już jej słuchać.)

Dobra. Idę się ogarniać i siadam do nauki – bo czeski się sam nie odrobi.

Wasza zaręczona

Cathryn

*Melanek ma na mnie sposób, jak nie chce mi się do niej wpaść – „Chodź, Żydzie, mam ciastka/chrupki” xD

Reklamy

10 thoughts on “Kuba mi się oświadczył!!!

  1. heh 🙂 na prawdę szczere gratulacje 🙂 Upolowałaś mężczyznę sobie i obyście w zgodzie i szczęściu żyli obydwoje 😀
    pozdro!
    Eliz

  2. Aż mi się gorąco zrobiło. I to nawet nie z powodu tego,, co przeczytałam, a zdjęcie mnie jakoś tak ‚zaczarowało’. Nie będę tu kazań prawić, ale powiem tylko tyle, że ja po ślubie 26. rok i nadal czuję motyle w brzuchu czasem, jak zmierzam ku mężowi, widzę go w oddali. Tak się cieszę, że jesteśmy razem. Czego i Wam życzę.

  3. najpierw popatrzylam, skrzywilam sie, pomyslalam, ze co dzieci wyczyniają. a potem spokojnie sobie przypomnialam, ze w moim wieku moja mama była już od roku mężatką (chociaz nie dzieciatką, nie spieszyłam sie na świat i tak mi zostało) i że nie, nie mamy już 16 lat i to nie jest dziwne.
    tak więc tego – gratuluję:)

      • no ale jednak narzeczenstwo wyraza jakas gotowosc to zamęścia. chyba. w sumie nie wiem, bo mnie nie czekają nawet oświadczyny, co tu dopiero o ślubach mówić!

      • A skąd wiesz? Nigdy nic nie wiadomo z oświadczynami 😉 No wyraża gotowość, ale nim do tego zamęścia dojdzie, to trochę wody upłynie.

  4. W takim związku jestem, ze by się cud musiał stać, żeby się szanowny konkubent chciał hajtać. Co prawda w cuda wierzę, ale nie wiem czy aż takie:P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s