Chała tygodnia – „Spirit – Duch Miasta”

Sesja się zbliża potężnymi krokami. Za tydzień mam zaliczenie z życia społeczno-politycznego w Czechach, uczę się, jak szalona.

Wczoraj zakuwałam cały dzień (a to polityka, a to filozofia, a to rzut oka na angielski) i w okolicach 21szej byłam już tak zmęczona, że postanowiłam obejrzeć sobie jakiś film. Niestety, Wiecznie żywego jeszcze nie mam (jakoś się na to napaliłam), padło więc na coś z zakurzonych zapasów. Czyli na dzisiejszą Chałę.

Przed Wami wpis o Spirit – Duch Miasta.


Pierwszą sprawą jest to, że właściwie żaden plakat do tego filmu mi się nie podoba. ^^’

Film jest ekranizacją komiksu i opowiada historię Denny’ego, który – jako Spirit – jest obrońcą swojego miasta. A ma przed czym go bronić, ponieważ Złym Lordem nr 1 jest niejaki Octopus, co ma nasrane we łbie… Ale, ale, zaraz Wam opowiem cały film xD

Słuchajcie. Jaram się przenoszeniem komiksów na ekrany. Często są to niesamowite opowieści, zachwycające nie tylko fabułą, ale również postaciami czy scenerią. Oglądam nie tylko filmy o superbohaterach (chociaż tych w sumie jest najwięcej…), jakby ktoś pytał. Cały czas mało wiem o komiksach, a mam wrażenie, że to medium jest w stanie nieraz zaskoczyć człowieka. I właściwie tylko dlatego sięgnęłam po Spirit – Duch Miasta.

Na Filmwebie ktoś napisał, że film to wierna ekranizacja. Jeśli tak, to… Wow. To komiks nie ma sensu? o.O

Przez ponad 1,5 godziny zastanawiałam się, po jakim narkotyku autorzy mieli takie chore wizje. Byłam w szoku, kiedy nagle Spirit zaczął dostawać cięgi od Octopusa gdzieś na bagnach (ba, cięgi! To był epicki wpier…), a scena wbicia starego sedesu na głowę naszego protagonisty przerosła jakiekolwiek moje oczekiwania względem tego filmu. Scenę z sedesem trzeba samemu zobaczyć, na YT pewnie znajdziecie. Niektóre akcje z filmu były po prostu… Nie do ogarnięcia rozumowo. Przez pół seansu zastanawiałam się, po co to właściwie oglądam.


Nagłe odniesienie do japońskiej kultury było, ekhm, z dupy wzięte. Przez chwilę miałam ochotę interpretować tę scenę z perspektywy symbolicznej, ale po paru minutach mi się odechciało. Bo wiecie, ‚logos’ to ‚słowo’, w tym wypadku może być słowem rozsądku, które jest zabijane na oczach widzów. Ups, spoiler.

Mam wrażenie, jakby autor komiksu chciał zamieścić w nim wszystko, co się sprzedaje. Japonia, naziści (gdybym nie wiedziała, że sceny z nazistami się pojawią, niechybnie bym padła na zawał z wrażenia!), laski z mieczami, superbohater od siedmiu boleści… xD


Szkoda, że mój screen wyszedł taki mały… To chyba najbardziej znany moment z tego filmu, znajdziecie to dosłownie wszędzie w sieci. Widok Samuela L. Jacksona w mundurze nazisty był nieziemski xD

Spirit jako superbohater jest naprawdę dziwny. Z jednej strony to ktoś na kształt nadczłowieka (praktycznie nie da się go zabić konwencjonalnymi metodami), ma naprawdę fajne ciuchy <3, a w głowie zamiast mózgu kalafior. Niepoprawny podrywacz, którego zachowania są dla mnie bez sensu (patrzcie, umiem wyrwać każdą laskę, która mi się nawinie pod rękę, a moja powiedzmy, że dziewczyna nie jest w stanie odgadnąć mojej prawdziwej tożsamości, hehe), pozwala spuszczać sobie epicki wpierdziel na każdym kroku, a czoło ma nieskażone żadną myślą. Podziwiam Gabriela Macht za to, że był w stanie zagrać takiego przygłupa.


Albo to zasługa sztabu kaskaderów, albo Macht ma całkiem niezłą kondycję. Niektóre sceny biegania po dachach czy walki były bardzo sympatyczne.

Kolejna sprawa, która nie daje mi spokoju, to strona wizualna. Niektóre sceny były jakby żywcem wzięte z Sin City, co pochwalam, bo takie zabiegi mi się podobają. Ale jeśli już się decydujemy na wykorzystanie jakiejś techniki, to nie lepiej by było się jej trzymać? Raz film wyglądał jak animacja, raz jak Sin City, a innym razem jak tania produkcja klasy B. Sorry, jeśli komiks tak wygląda, to ja dziękuję – miszmaszowi wizualnemu mówię stanowcze NIE.

Co mi się podobało:

– Strój Spirita. Właściwie nic oryginalnego, ale wyglądał w tym całkiem fajnie. Poza tym lubię krawaty u mężczyzn ❤

– Scarlett Johansson!!! Według mnie zagrała jedną z najbardziej wyrazistych postaci kobiecych w tym filmie (co z tego, że niektóre jej zachowania nie miały zupełnie sensu). Pokazała, że umie grać. Bo grać taką paskudną babę też trzeba umieć. Poza tym jaram się nią nie od dziś (następna notka piorąca Cathrynkowe brudy będzie o jaraniu się właśnie). Swoją drogą – chyba sobie kiedyś kupię takie okulary. Jak schudnę z dziesięć kilo i zacznę się w miarę normalnie ubierać. Może wtedy będę wyglądać tak fajnie, jak ona *Cath się ślini*.


Dobrym pomysłem była seria plakatów z paniami z tego filmu, przy czym najbardziej do mnie przemawia właśnie ten. ^^

Cały czas prześladuje mnie myśl, że ten film był dla paru aktorów jedynie chałturzeniem (zwłaszcza dla Johansson i Jacksona) i jakby go nie było, to nikt by nie płakał z żalu. Jeśli chcecie spędzić miły wieczór z dobrym towarzystwem i głupawym filmem, to gorąco polecam Spirit – Duch Miasta, chociaż imo lepszym wyborem byłoby bardziej ambitne Watchmen.

Nom, czuję się o wiele lepiej. Lecę się przygotowywać do wyjścia.

Wasza śpiąca (ta pogoda mnie dobija ><„)

Cathryn

Reklamy

6 thoughts on “Chała tygodnia – „Spirit – Duch Miasta”

  1. Jej, jak to jest tak głupie, jak to przedstawiasz, to ja to muszę zobaczyć! Koniecznie, koniecznie, chociaż filmy na podstawie komiksów omijam, jeśli nie markuje ich logo Marvela albo nazwisko Nolana, ale to takie moje małe zboczenie.
    BTW, będą jakieś kolejne chały w niedalekiej przyszłości? Bo wiesz, sesja się zbliża, trzeba coś robić, żeby się nie uczyć 🙂

    • Będą, będą, jak znajdę czas, by coś obejrzeć – na złe książki praktycznie nigdy nie trafiam. Może coś podrzucisz? Albo wreszcie sięgnę po tę nieszczęsną Jenoff, ale wtedy marny los mojej psychiki…

  2. Jako, że filmu nie widziałam, to polecę dwa inne, które są całkiem spoko:
    1. Fairy Tale Killer – chiński film o psychopatycznym seryjnym mordercy i głównym bohaterem, którego nie da się lubić.
    2. U niej w domu – to jest dla odmiany francuskie, z żoną Polańskiego, z tego co wiem to teraz wchodzi do kin. Ma całkiem zaskakujące zakończenie :p

  3. Za to Wiecznie żywy to po prostu SUUUPER film. Zmierz o zombi. Jak na mój gust, a o gustach się nie dyskutuje – SPIRIT to przy tym poezja. Pozdrawiam. Chiba żem na tyle prosty, że nie obejmuje głębokości fabuły Wiecznie żywego. Wczoraj obejrzane Mroczne cienie i chyba te żnie ogarnięte. Albo robią za „mądre” kino, albo ja po prostu za prosty.

    • Każdy inaczej odbiera filmy – niektórym „Spirit” mógł się podobać, innym nie. Niektórym podobają się takie filmy jak „Od zmierzchu do śmiechu”, czego osobiście nie pojmuję.
      Jak powiedział Kominek kiedyś – powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje, jest głupie, ponieważ najlepsze dyskusje są właśnie o gustach. Po to piszę Chały, by m.in. poznać zdanie innych ludzi.
      Wiesz, kiedyś skrytykowałam książkę Milosa Urbana pt. „Cień katedry”, potem się okazało, że po prostu była dla mnie zbyt skomplikowana. Dzięki temu się czegoś nauczyłam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s