O wewnętrznym dziecku słów kilka, czyli dostrzeżona zmiana pokoleniowa.

Do napisania tej notki zmotywował mnie artykuł na edziecko.pl, który możecie przeczytać (i obejrzeć) tutaj. Tak sobie przeglądałam kolejne slajdy i każdy sprawiał, że byłam w coraz większym szoku.

Niektórzy mi mówią, że mam mentalność emerytki. Bo zamiast imprezować i umierać z niewyspania następnego dnia wolę wrócić wcześniej do domu, poczytać przed snem i się wyspać jak człowiek. Nie chodzę na koncerty, nie upijam się do nieprzytomności (ale to wkrótce! Tylko odstawię leki i się zacznie balanga xD), nie wyskakuję na piwo na okienku… Dopiszcie sobie do tej listy, co chcecie. Tak, zgadzam się, mam mentalność emerytki. Ale to emerytka z dobrze pielęgnowanym wewnętrznym dzieckiem *mózg rozje…* xD

Jestem takim dziwnym człowiekiem, chociaż pod miano nerda jeszcze chyba nie podchodzę (powiedziała ta, co ma 371 obejrzanych tytułów na MyAnimeList). Ostatnio przypatruję się ludziom i zastanawiam się, jak to jest z tymi wewnętrznymi dziećmi.

Mam 22 lata. Gdybym żyła przed zmianą ustroju (czyli gdybym miała te 22 lata ponad dwadzieścia lat temu), w tym wieku byłabym pewnie mężatką z co najmniej jednym dzieckiem, pracowałabym i zajmowała się domem. Teraz, w 2013 roku, jestem na trzecim roku studiów, rychłego zamążpójścia nie planuję (dzieci tym bardziej), po powrocie do domu z uczelni zajmuję się rzeczami, które zadziwiają moich rodziców.

Według podlinkowanego wyżej artykułu moje wewnętrzne dziecko ma się dobrze, albowiem:

a) używam slangu

Ciężko mi w ogóle pojąć, co autorka miała na myśli. Młodzi ludzie dzielą się obecnie na bardzo małe grupki i każda z nich posługuje się swoim slangiem. Ja na przykład wplatam w swoje wypowiedzi memy, co sprawia, że stają się zbyt hermetyczne i często muszę je komuś tłumaczyć. Stosuję masę zapożyczeń, często nieświadomie (kiedy powiem coś po polsku z czeską składnią), uwielbiam cytować filmy/książki/seriale… Czy to sprawia, że jestem dziecinna? o.O

b) gram w gry planszowe

Pisałam już w notce o planszówkach, że teraz masa gier jest skierowana do ludzi w wieku licealnym i wyżej. Poza tym – co złego w graniu w gry? To chyba lepsza rozrywka, niż ciągłe mizianie się po kątach (tak niektórzy wyobrażają sobie życie dorosłych xD).

c) czasem zdarzy mi się obejrzeć coś skierowane dla dzieci/młodzieży plus filmy animowane

Primo: swego czasu oglądałam nałogowo H2O: Wystarczy kropla wody, w dziwny sposób się przy tym rozluźniałam. Secundo: Anime, wbrew pozorom, to często rozrywka nie dla dzieci 😛 Tertio: ciekawą sprawą są filmy z animacją komputerową, gdzie używany jest taki język, którego dzieci ni cholery nie zrozumieją (pamiętam jak dziś, jak byłam z Kubą na Shreku Trzecim i siedzący przede mną dwulatek co i rusz prosił mamę, by wyszli, a ona tymczasem chichrała się z dwiema psiapsiółkami). Tak więc… Co z tym fantem zrobić?

d) gry online, komputerowe i tak dalej

Tak, gram w Angry Birds, mój chłopak też gra, szwagier tak samo. Wszyscy umrzemy xD Dziwne, to wszystko jest dziwne – dlaczego gry mają być rozrywką tylko dla dzieci?

Nie zajmuję się natomiast kolorowaniem (chyba, że coś naskrobię korespondentkom w listach i potrzebuję pokolorować swoje dzieło, by np. wiedziały, w jakiej kiecce byłam na weselu kuzyna) – zaznaczanie ważnych rzeczy w notatkach ze studiów się liczy? Bawienie się folią bąbelkową też mnie jakoś nie porywa (zwykle wykorzystuję tę folię do innych celów i szkoda mi ją niszczyć), słuchanie głośnej muzyki natomiast może się skończyć śmiercią lub kalectwem, jak mnie Moja Siostra napadnie.

Fajnie jest mieć w sobie wewnętrzne dziecko. Zwykle wiąże się to z optymizmem, łatwiej jest znieść wiele rzeczy. Poza tym miło jest również popatrzeć na szczęśliwego Kubę, kiedy trzyma w łapkach zieloną świnię z Angry Birds, którą dostał ode mnie na urodziny ^^

Lubię zachowywać się jak dziecko, tulić się do Kuby, wcinać z Nim gofry, chodzić do kina na filmy animowane i od czasu do czasu przeczytać jakąś książkę dla młodzieży. Też taka prawda, że gdybym cały czas zajmowała się Holokaustem, skończyłoby się to dla mnie depresją, co nie?

Wasza kichająca (drobna alergia)

Cathryn

Reklamy

4 thoughts on “O wewnętrznym dziecku słów kilka, czyli dostrzeżona zmiana pokoleniowa.

      • jeśli to jest wyznacznik wewnętrznego dziecka (a nie wieczna zdolność do zachwytu nad małymi rzeczami itd) – ciuchy na 12 lat z działu dziecięcego Zary są akurat na mnie;p

      • Też tak chcę… Na mnie wszedłby chyba największy rozmiar. xD Ale też zależy, jakie są to ciuchy. Słyszałam kiedyś o babce, która kupowała w Smyku czarne koszulki dla siebie (a miała chyba z 60 lat), bo nigdzie indziej nie mogła takich dostać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s