Jestem Cathrynek pracujący, żadnej pracy się nie boję!

(notka pisana na raty, byście zobaczyli początkowy zachwyt i efekty pracy po dwóch dniach xD)

5.04.2013

Proszę Państwa, od wczoraj jestem Cathrynkiem pracującym <fanfary> _^_ Nie, nie rzucam studiów ani nie postanawiam wyprowadzić się z domu. Zapragnęłam nagle posiadać własne fundusze (zawsze się jakieś przydadzą w końcu). Dłuższy czas byłam na bezrobociu i zajmowałam się studiami/licencjatem/poprawianiem licencjatu/wszystkim po trochu. Teraz, kiedy mam więcej czasu wolnego, postanowiłam go jakoś spożytkować i zaczęłam szukać pracy.

Poszukiwania trwały tydzień z okładem. Mogłyby trwać dłużej, gdybym była wybredna i myślała w taki sposób: Nie, to za ciężkie, tu za mało płacą, tu trzeba dojechać, tu tam, tu sramto i tak dalej. Dość szybko znalazłam jedno miejsce, gdzie próbowano mnie na początku zniechęcać, ale się nie dałam!

Moja praca polega na wklejaniu materiałów reklamowych do prasy kolorowej. Nic wybitnego ani ciężkiego… Teoretycznie, bo moja zmiana ma 10 godzin xD Przerwy robię, kiedy chcę, także z tym nie ma większego problemu. Po pierwszym dniu bolą mnie mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia… I dobrze, że dzisiaj mam urodziny brata, bo gdybym miała pracować trzy dni z rzędu, po powrocie do domu położyłabym się i nie wstała.

8.04.2013

Wczoraj byłam po raz drugi w pracy.

Zostałam Cathrynkiem pracującym i nagle mam miliard zaległości we wszystkim. Może to przez to, że mam skłonność do odkładania rzeczy na później, cholera wie. Na biurku panuje straszny chaos, co i rusz przypominam sobie o odrobieniu jakiejś pracy domowej, papuga podczas latania wzburza tumany kurzu… Dopiero teraz to dostrzegam. W tamtym tygodniu byłam za bardzo podekscytowana tym, że mam pracę.

Jak wygląda takie wklejanie? Bierze się klej w postaci kropki (kto kiedyś widział wklejoną próbkę kremu do babskiego pisma, wie, jak to wygląda), przykłada się do niego próbkę, potem znajduje odpowiednią stronę w piśmie i przykleja. Wszystko w tak zabójczym tempie, że nie mogłam się przyzwyczaić na początku – ale to tylko kwestia wprawy, potem już samo idzie. A wczoraj, zamiast wklejania, wkładałam do worków foliowych najnowszy numer CD-Action wraz z płytami DVD. Zarąbiste zajęcie, polecam każdemu – nie stoi się długo w jednym miejscu, bo bez przerwy trzeba latać a to po płyty, a to po folię, zdać paczkę i tak dalej. Mówię Wam, to najlepsze dorywcze zajęcie dla mnie; lubię pracę fizyczną i lubię osiągać jakiś cel. Poza tym mam fajnych ludzi, jest pełna kultura na hali i nie chce mi się teraz szukać czegoś innego.

Dojeżdżam na Służewiec, to chyba dwa przystanki za Galerią Mokotów. Daleko, ale dojazd mam bezproblemowy, nie ma co narzekać.

Już obiecałam Melankowi, że zaproszę ją na gorącą czekoladę w ramach rewanżu (ona kiedyś mnie zabrała) ^^

No dobra, rozgadałam się o pracy. I co z tego wynika?

Przyjrzyjcie się jednej rzeczy. W tym kraju ponoć ciężko jest znaleźć pracę. Nie mówię, że nie, broń Boże. Czasem zdarzy mi się posłuchać kolegów z uczelni, jak marudzą na to, ze ten kraj się stacza, że będą całe życie na bezrobociu i tak dalej. Bywa tak, że niektórzy bardzo długo szukają właśnie dorywczego zajęcia.

Sama odpowiedziałam na miliard ogłoszeń internetowych, jestem w pewnej bazie hostess i ani razu nikt się nie odezwał. Przemogłam się, pojechałam do jednego biura, by wypytać o pracę, tam mnie zniechęcali, bo ciężko, bo stojąca i tak dalej, ale ja się uparłam. Jak będę wybrzydzać, to nigdy nie znajdę roboty. I kiedy pojechałam tam kilka dni temu ponownie, od razu zaproponowano pracę w ten weekend.

Może trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, może tylko przemogłam swoje wybrzydzanie, nie wiem. Fakt jest taki, że pod koniec miesiąca dostanę wypłatę _^_ Jeszcze nie wiem, ile, bo nie wiem, ile będzie zleceń. Oby sporo.

Można przeżyć wstawanie o piątej rano i jechanie przez całą Warszawę, serio. Można przeżyć stanie 10 godzin (z przerwami, of course) i bolące plecy. Bo za to będzie się miało olbrzymią satysfakcję.

Może myślę trochę jak dziecko, bo powinnam szukać ambitnej i dobrze płatnej pracy (czasami mam wyrzuty sumienia, bo niektórzy moi rówieśnicy pracują na swoje utrzymanie, nie ciągną od rodziców, mieszkają w innym mieście i jeszcze do tego studiują, a ja jestem darmozjad na nieperspektywicznym kierunku), ale na razie będę się cieszyć z tego, co mam. Z domu nikt mnie nie wygania, czynszu nie każą płacić, po co mieć wyrzuty sumienia.

Wasza nadrabiająca zaległości w codziennych sprawach (tj. szykująca się do przeczytania tekstu na zajęcia)

Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s