Nieznośna lekkość butów.

Do napisania tej notki zainspirowała mnie Dorota, która wczoraj narzekała na to, że niektóre buty są tak lekkie, że aż można je pogubić. Na szczęście, do tych butów nie zaliczają się jej nowe czerwone butki od Lasockiego, kupione wczoraj przy mojej asyście.

Sama mam szczęście do butów. To jedyna rzecz, którą mogę kupić sobie sama i nie wybiorę czegoś, co zahacza o obciach. Serio, z ciuchami różnie bywa. Chociaż zdarzają się dziwne akcje, takie jak kupno niebieskich glanów, które są w sumie o dwa rozmiary za duże (przez całe gimnazjum w nich biegałam – chyba trzeba będzie je wyjąć z szafy, stopy tak mi puchną, że będą w sam raz xD). Jakby ktoś się pytał: kocham te glany i się ich prędko nie pozbędę.

Moimi najlepszymi butami na świecie były, są i będą sandały (bez białych skarpet :P). W lecie niezastąpione. Biega się w nich wygodnie (za autobusem zwłaszcza), na rower są idealne, pasują do wielu rzeczy. W ogóle przez najbliższe kilka lat nie będę narzekać na brak obuwia letniego: człowiek się obkupił w szmateksach czy na wyprzedażach i ma w czym chodzić. Najbardziej jestem dumna z trampek z czaszkami, które kupiłam chyba za 12 złotych xD

Dwa lata temu podczas sesji letniej namiętnie oglądałam Seks w wielkim mieście. Jeśli ktoś nie wie: Carrie, jedna z głównych bohaterek, była wielką fetyszystką butów. Wydawała na nie miliony monet i ciągle było jej mało. Kiedy patrzyłam na nią, widziałam Moją Siostrę. Siostra może nie chodzi w butach od Manolo Blahnika, ale jest bardzo dumna ze swoich czarnych szpilek na dziesięciocentymetrowym obcasie, w których na dłuższą metę nie da się chodzić, ale nogi wyglądają zabójczo. Sprawdzałam na sobie, to wiem ^^

W suszarni (mamy takie małe pomieszczonko na piętrze) stoją stare szafki kuchenne, a w nich miliard butów, z czego ponad połowa to buty Mojej Siostry. Te, które się nie mieszczą w szafkach, stoją w pudełkach i tworzą stosy pod sufit. Siostra mogłaby otworzyć wypożyczalnię i by nieźle na tym zarobiła. Nie rozumiem, po co jej tyle tego, skoro w połowie rzadko kiedy chodzi. Ale są plusy posiadania takiej liczby butów – nie ma sensu mi niczego podbierać (a musicie wiedzieć, że jakby mogła, to by mi podbierała!). Poza tym mamy różne kształty stóp i kiedy jedna zakłada buty drugiej, to potem wyje z bólu. Żaden interes.

Podczas pisania tej notki przypomniało mi się, że muszę sobie kupić adidasy – na trampki trochę za wcześnie, a w zimowych butach zaraz szału dostanę.

Żeby nie było, że w ogóle się nie ukobiecam i całe życie w sandałach biegam – mam buty na obcasie! Kuba świadkiem, bardzo je lubi. Kupiłam je kiedyś na wyprzedaży w Deichmannie i to był jeden z najlepszych zakupów w życiu. Może nogi nie wyglądają w nich tak, jak w czarnych szpilkach Olki, ale też jest dobrze.

Na koniec tych obuwniczych wynurzeń tekst zapożyczony od i za zgodą Idalii Czarnockiej:

„ojeeej zobacz jakie piękne buty”
„no bardzo fajne, są super. tylko wiesz. w butach się chodzi, a nie trzyma je w szafie… tak jak wszystkie, które masz”
„jak mnie nigdzie nie zabierasz to gdzie mam chodzic?”

Padłam xD To naprawdę dobra aluzja! (ja tak mam z noszeniem sukienek xD).

A teraz idę sprzątać, bo pokój woła o pomstę do nieba.

Wasza odpoczywająca i śmiejąca się nad Trucizną Andrzeja Pilipiuka (stary, dobry Wędrowycz, chociaż już ździebko zużyty i już nie tak śmieszny, jak poprzednie tomy)

Cathryn

Reklamy

One thought on “Nieznośna lekkość butów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s