Moje życie nie jest śmieszne!

Pomysł na dzisiejszą notkę wpadł mi do głowy niespodziewanie podczas oglądania Dity Saxovej (filmu o czeskiej Żydówce, która przeżyła Holokaust). A raczej nie pomysł na notkę, ale ten tekst:

#oglądaj „Ditę Saxovą”, czechosłowacki film o Żydówce, która przeżyła Holokaust
#skojarz sobie scenę tańca czterech dziewcząt z piosenką Camelot z Monty Python i święty Graal

Masakra – pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy. Trzeba być mną i mieć bardzo sprany mózg, by mieć takie skojarzenie. Odpaliłam sobie jednak tę piosenkę, zapętliłam na YouTube i teraz straszliwa prawda zdzieliła mnie w twarz.

Moje życie nie jest śmieszne. Jest troszkę wesołe, ale nie jest śmieszne.

Co się ze mną dzieje? Nie mam powodów, by się śmiać czy cieszyć jak durna. Bo podśmiechujki z życia osobistego ludzi, z którymi nie rozmawiam prawie pół roku czy więcej to nie radość z życia. To prędzej bycie złośliwą małpą.

Miałam okres wybitnie paskudnego samopoczucia, ale cały czas jestem przekonana, że mam to za sobą. Chyba to widać po notkach (starałam się nie marudzić). Dodatkowo dobija mnie Pan Promotor z poprawkami do pracy licencjackiej (Szanowny Panie Promotorze, mam za niską średnią za całokształt studiów, nie będę miała piątki, DAJ PAN SPOKÓJ), zima, która nie chce iść w diabły… I tak oto staję się zgryźliwą, podstarzałą babą, która owszem, ma ostatnio dużo zajęć (Czechożydek żyje i ma się dobrze), ale nic wesołego z tego nie wynika.

Lubię swoje wesołe życie. Generalnie śmieszy mnie cały świat, dziwię mu się i przyglądam, w rozmowie z ludźmi zawsze musi nastąpić moment, kiedy wyszczerzę do kogoś te swoje przetrzebione zęby (ale nie na wszystkich to działa, bu). Czemu więc moja kreatywność spada do zera i jedyne, co mi wychodzi, do w/w podśmiechujki? Już Moja Siostra ma w sobie więcej życia, niż ja xD

Zaaplikuję sobie dietę. Ostatnio odkryłam serial Hotel Zacisze (serio, nie znałam tego, dopiero na lektoracie B2 z angielskiego to zacne dzieło zostało mi objawione) i będę się kurować brytyjskimi serialami (bo na Hotelu się pewnie nie skończy, ostatnio z Kubą obejrzeliśmy pierwszy odcinek Pan wzywał, Milordzie?). Jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi, a przy okazji może poćwiczę angielski.

Czuję się stara, gruba i brzydka. Ale jutro rano wstanę, ubiorę się cudacznie, założę kolczyki z Hello Kitty czy jakieś inne i pójdę w świat, siejąc to, co zwykle sieje ten blog – grozę i niepokój.

A na miły niedzielny wieczór macie piosenkę, która skłoniła mnie do refleksji.

Wasza

Cathryn

P.S. W najbliższym czasie szykuje się kilka rzeczy:

– oddam licencjat po raz 666ty do poprawy,

– zacznie się Miesiąc Tematyczny na Czechożydku (miesiąc z ekranizacjami literatury czeskiej, startujemy z Przygodami dobrego wojaka SzwejkaMelduję posłusznie, że kot był gałgan i zeżarł kanarka xD)

– ponoć WIOSNA MA PRZYJŚĆ (za kilka dni)

– będzie Wielkanoc, na którą jeszcze nic nie przyszykowałam, ale coś wymyślę. xD

C.R.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s