Mroczne ziemniaki się gothują, czyli co Cathryn pichci.

Moi drodzy, upiekłam ciasteczka.

Co w tym takiego niezwykłego? Ano to, że od chyba 1,5 roku nic nie piekłam. W ogóle mało sama z siebie gotowałam.

Lubię gotować. Swego czasu miałam okresowego fioła na punkcie gotowania. Nie mam wielkich osiągnięć w tej dziedzinie, ale jak już do czegoś się przyłożyłam, to zawsze daną rzecz dało się zjeść. I rzadko kiedy ktokolwiek narzekał xD

Znane na całą dzielnię są moje wypieki. Z torebki, ale zawsze jakieś. Babka cytrynowa, muffinki… Dzisiaj po raz pierwszy zrobiłam coś od podstaw, a nie kupiłam gotową masę w supermarkecie 😛 Jestem z siebie dumna.

Swoją drogą, nie rozumiem podejścia wielu ludzi do tego, że dziewczyna w moim wieku MUSI umieć gotować, a torty robić przez sen. Moja mama często narzeka, że nic nie umiem ugotować (guzik prawda), nie nauczyła mnie piec, jak to możliwe, skoro córki jej koleżanek piekły torty w wieku dziesięciu lat… A ja nie czułam takiej potrzeby. Co poradzę. Kiedy miałam siedemnaście lat, nauczyłam się robić jajecznicę (uprzedzam głupie pytania: umiałam usmażyć jajko sadzone i przez kilka lat tylko takie smażyłam, potem mi się odwidziało). Pierwsze ciasto upiekłam też jakoś w tym wieku. Co prawda do spółki z Melankiem, ale faktem jest to, że upiekłyśmy xD

Lubię gotować z kimś. Niestety, rzadko mam ku temu okazję. Kuba pracuje, dziewczyny mają inaczej ułożony plan, niż ja… I tak oto cierpię. Siostra niespecjalnie lubi ze mną gotować (chyba, że zmywam naczynia, wtedy skacze z radości xD). Coś trzeba wymyślić ^^

Cathrynkowymi specjalnościami są: jajecznica (tak idealnie ściętej i posolonej nigdzie nie znajdziecie!), wyżej wymieniona babka cytrynowa, gofry, naleśniki… Swego czasu robiłam smażone paski szynki w cieście (wariacja na temat jednego chińskiego przepisu – całkiem dobre, muszę przyznać) i ryż smażony z kurczakiem. Trzeba zacząć się rozwijać.

Zwykle wszystko mi wychodzi (nigdy nie przypaliłam ciasta!), ale moją wielką wadą jest to, że za dużo solę. Uprzedzam kolejne głupie pytanie – nie, pieprzu nie używam wcale 😛 Bo nie lubię, nie smakuje mi. Kto to w ogóle wymyślił; pieprz jest dobry jedynie w hot wingsach z KyFyCy. Wracając do solenia: leki, które obecnie biorę, wypłukują mi sód z organizmu, także niby mogę więcej solić. Niby, bo zawsze nawalę tego za dużo i potem mi ręce i nogi puchną. Masakra.

Marzy mi się fajnie urządzona kuchnia z wysepką na środku pomieszczenia, z własnymi przyprawami, ziołami, taka klimatyczna. Często takie widzę na filmach i mnie skręca z zazdrości – dopiero bym sobie używała! xD

Kończę, bo się robię głodna! A postanowiłam, że trochę ograniczę jedzenie wieczorami.

Wasza wykorzystująca wolny wieczór (bo jutro jadę po licencjat i ZNOWU będę go poprawiać… Nie wiem, na kogo mam być zła. Na Pana Promotora, czy na siebie?)

Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s