Tegoroczne Oscary są moim osobistym świętem!

Moi drodzy, ledwo włączyłam przeglądarkę i zaczęłam buszować w sieci, a już zasypały mnie najrozmaitsze relacje! Znowu będę musiała się sprężać, bo lecę na uczelnię (to chyba stanie się tradycją), mam ok. 40 minut na podsumowanie. A świat mi wcale tego zadania nie ułatwia – a to relacja na blogu Mizuyashi, a to autorka Spoilerowni mnie zasypuje powiadomieniami na fejsie (Paulina, to nic złośliwego, Oscary są rzeczą, o której się świetnie dyskutuje xD), a fajnie by było jeszcze przejrzeć galerię z kreacjami aktorek na Pudelku… Masa roboty xD

By wprowadzić jakiś porządek, zacznijmy oscarową wyliczankę od tego, co obejrzałam (by nie było, że się wypowiadam, mimo, iż ledwo wiem, o co chodzi). Otóż mam za sobą Życie Pi, Nędzników, Django, Poradnik pozytywnego myślenia oraz Meridę Waleczną (wstyd się przyznać). Trochę mało, ale lepiej, niż rok temu _^_

Faworyci Cathrynka, którzy dostali zasłużonego Oscara i radzę się ze mną nie kłócić w tej kwestii:

– Ang Lee za Życie Pi: lubię tego reżysera, co poradzę. Reszta kandydatów jakoś do mnie nie przemówiła.

– Quentin Tarantino za scenariusz do Django: no kurde, należy mu się! Django to film rewelacyjny pod każdym względem i moją wielką bolączką jest to, że nie dostał więcej statuetek.

– Christoph Waltz za rolę drugoplanową w Django: spróbujcie się tylko ze mną kłócić. 😛 Swój zachwyt nad tym panem wyraziłam w specjalnej notce i teraz mam wrażenie, że to nie jego ostatni Oscar.

– Anne Hathaway za rolę drugoplanową w Nędznikach: klasa, klasa i jeszcze raz klasa. Nie dość, że dała się oszpecić dla roli (nie każdy potrafi się tak poświęcić, serio. Chociaż zauważyłam taką tendencję, że kiedy aktorka się poświęca dla roli – chudnie, grubieje, brzydnie, ścina włosy, cokolwiek – to ma większe szanse na Oscara. Jak chociażby Charlize Theron, która za rolę w Monster dostała nagrodę), to jeszcze świetnie poradziła sobie ze śpiewaniem i z mało wyrazistej roli uczyniła naprawdę tragiczną kreację, która zapada w pamięć. Jestem zachwycona.

Miłość jako najlepszy film obcojęzyczny: nie oglądałam, ale planuję to nadrobić w najbliższej przyszłości. Jakoś tak miałam przeczucie, że film Hanekego dostanie Oscara.

Skyfall by Adele jako najlepsza piosenka: gdy usłyszałam o nominacji, od razu powiedziałam, że wygra. Nie ma bata, Adele wygra. Film ponoć jest średni, ale nie znam osoby, której by się piosenka Adele nie podobała. Trzyma w napięciu lepiej, niż niektóre Bondy.

Cathrynkowe zaskoczenie stulecia:

– Jennifer Lawrence za rolę pierwszoplanową w Poradniku pozytywnego myślenia: dla mnie fakt, że ten film był nominowany w tak wielu kategoriach, jest zaskakujący. Obejrzałam, nie zachwycił mnie tak, jak się spodziewałam (po dłuższym namyśle dochodzę do wniosku, że obejrzałam go w złym okresie swojego życia i pewnie za parę lat podczas kolejnego oglądania odbiorę go zupełnie inaczej), ale nie spisałam go na straty. Jednak w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że Akademia postanowi kogoś za ten film uhonorować! Nie wierzyłam w to. A tymczasem ktoś docenił Jennifer Lawrence, którą się od czasów Igrzysk śmierci jaram. Co poradzę ❤ Cieszę się bardzo, triumfuję wręcz, ale cały czas mam wrażenie, jakby ktoś sobie jaja robił. xD

To, czego się Cathrynek spodziewał, ale zbyt szczęśliwy nie jest:

– Daniel Day-Lewis za rolę pierwszoplanową w Lincolnie: nie mam nic do tego pana, od czasów Nine bardzo go lubię, ale… Jackman… Był rewelacyjny i liczyłam na to, że dostanie Oscara.

Merida Waleczna jako najlepsza animacja: hmmmmm… Mam mieszane uczucia względem tego filmu. Nim go obejrzałam, byłam święcie przekonana, że jest z gatunku takich dzieł jak Shrek czy Madagaskar, gdzie dorośli się śmieją na równi z dziećmi, a tymczasem okazało się, że to dzieci się częściej śmieją… Może jestem za stara.

Słówko o oscarowych kreacjach xD

Zrobiłam research na Pudelku i muszę Wam powiedzieć (mimo, iż guzik się znam na modzie), że wielkiego szału nie było. Kilka zjawiskowych kiecek, kilka od czapy, masa zwyczajnych i nieprzykuwających uwagi. Największego zonka miałam przy sukience Lawrence („W tym da się chodzić?!”) – kiedy potem usłyszałam, że dzięki tej kiecce Lawrence się wywaliła na schodach, nie zdziwiłam się wcale. To piękny ciuszek (od Diora!), ale nadaje się tylko do pozowania, nie do chodzenia… Natomiast dostałam ślinotoku na widok zdjęcia Charlize Theron ❤ Ach, te moje zapędy. Anne Hathaway wygłupiła się trochę ze szwami na biuście (reszta sukni jest naprawdę ładna…), Kristen Stewart wyglądała na zabiedzone wpół do anorektyczki, a stroje Bonham-Carter, Hayek i Kidman bym z nich zdarła i sama w tym chodziła. Tyle w temacie.

Ogólnie rzecz ujmując – jestem bardzo zadowolona z wyników. Istnieje sprawiedliwość na tym świecie. Trochę mi szkoda Tarantino, ale pewnie ma radochę ze swojej nagrody.

Wasza zabiegana

Cathryn

Reklamy

8 thoughts on “Tegoroczne Oscary są moim osobistym świętem!

  1. To ja się zgłaszam jako osoba, która nie znosi piosenki Adele! Najnowszy Bond jest do dupy i ta piosenka mi się nie podoba, O.
    A z drugiej strony mam wrażenie, że Tarantino ma totalnie w odwłoku te Oskary, ale może to tylko moje wrażenie 🙂

    PS. Nie obrażam się. Co prawda z reguły bardziej jaram się nagrodami BAFTA, ale nie gadać o Oskarach to tak, jakby być Polakiem i nie narzekać 😀

  2. Dla mnie Merida jak najbardziej zasłużona. Chociażby za animację jej włosów, obłed;) Nie wiem, czy dzieci się na tym śmiały i jak często, bo byłam na projekcji, gdzie były 4 osoby na sali i żadnego dziecka (jakoś późnym wieczorem), ale wiem, że dorośli na końcu ryczą. Szczególnie matki i córki.

      • Ja do niego podeszłam jako do dziecięcego filmu. W sumie to oglądałam wcześniej trailery przez ponad rok, muzyka, te włosy, ahh, no więc się jarałam. Jedyne co mi w tym nie pasowało, ze był za krótki – ale to kwestia tego, że dzieci wysiedzą określony czas w skupieniu. Lubię w sobie tę dziecięcą radość przeżywania różnych rzeczy (filmów i seriali przyrodniczych…). No i poszłam na to z moją mamą, z którą przeszłyśmy trochę w moim okresie nastoletnim to pod koniec ryczałyśmy jak bóbry jednocześnie próbując się z siebie nabijać, że „ahaha breczysz!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s