Perypetie czytelnicze z „Grą o tron”

Moi drodzy, sprawy studenckie tak mi ostatnio zaprzątają głowę, że wszystko wokół zaniedbuję. Nawet czytanie książek. A przecież nie po to założyłam Czechożydka, by się opierniczać, nie? ^^’ Problem polega na tym, że miałam wielkie plany książkowe. Że przeczytam tyle a tyle, że co tydzień będzie recenzja… A tu życie pokazało, że może być inaczej – mianowicie wciągnęłam się w sagę Pieśń Lodu i Ognia, na dzielni zwaną po prostu Grą o tron^^’

Wyobraźcie sobie, jak wielkie katusze cierpię! A cierpię, ponieważ:

#Prowadź bloga książkowego
#Nic na niego nie wrzucaj, bo czytasz Pieśń Lodu i Ognia, a to nie pasuje na bloga, bo nie jest ani czeskie, ani żydowskie.

Ale co się poradzi… Zostało mi jeszcze pół tomu Uczty dla wron oraz cały Taniec ze smokami. Potem pewnie będę płakać, że chcę więcej… E, w międzyczasie wyjdzie trzeci sezon serialu, więc chyba nie będzie aż tak źle.

Hmmm, miało być o perypetiach czytelniczych, a notka jak na razie jest nudna. Biorę się do roboty ^^’

Otóż pierwszy tom przeczytałam w tamtym roku w wakacje. Znalazł się od nawet w moim zestawieniu najlepszych książek przeczytanych w 2012 roku. Byłam zachwycona; jedyną wadą tej książki była grubość (900 stron) i to, ze wydrukowano ją na dobrym jakościowo papierze, przez co była ciężka jak diabli i nie wiedziałam, jak ją trzymać, by mnie nie przygniatała. Potem jakoś nie mogłam się zmotywować do Starcia królów, dopiero w okolicach Bożego Narodzenia się za to zabrałam. I tak wsiąkłam… ^^’ Zamiast pisać licencjat czytałam Nawałnicę mieczy, zamiast uczyć się do sesji męczyłam pierwszy tom Uczty dla wron i ciągle mi było mało. Teraz się troszkę uspokoiłam, zwolniłam z czytaniem, bo wiem, że jeśli szybko przeczytam Taniec ze smokami, to potem będę płakać. Poza tym, jak już wspomniałam, niedługo będzie trzeci sezon serialu! ❤

Właśnie, serial. Kuba długo mnie namawiał, bym to obejrzała. Nie chciałam, ponieważ zawsze, kiedy jest na coś boom, to ja się czuję do tego czegoś zniechęcona: bo wszyscy o tym gadają, bo nie dają żyć, wciskają mi to z uporem maniaka (jak, za przeproszeniem, My Little Pony: Friendship is Magic) i nie rozumieją, czemu uciekam z krzykiem. Musiałam dojrzeć do tej decyzji i nie żałuję 🙂 Pierwszy sezon nadrobiłam, drugi oglądałam już na bieżąco. Teraz, kiedy porównuję to z cyklem, stwierdzam, że twórcy odwalili kawał dobrej roboty i nie warto się na nich złościć, że zmieniają fabułę. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby serial miał być wierny książce. Odcinki trwałyby ze trzy godziny, jak nie lepiej. Wyszłoby coś na miarę Potopu xD Poza tym jestem przekonana, że nikt nie odważyłby się spieprzyć dalszych sezonów, inaczej naraziłby się na gniew ludzki ^^

Teraz czytam Ucztę dla wron i narzekam, bo nie ma obydwu moich ulubionych postaci – Daenerys i Tyriona. Jak tak można, jak autor mógł mi to zrobić?! xD O ile Tyriona kocha każdy bez wyjątku (brawa dla Petera Dinklage!!!), tak kiedy mówię komuś, że uwielbiam Daenerys, to wszyscy się dziwią. o.O Nie rozumiem.

Tak w ogóle dzisiaj widziałam trailer trzeciego sezonu ^^ Będę dobra i się podzielę:

Nie mogę się doczekać. Jeszcze tylko trzydzieści parę dni!

A tymczasem biorę się za pisanie prac, ile można się lenić.

Wasza słomiana wdowa (Kuba pojechał na pogaduchy blogerów do Wrocławia, zgubił się gdzieś i baluje. Temu to dobrze ^^’)

Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s