Znowu o „Nędznikach”, o łamaniu własnych zasad i o licencjacie.

Moi drodzy, po niecałym tygodniu wracam w glorii i ch(w)ale, ponieważ większość zaliczeń jakimś cudem jest już za mną. Miałam ich badziewnie wręcz mało… Na więcej jednak nie mam chęci. Chyba się starzeję, skoro pięć zaliczeń wyssało ze mnie prawie wszystkie siły.
Została przede mną najgorsza rzecz (plus napisanie dwóch prac dla Pana Promotora i umówienie się na zaliczenie z filozofii) – praca licencjacka. Jeszcze tylko jeden rozdział (teoretyczny), wstęp i zakończenie, potem sprawdzanie, maltretowanie mamy, by mi to sprawdziła, wydrukowanie i dostarczenie PP. I koniec. Mam ochotę kupić sobie całą torbę różnych chrupek, zalec w swej żółtej pufie pod kocykiem i czytać… Najlepiej Pieśń lodu i ognia (wczoraj skończyłam drugi tom Nawałnicy mieczy i chcę więcej,. Pozostałe części leżą u mnie na telewizorze ^^). Ale na to przyjdzie czas, kiedy wreszcie oddam pracę. Do ostatecznego terminu zostało mi 1,5 tygodnia, dam radę.
W ramach odpoczynku po wczorajszych zaliczeniach i niezapomnianej przygodzie z PKP, gdzie mój pociąg stał godzinę w lesie i byłam zmuszona zapierniczać na piechotę przez las do drogi w Zielonce, postanowiłam obejrzeć sobie nową wersję Nędzników, o której się rozpisywałam kilka notek temu.
Podczas seansu przypomniało mi się, jak to pierwszy raz w życiu byłam w operze. Było ciekawie, ale jednocześnie całość była długa i usypiająca. Nigdy więcej nie oglądać musicali w łóżku, mało nie usnęłam.
Wpierw to, co mi się nie podobało (mam ochotę pomarudzić):
– Russell Crowe w roli Javerta. I na dodatek śpiewa. Boże, widzisz to i nie grzmisz. On się nie nadaje do tej roli, a do śpiewania tym bardziej… Ma ładny głos, ale nie umie nim grać w ten sposób. Nie, nie, jeszcze raz nie.
– historia się wlecze i usypia widza.
– niektóre wykonania były słabe i w ogóle nie oddawały klimatu piosenek.
– Cosette (ale Cosette mnie od zawsze wkurzała).
Co mi się podobało:
– ANNE HATHAWAY!!! – Jackman. Spodziewałam się tragedii (po co ma śpiewać, Boże, wyjdzie kaszana, nie będę tego oglądać), ale poradził sobie ze swoją rolą. Jako Valjean był naprawdę przekonywujący.
– Niektóre postaci drugoplanowe (Gavroche był przeuroczy), niektóre piosenki… Teksty były ciekawe. Sto lat bym siedziała i bym nie napisała czegoś takiego.
– Dekoracje.
Ogólnie to polecam. Nie ma chały, ale nie ma też wielkiej rewelacji.
***
A teraz czas na łamanie zasady. Miałam nie pisać o związkach*, ale nie mogę się powstrzymać… Paczcie, jaki On fajny ^^

Jeździ po Polsce jako prelegent i się lansuje. A ja siedzę w domu… I tłukę zawzięcie w klawiaturę. Za jakiś czas pewnie się gdzieś zabiorę razem z Nim ^^
Dumna jestem.
Wasza zarobiona
Cathryn

* w końcu się ugnę pod naciskiem niektórych z Was i zacznę pisać, ale prędko to nie nastąpi – bo jak ktoś znowu będzie miał wąty, to cała wina spadnie na mnie 😛

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s