Chała tygodnia – „Prétear”.

Od jakiegoś czasu praktycznie nie oglądam anime. Czuję, że się wypaliłam pod tym względem. Smutno mi z tego powodu. Czasem mam na coś chęć, ale zawsze znajdzie się coś innego do zrobienia i nic mi nie wychodzi z seansu. Aż się łezka w oku kręci, kiedy przypomnę sobie pierwszy rok studiów – zaraz po zajęciach gnało się do domu i oglądało jakąś serię do późnej nocy. Może kiedyś wrócę nie tyle do regularnego śledzenia nowości, co po prostu zdarzy mi się usiąść i coś obczaić.
Jakiś miesiąc temu miałam naprawdę ciężkie dni i potrzebowałam jakiejś lekkiej rozrywki. Chciałam obejrzeć jakieś nadprzyrodzone romansidło. Jako, że nie lubię wracać do wcześniej poznanych tytułów, Zmierzch odpadał. 😛 Zachciało mi się anime. Akurat miałam w swoich zapasach serię, która (przynajmniej tak mi się wydawało) spełnia moje wymagania. I spełniła. Aż za bardzo, bo zostaje dzisiejszą Chałą tygodnia xD Przed Wami anime o pewnej magical girl, czyli Prétear.

Seria opowiada o przygodach pewnej nastolatki, która (jak się okazuje dość prędko) ma za zadanie ratować swoje miasto przed potworami. Pomaga jej w tym banda patała… Ekhm, całkiem nieźle wyszkolonych wojowników. Bez nich bowiem jej magiczne moce nie działały. Boże, za dużo tego do tłumaczenia xD
Nie mam nic do nieskobudżetowych serii o magical girls. Lubię te klimaty. Czasem można wpaść na zajebisty pomysł (moją ulubioną serią jest Mahou Shoujo Madoka Magica, ale to akurat niskobudżetowe nie było… Pisałam o Madoce tutaj). Tutaj może w założeniach pomysł był zarąbisty, ale wykonanie… Ekhm. Może po kolei:
1. Słowotwórstwo Japończyków mnie zaskakuje nie od dziś. Począwszy od engrishu, skończywszy na wymyślaniu nowych pojęć w rodzimym języku. Tutaj postanowili pobawić się z francuskim – słowo „Prétear” nic nie znaczy, ale brzmi z francuska. xD Ciekawe jest też to, jak się nazywa wyżej wymieniona banda wojowników – Leaf(e) Knights. I nie wiadomo, o co chodzi. Czytałam już kilka opinii, żaden autor do niczego nie doszedł.
Twórcy na potrzeby serialu wymyślili czasownik „prét”, który miał oznaczać zamianę głównej bohaterki (Himeno) w Prétear. Lałam po nogach ze śmiechu podczas oglądania, ponieważ trafiło mi się genialne polskie tłumaczenie (brawa dla niezwykle kreatywnej tłumaczki!), która potrafiła użyć zaskakujących form tego słowa.
Jak już wymyślać nowe słowa, to z sensem, bardzo proszę.
2. Przemiana. Ta była tak powalająca, że przy pierwszej nie wyrobiłam i śmiałam się aż do końca odcinka. Nie dość, że kojarzy się silnie z przemianą Sailor Moon, to jeszcze… Jest z podtekstem. Pozwolę sobie zacytować recenzenta z Tanuki.pl:

Nasza bohaterka staje się Prétear, dokonując czegoś o nazwie prét z jednym z rycerzy. W teorii polega to na tym, że rzeczony rycerz „wnika” w postaci kuli światła do jej wnętrza i obdarza ją swymi mocami oraz odbiera za nią ciosy przeciwnika. W praktyce natomiast w scenie transformacji oprócz bohaterki, przykrywającej wdzięcznie wygiętą rączką odsłonięty biuścik (skądinąd nic nie wskazuje na to, by drugą ręką zakrywała sobie bardziej strategiczne partie), mamy także podgląd na odsłoniętą klatę kolejnego przystojniaka (tu warto może nadmienić, że czterech jest wprawdzie dorosłych, ale trzej są zdecydowanie nieletni i Himeno należałoby zamknąć za obnażanie się w ich obecności).

Nasza bohaterka podczas transformacji wygląda, jakby zaraz miała mieć orgazm. Przynajmniej ja tak uważam. Cy wygląda naprawdę dziwnie, kiedy łączy się z wojownikiem, wyglądającym na dziesięciolatka…
3. Świat przedstawiony. Jednocześnie wielkie nowatorstwo i wielka chała xD Kto to wymyślił?
Otóż rzecz się dzieje w mieście, które zostało nazwane na cześć jednej bardzo znaczącej rodziny (na którą składała się matka-wdowa i jej dwie córki). Ojciec głównej bohaterki ożenił się z wdową, dając jej swoje nazwisko. A co za tym idzie, zmieniła się nazwa miasta. WHAT?! Czy twórcy nie myślą?! Ile to problemów ze sobą niesie!!! Ja wiem, że to ma być odmóżdżacz, ale osobiście bym takie rozwiązanie wymyśliła tylko po pijaku i nigdy bym go nie próbowała zrealizować. W żadnym dziele, bo w rzeczywistości się raczej nie da.
4. Główna bohaterka i gagi z nią związane. Mamy do czynienia z przerobionym motywem Kopciuszka, przy czym nie musi ona harować jak wół, tylko jest ignorowana. Ojciec zajmuje się żoną, jedna siostra jej nie znosi, druga ją olewa.
Himeno jest niepoprawną optymistką, a jednocześnie pierdołą. Ile razy widziałam, jak obrywa lub pada na ryj… Za każdym razem wrzeszczałam, że „było!!!” (w Sailor Moon, of course) i gdybym miała przy sobie popcorn, rzucałabym nim w laptopa.
Jej starsza siostra, jak już zresztą wspomniałam, nie znosi Himeno. Za wszelką cenę usiłuje robić jej na złość. Gagi z tym związane są stare jak świat (i starsze niż Internet), oklepane (typu wykopany dół albo wiadro z czymś tam na drzwiach) i nie wiem, kogo ma to śmieszyć.
***
Jedyne, co mi się podobało, to wątek romansowy, ale chwilami naprawdę miałam ochotę rzucać popcornem w laptopa.
Podsumowując: anime jest rozwleczone, przekombinowane, pełne zerżnięć z Sailor Moon (to się ładnie nazywa „kalki”, ale były wg mnie przesadzone), mało oryginalne i w sumie nie wiem, czemu mi się to podobało pod koniec. Na szczęście, seria nie była długa (tylko trzynaście epizodów).
Mogę to nawet polecić, ale nie jest to dzieło ambitne i raczej wolę polecić Madokę.
Wasza
Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s