Odkrycia roku – najlepsze śmiechowe filmy ;)

To już ostatnia notka z filmowymi przemyśleniami (pewnie skaczecie z radości). ^^’
Oj, dużo się tego w tym roku widziało. Ciekawa jestem, czy utrzymam podobną formę następnym razem.
Bez zbędnych wstępów – jedziemy! Uprzedzam, dobór tytułów jest dziwny.
1. Thor, reż. Joss Whedon, Kenneth Branagh

Najgłupszy film roku. Ale nie dlatego, bo pretenduje do bycia Chałą, tylko… A zresztą.
Któregoś dnia siedzieliśmy z Kubą i dumaliśmy, co by tu obejrzeć. Namawiałam go na Thora („oj weeeź, będę miała Chałę, D~Bognie się to cholernie nie podobało, oj weeeź”) – K. dał się namówić i po jakimś kwadransie już wyliśmy. O ile dobrze pamiętam.
Zacytuję Paulinę Ł. – Thor jest śmieszniutki. Pocieszny. Taki totalnie nieżyciowy. Miewa dziwaczne pomysły i odzywki. Uwielbiam tę postać! Obśmialiśmy się z niego równo. Polecam na poprawę humoru (poza tym obsada jest bardzo dobra. I ta Natalie Portman… *Cath się ślini*).
Przypominam, że filmy o Avengersach najlepiej oglądać w kolejności wychodzenia i zostawić sobie The Avengers na koniec. A jeśli ktoś nie ma ochoty na maraton, to może sobie obejrzeć wpierw tylko Thora. ^^
2. Iron Sky, reż. Timo Vuorensola

Nie mogłam sobie tego darować. xD
Moi drodzy, historia jest jak wymyślona przez dziecko z podstawówki (albo baaaardzo pijanych ludzi), ale kiedy się ją potraktuje jako metaforę, wychodzą straszne rzeczy. Ten film naprawdę daje do myślenia. Można się przy nim pośmiać, ale kiedy człowiek się nad tym wszystkim zastanowi, może dojść do poważnych wniosków – przynajmniej ja tak miałam. Jeśli ktoś potrzebuje rozrywkę na wieczór, to gorąco polecam. ^^
3. Megamocny (Megamind), reż. Anna Apostolakis-Gluzińska, Tom McGrath

Moja przygoda z Megamocnym zaczęła się całkiem niewinnie. Od dawna miałam chrapkę na tę animację (w ramach odpoczynku od anime). Kiedyś z D~Bogną i Asią (które tu pozdrawiam) zrobiłyśmy sobie babski wieczór filmowy i aż czułam, jak mój dom się trzęsie od naszego śmiechu.
Musicie jednak wiedzieć, że na tym się nie skończyło, ponieważ zakochałam się w tym filmie _^_ Obejrzałam go w sumie chyba z sześć razy (to były okolice sesji zimowej, więc chodziłam zestresowana i potrzebowałam rozrywki), w tym dwa po angielsku (jednocześnie przerażam samą siebie i jestem z siebie dumna, ponieważ mój angielski nie jest tragiczny). Łojezu, nie wiem, co mi się stało. Chyba oczywistym jest, że polecam to wszystkim 😉
4. Zaplątani (Tangled), reż. Wojciech Paszkowski, Nathan Greno

Z filmami animowanymi zawsze jest to ryzyko, że mogą być dla ciebie za dziecinne. Bałam się, kiedy sięgałam po Zaplątanych, ale nasłuchałam się dobrych recenzji i postanowiłam zaryzykować.
Polski dubbing wymiata. Przyjemnie się oglądało, słysząc znane (i dobre) polskie głosy (Danuta Stenka była niesamowita: pierwszy raz słyszałam ją w dubbingu i stwierdzam, że się do tego nadaje xD). Humor bardziej nakierowany na dorosłych, ale dzieciom chyba też się podoba ^^’ Nie wiem, nie znam się. Polecam, na poprawę humoru świetnie się nadaje.
5. To nie jest kolejna komedia dla kretynów (Not Another Teen Movie), reż. Joel Gallen

To film, przy którym kilka razy nie wyrabiałam z powodu przerostu formy nad treścią, ale oceniam go jednak pozytywnie. Czemu? Bo mamy tutaj nienachalne nawiązania do innych filmów. Serio, są nienachalne. Jak chociażby nawiązania do Carrie, których nie dałoby rady wyłapać, gdyby ktoś nie znał filmu (Kuba nie znał i mu musiałam tłumaczyć xD). Dobrana obsada, która nie przesadzała z robieniem dziwacznych rzeczy (i była przy tym aż naturalna…) – ten film się diametralnie różni od Strasznych filmów. To forma zakazanej przyjemności, ale… Znośnej. Wytłumaczalnej. Albo jestem dziwna. xD
6. Ted, reż. Seth MacFarlane

Wbrew pozorom wymagająca rozrywka. Trzeba się dobrze orientować w amerykańskiej popkulturze, by zrozumieć nawiązania i żarty. Byłam na tym w kinie i widziałam, jak gimbusiarnia z pierwszych rzędów wstaje i wychodzi po jakichś dwóch kwadransach – nie rozumieli, co się tak naprawdę dzieje i czemu bohaterowie się śmieją. Co nie znaczy, że jestem zarąbista i wszystko wyłapałam 😛 Mieliśmy z Kubą dobrą zabawę, wzajemnie sobie podpowiadaliśmy i było ok. Według mnie ten film to rewelacja.
7. Annie Hall, reż. Woody Allen

Wraz z D~Bogną mamy fazę na Allena od czasu Kina Letniego. Postanowiłyśmy zrobić sobie maraton całonocny i zaczęłyśmy od Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie (ale baliście się zapytać) – to był zły pomysł. xD Wyłączyłyśmy po kwadransie, Dorota przeżywała małą traumę, a ja próbowałam jakoś naprawić sytuację. Następna była właśnie Annie Hall i Dorocie momentalnie przeszła trauma. ^^
Film zabawny, z genialnym humorem, ale to również wymagająca rozrywka. Zmusza do myślenia. I do długich dyskusji. ^^
8. O północy w Paryżu (Midnight in Paris), reż. Woody Allen

Kino Letnie się kłania. ^^ Sytuacja podobna, jak przy Tedzie – młodzież tłumnie opuszczała wołomiński plac, bo nie rozumiała nawiązań do literatury. My z D~Bogną miałyśmy niezły ubaw. Film jest przeuroczy, a epizodyczne rólki go urozmaicają (Adrien Brody jako Dali!).
9. I love you Phillip Morris, reż. John Requa, Glenn Ficarra

Kiczowate, jak jasna cholera, ale mnie urzekło. Film dwóch aktorów (Carreya i McGregora, którego nie podejrzewałam o to, że potrafi zagrać geja). Obydwa panowie są powalający i mimo, iż historia chwilami była naprawdę smutna, gęba mi się śmiała na sam ich widok. Polecam tym, którzy to skreślili: niepotrzebnie to robicie, to nie jest złe kino.
10. Życie jest piękne (La vita è bella), reż. Roberto Benigni

Pisałam o tym przy okazji mojego maratonu filmów o Holokauście (powinnam przestać pisać notki o filmach, bo Odkrycia roku stają się ich podsumowaniem xD).
Z perspektywy czasu zapominam o swojej złości (i próbach przetłumaczenia sobie, że nie chodzi o dokładne odwzorowanie warunków obozowych, tylko o samą ideę) i wspominam ten film coraz cieplej. Benigni stworzył coś fantastycznego, co już się znalazło w kanonie filmów o Shoah (według mnie, jak się komuś nie podoba, to trudno :P). Warto też zauważyć, że jest to dzieło ponadczasowe i uniwersalne – wątek miłości ojcowskiej, próby ułatwienia życia dziecku, poświęcenie obojga rodziców. To potrzebny film, który warto puszczać młodzieży w szkołach (co miało miejsce w moim gimnazjum, chociaż osobiście się na to nie załapałam). Ale, ale, miało być o wątkach komediowych! Wygłupy Benigniego i jego filmowego dziecka mają drugie dno i mimo, iż film opowiada o tak tragicznych wydarzeniach, nie sposób się nie śmiać. Poza tym chciałabym, by ktoś do mnie mówił „Dzień dobry, księżniczko” – kto by nie chciał? 😉
To tyle z filmów. Nie próżnowałam przez rok ^^ W tym miesiącu muszę się jednak ograniczyć z oglądaniem, bo licencjat leży i kwiczy. _^_
Wasza
Cathryn

Reklamy

5 thoughts on “Odkrycia roku – najlepsze śmiechowe filmy ;)

  1. No piękne zestawienie. 90% filmów wspomnianych oglądałam i się zgadzam, na „Teda” chyba w końcu się skuszę.
    No i śmieszniutki Thor na pierwszym miejscu, jak najbardziej zasłużonym 😀

      • „fafuśny kur**” ❤
        Moja znajoma z jednego forum mówi, że Thor to przerośnięty chomik, a reszta świata się dostosowuje 😀
        "Teda" jeszcze nie widziałam, ale może dziś urządzę sobie seans. Albo sobie ściągnę i obejrzę w pociągu wracając do domu na święta 🙂

  2. No ja na pewno dalej będę uważała, że jest śmieszniutki. I będę sadziła serduszka gdzie popadnie i robiła fanarty z Lokim, o.
    ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s