Odkrycia roku 2012 – najlepsze filmy (ogólnie)

Moi drodzy, jak zapewne zauważyliście, przyszedł grudzień. Czas podsumowań, czas refleksji… Ekhm, jak to beznadziejnie brzmi… O czym mówiłam? A, o grudniu. Niektórzy z Was pewnie już myślą o świętach, niektórzy (jak ja i Mel) myślą o zbliżającej się sesji zimowej (omamoomamojaniechcęęęęęęęę), a inni powolutku piszą sobie licencjat (jak ja).
Dla mnie grudzień jest miesiącem podsumowań: co udało mi się osiągnąć w tym roku? Zazwyczaj płaczę rzewnymi łzami, jak mało zrobiłam i jak wiele czasu przepierniczyłam na pierdoły. Tym razem jest inaczej – po paru dniach przemyśleń dochodzę do wniosku, że nie jest tak źle! Mogłam przeczytać więcej książek, owszem, ale jestem z siebie dumna i tak. O tym jednak innym razem.
Dzisiaj krótkie podsumowanie najlepszych filmów, jakie widziałam w tym roku. Jest jednak problem – w ramach leczenia kompleksów obejrzałam bardzo dużo różnych produkcji i miałam wielki dylemat, o czym tutaj napisać. Wybrałam w końcu kilkadziesiąt tytułów, o których powstaną trzy notki. Dzisiaj będą te najlepsze, następnie słowiańskie (czeskie, polskie plus jeden serbski i słowacki) oraz śmiechowe. Nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie.
Także zaczynamy!
1. Podziemny krąg (Fight Club), reż. David Fincher

Najlepszy film tego roku. Co ja mówię, najlepszy film ever! Obejrzałam go dopiero teraz, ponieważ kiedyś (daaaawno temu) zaczęłam i usnęłam. Teraz cytaty chodzą mi po głowie, a przed oczami staje na zmianę Norton z Pittem.
Kuba zauważył, że mam skłonności do filmów o anarchistach. Uwielbiam V jak Vendetta chociażby. Znacie jeszcze jakieś podobne filmy? Chętnie się pozachwycam.
2. The Avengers, reż. Joss Whedon, Waldemar Modestowicz

Film, na który czekałam z utęsknieniem. Pomijając nieznośny efekt 3D i niewygodne okulary, jestem bardzo zadowolona z seansu. Nie ma niczego, co by zmieniła. Czekam na kolejną część.
UWAGA: przed seansem radzę obejrzeć inne filmy o Avengersach, jak obie części Iron Mana, Kapitana Amerykę oraz Thora. The Avengers jest kontynuacją wielu wątków, zwłaszcza tych z Thora.
3. Lot nad kukułczym gniazdem (One Flew Over the Cuckoo’s Nest), reż. Miloš Forman

O książce będę jeszcze pisać w tym miesiącu. Forman wiernie przeniósł historię z powieści na ekran (poza paroma szczegółami, ale nie będę się czepiać). Wielkie pole do popisu miał Nicholson, który mnie oczarował i tylko utwierdzam się w przekonaniu, że to jeden z moich ulubionych aktorów.
4. Korczak, reż. Andrzej Wajda

Zapytacie zapewne, czemu polski film jest tutaj, a nie w notce słowiańskiej. Otóż uznałam, że tam zginie w tłumie czeskich filmów, a nie o to przecież chodzi.
O Korczaku pisałam już tutaj. Dodam tylko, że nie widziałam lepszego filmu o Holokauście do tej pory (Lista Schindlera jest świetna, ale Korczak bije ją na głowę).
5. Zakazane piosenki, reż. Leonard Buczkowski

Podobna zasada, jak z wyżej wymienionym dziełem Wajdy. Bardzo ważny film według mnie („Każdy Polak powinien obejrzeć”). Dodatkowo się jarałam, ponieważ miałam wersję bez cenzury oraz mogłam popatrzeć na zrujnowaną Warszawę (tego typu filmy poszerzają horyzonty i wiedzę historyczną). Ulubiona piosenka? „Czerwone jabłuszko” ^^
6. Sucker Punch, reż. Zack Snyder

Zakochałam się. Kompletnie nie rozumiem, czemu ludzie jeżdżą po tym filmie.
Moja opinia: hołd złożony fanom anime z głębszą treścią. Plus genialny soundtrack, który jest integralną częścią filmu i sama nie umiałabym go użyć gdzie indziej. Moją u;lubioną piosenką zostało Sweet Dreams (Heniek za to tego nie znosi i wiecznie się drze, kiedy to sobie zapuszczam na laptopie).
Must see.
7. Igrzyska śmierci (The Hunger Games), reż. Gary Ross

O moim fangirlizmie słyszał już chyba każdy. Zaczęło się od filmu, potem poszły audiobooki… Teraz pomstuję na to, że druga część będzie dopiero za rok w kinach. Mniejsza o to.
Proszę Państwa, Igrzyska są zrzynką z Battle Royale. Nie wierzę w to, że autorka nigdy wcześniej o tym nie słyszała. Mamy zbyt wiele pokrywających się elementów – losowość wyboru uczestników, możliwość zgłaszania się, państwo trzymające naród za mordę, dwójkę ludzi, którzy postanawiają się sprzeciwić (uogólniam, wybaczcie), naprawdę, długo by wymieniać.
Czemu jednak uznałam to za jeden z najlepszych filmów?
Bo mnie wciągnął. A ostatnio mało który film to robi.
Suzanne Collins stworzyła naprawdę ciekawy świat – antyutopię, gdzie człowiek łamie prawa, ale tylko do pewnego momentu. Za czyny jednostki odpowiada społeczność. Collins zestawiła biedę dystryktów z bogactwem Kapitolu, kicz z ubóstwem (wszystko skrajne).
Film jest wizualnym odwzorowaniem pomysłów pisarki. Plus świetną rzeczą jest to, że postacie nie są przekombinowane.
Uprawiam zawzięty fangirlizm, chociaż nie do końca wiem, czemu. I kłócę się z ludźmi, którzy usnęli na Igrzyskach w kinie xD
8. Lepiej być nie może, reż. James L. Brooks

Długo nie wiedziałam o istnieniu tego tytułu. Poszukiwałam czegoś z Nicholsonem i niechcący natrafiłam na to. Pomyślałam: „co mi szkodzi, oceny na Filmwebie są dobre, czemu nie?” i tak oto poświęciłam ponad dwie godziny na genialny seans.
Myśleliście, że Dzień świra jest oryginalny i jedyny w swoim rodzaju? Mylicie się. Ja też się myliłam do momentu, kiedy zaczęłam oglądać Lepiej być nie może. Główny bohater to taki bardziej ucywilizowany i skłonny do resocjalizacji Adaś Miauczyński. Mimo bycia wrednym, jest na swój sposób uroczy i od razu go polubiłam, kibicowałam mu przez cały film. W ogóle jest to jedna z lepszych historii miłosnych, z jakimi miałam okazję się zapoznać.
Polecam wszystkim bez wyjątku.
9. Casino Royale, reż. Martin Campbell

Mój pierwszy Bond w życiu. Serio. Nigdy wcześniej mnie nie ciągnęło…
Byłam zaskoczona tym, jak wiele można wycisnąć z jednej historii. Próbowałam przewidzieć zwroty akcji, udało mi się to ze dwa razy. Mało się nie popłakałam na koniec. Jestem pod wrażeniem i będę wszystkim polecać.
Natomiast Quantum of Solace mnie uśpiło i byłam skłonna napisać o tym Chałę tygodnia, ale się powstrzymałam.
10. Na zawsze Laurence (Laurence Anyways), reż. Xavier Dolan

Prawdopodobnie nie usłyszałabym o tym prędko, gdyby nie fakt, że mama dostała zaproszenie do kina Wisła. Zaintrygował mnie fakt, że film opowiada o transseksualizmie, a do tej pory udało mi się zapoznać jedynie z Transameriką, chciałam więc zobaczyć, jak jeszcze można opowiedzieć o tym temacie.
Niezwykle dopracowany film, zarówno wizualnie, jak i fabularnie. Miałam co prawda ochotę przełożyć głównych bohaterów kilka razy przez kolano, ale w takich chwilach starałam się skupić na czymś innym. Zachwyciła mnie gra światłem – zaskakujące, jak można nim manipulować, by stworzyć z kadrów arcydzieła.
Ciężko mi cokolwiek o tym napisać. Ten film trzeba zobaczyć – nie jest jednak dla każdego. Niektórych przeraziłby kicz, innych temat, jeszcze innych – główny bohater. Także jeśli jesteście zainteresowani, poczytajcie sobie opisy w Internecie czy recenzje w prasie i się wtedy zdecydujcie. Film wymaga myślenia i cierpliwości (albowiem trwa trzy godziny xD).
To tyle na dziś. Teraz idę nadrabiać z Kubą zaległości w dziełach Davida Finchera. ^^
Wasza zaoglądana i niemająca ochoty na pisanie licencjatu
Cathryn

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s