Zjawisko „Too long, didn’t read” – przejaw idiotyzmu czy tylko posiadania problemu?

Teoretycznie powinnam się wstydzić straszliwie, ponieważ zamiast pisać notkę powinnam robić miliard rzeczy na studia (w tym pisać licencjat), ale mam wymówkę, a nawet dwie:
1. Pisałam drugi rozdział cały Boży dzień,
2. O tej porze i tak nic mądrego w sprawie przestrzeni miasta w filmie Diamenty nocy nie napisała.
Poza tym znalazłam ciekawy artykuł i chciałabym się do niego ustosunkować (jako przedstawicielka obecnych dwudziestolatków). Link do strony macie tutaj*.
W skrócie: artykuł dotyczy zjawiska „TL;DR”, czyli „Too long, didn’t read” („Za długie, nie przeczytałem”), które polega na tym, że czytelnik ocenia tekst w Internecie po jego długości, nie jakości, a jeśli jest za długi, wstawia w komentarzu wymieniony wcześniej skrót i nie zawraca sobie już główki zgłębianiem tak skomentowanej treści. Podobno „TL;DR” jest zmorą w Internetach (swoją drogą, nie zauważyłam, ale zwykle nie patrzę na komentarze, więc chyba mam prawo). Można wywnioskować, że ten skrót jest dość chamski i jego użycie może bardzo zranić autora.
Co Cathryn na to rzecze?
Soooo sad.
Sama piszę bardzo długie wpisy i się dziwię, że komuś chce się to czytać.
Dobrze, żarty na bok – rozumiem frustrację. Ktoś się napracował, jego artykuł jest naprawdę świetny, a czytelnik ma to gdzieś. Ale mówić, że to zmora czasów Internetu? Oj, tu bym nie przesadzała. Nie od dzisiaj bowiem można zaobserwować niechęć do długiej lektury u niektórych ludzi (często tylko na określonym etapie rozwoju).
Sama pamiętam, jak kiedyś ktoś przy mnie powiedział, że nie będzie czytał Pana Wołodyjowskiego, bo to cegła. A to były czasy, kiedy Internet w domach był wyznacznikiem lansu, chodziłam wtedy do wczesnej podstawówki. Wiele osób nie lubi grubych książek, a co dopiero długich artykułów. Nie oznacza to, że są debilami (nikomu nie każę czytać Gry o tron, gdzie pierwszy tom ma ponad 800 stron), bo prostu tacy się ulęgli i tyle. Ale fajnie by było, jakby tacy ludzie zrozumieli, że innym się długie teksty podobają i przestaliby bezmyślnie hejtować.
W dzisiejszych czasach ludzie są cholernie rozkojarzeni. Widzę to po sobie. Moi drodzy, często, kiedy mam coś do zrobienia na laptopie, rozgrzebię pięć rzeczy i potem narzekam, że niczego nie skończyłam. Łatwiej się przyswaja krótkie teksty w tym zaganianym świecie, gdzie do końca dnia chcesz zrobić jak najwięcej. Gdzie masz poczucie, że „nie nadążasz”. Sama podczas robienia codziennej prasówki ładuję sobie kilka stron, po czym sprawdzam każdą po kolei. Jeżeli któraś ma naprawdę długą treść (bądź, co gorsza, artykuł podzielony na strony, że trzeba naprawdę długo czytać), wtedy odkładam lekturę na później. Chcę odczuwać komfort psychiczny podczas czytania i nie mieć wrażenia, że mam jeszcze miliard innych rzeczy do zrobienia. Rzadko kiedy porzucam (chyba, że już po trzech pierwszych akapitach stwierdzę, że usnę z nudów) i nigdy nie wpadłabym na pomysł, by podsumować czyjąś pracę takim skrótem. To jest nie tyle chamskie, co po prostu nie na miejscu.
Skoro komuś nie odpowiada długość, nie musi agitować do tego, by ktoś pisał krótsze teksty. Po prostu się nie czyta i tyle. Co za problem? Można też przełożyć czytanie na później. Mi zazwyczaj wystarcza pozostawienie otwartej karty i eliminacja pozostałych, czasem jednak sięgam po Pocket, które jest baaardzo pożytecznym narzędziem i gdzie wrzucam strony, z których jeszcze na bank będę korzystała.
Internet sprawia, że ludziom nie chce się długo pochylać nad jedną rzeczą, ale ewentualna skłonność do tego nie wzięła się znikąd.
Proszę Państwa, jeśli Wam się nie podoba długość moich notek, to proszę o sugestie i uwagi, a nie bzdurne „TL;DR”, bo to nic w moje życie poza złością nie wniesie. 🙂
Wasza lekko śpiąca
Cathryn

* Sukces, stwierdziłam, że nie ma sensu szukać opcji wstawiania linków w interfejsie WordPressa i warto się pobawić HTML’em. Dawno się tym nie bawiłam. Tak, możecie teraz się załamywać nade mną, proszę bardzo. To nie przejaw głupoty, tylko czystego lenistwa xD

Reklamy

6 thoughts on “Zjawisko „Too long, didn’t read” – przejaw idiotyzmu czy tylko posiadania problemu?

  1. Z jednej strony racja, jest to bardzo nie na miejscu i jest to brak poszanowania pracy autora tekstu. Jak najbardziej ma on prawo poczuć się urażony. Zaś z drugiej strony, często to po prostu przejaw trollingu i autorzy blogów, czy też postów o odpowiednio długiej długości tekstu powinni wiedzieć, że jeśli dana witryna, gdzie tekst jest zamieszczony ma sporą „widownie”, to prędzej czy później pojawi się ktoś, kto wpadnie i napisze „TL;DR, lol” i tyle. Teraz pytanie, czy naprawdę złości to autora, że jakiś dzieciak, czy też troll nie przeczyta jego tekstu? Jak dla mnie to nie warto się tym przejmować, bo autor zna wartość tekstu i tą wartość zna też poważny i dojrzały do tego czytelnik.

    • Wina może leżeć gdzieś pośrodku: jeśli zdarzy się autor, który baaardzo rozwlekle pisze, to teoretycznie nie powinien się dziwić, jeśli ktoś go uraczy takim tekstem.
      Tak na marginesie: o trollingu też chyba kiedyś napiszę. Jedno z najbardziej wkurzających zjawisk świata, przy czym nie jestem w stanie czasem go zrozumieć. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s