Niemoc licencjacka i przemyślenia na temat studiów.

Nie mam siły na pisanie licencjatu.
Też tak macie? Oczywiście, pytanie jest do osób, które piszą 😛
Normalnie nie mam siły. We wtorek muszę oddać dwa rozdziały, mam napisane śmiesznie mało i usypiam nad klawiaturą. Kiedy jestem poza domem, zdania ładnie mi się układają w głowie, mam poczucie, że gdy tylko wrócę do domu, to wszystko napiszę w ciągu paru godzin. A tu guzik – siadam do lapka i nie mogę. Nie umiem.
Naczytałam się teorii o symbolice miasta, wertowałam wczoraj w Bibliotece Narodowej dzieła Toporowa, w BUWie Łotmana, nabrałam siły i chęci, stwierdziłam „Potrafię! Rozku*wię ten licencjat, wszystkim normalnie kapcie z wrażenia pospadają!”. Wracam do domu i mam ochotę pójść spać.
Boże, pomocy.
A do tego jeszcze dochodzi przeczytanie lektury na warsztat (plus lektura na konwersatorium o żydowskiej przestrzeni miasta), opracowanie miliarda pierdół na wykład fakultatywny, jakieś materiały na życie społeczno-polityczne w Czechach, prezentacja na za dwa tygodnie na seminarium i Bóg wie, co jeszcze. A, prace domowe z lektoratów. Na cholerę mi drugi kierunek, ja się pytam? xD Mam wystarczająco dużo zajęć i się ni cholery nie nudzę.
Tak sobie rozmyślam nad tym drugim kierunkiem, patrzę, jak ludzie sobie życie komplikują i studiują dwie rzeczy naraz (słyszałam o przypadku, gdzie dziewczyna miała aż trzy kierunki, ale nie wiem, na ile jest to prawdopodobne). I dochodzę do wniosku, że jak ktoś nie ma partnera, bardzo się w życiu nudzi i nie musi pracować, to niech sobie bierze drugi kierunek. Osobiście bym chyba musiała zrezygnować nie tylko z Kuby, ale ze snu i jedzenia, by się ze wszystkim powyrabiać. Pierwszy rok hebraistyki (bo tylko to wchodzi u mnie w grę) plus pisanie licencjatu, ogarnianie wszystkich rzeczy na studia… O matko. Słabo mi się robi na samą myśl.
Nie myślcie, że jestem leniem (no dobra, trochę lenia we mnie siedzi) – znam swój organizm. Jak teraz czuję się przemęczona na jednym kierunku (i na trzech ogunach), to na dwóch bym nie wyrobiła. Poza tym kiedyś trzeba znaleźć pracę, a drugi kierunek wydłuża tylko dzieciństwo.
Rozmawiałam niedawno ze znajomą z roku – ma już magistra z logopedii, pisze licencjat ze slawistyki. Chciałaby pójść na magisterkę, ale to dodatkowe dwa lata, a kiedyś trzeba znaleźć porządną pracę, zarobić trochę pieniędzy, ustatkować się… Myślę podobnie. Chociaż na myśl, że już niedługo, bo za jakieś trzy lata miałabym wyjść za mąż i rodzić dzieci, mam ochotę uciec z krzykiem.
Poza tym: na cholerę mi drugi kierunek, skoro w tym semestrze latam na trzy oguny o Żydach? xD Zajęcia ogólnouniwersyteckie to zarąbista rzecz, proszę Państwa. Wybieram, co chcę, kiedy chcę, gdzie chcę i chodzę sobie. Na magisterce mam zamiar się pozapisywać na jak największą liczbę takich zajęć i będę chodzić szczęśliwa.
O, dochodzi też kwestia Erasmusa. Zrobię wszystko, byle się tylko na niego dostać. Waham się między Ostrawą (bo blisko i mnie jakoś ciągnie) a Ołomuńcem, bo tam mają instytut judaistyczny czy coś takiego. Jeszcze zobaczę.
Na razie kończę, bo licencjat się sam nie napisze. Wiem, przemyślenia nie są zbyt ambitne i pewnie obniżają poziom bloga (ekhm). 🙂
Wasza
Cathryn
P.S. Obecnie pracuję nad czymś, co część z Was może zaciekawić. Oznajmiam to, by wzbudzić w Was ciekawość i patrzeć, jak cierpicie… A tak naprawdę po to, by się zmotywować. Podejrzewam, że do końca roku będziecie mogli zobaczyć, co mam na myśli. 😉
C.R.

Reklamy

6 thoughts on “Niemoc licencjacka i przemyślenia na temat studiów.

  1. Trudno mi się nie odnieść do poruszonego przez Ciebie tematu drugiego kierunku :). Wiele zależy od etapu, kiedy się go wybierze. Rzeczywiście, będąc na pierwszym czy drugim roku, trudno jest myśleć o podwójnych studiach i pracy, jednak znam i takie przypadki. Teraz, studiując na 3 i „4” roku, sama czekam na odpowiedź z jednej instytucji. Kwestia organizacji. A ja wychodzę z założenia, że życie warto sobie czasem pokomplikować, jeśli ma to cokolwiek ułatwić w przyszłości ;). Aczkolwiek nie wiem, czy w Twoim przypadku to by miało jakiś sens – Ty i bez hebraistyki wiesz pewnie więcej niż niejeden student tego kierunku 😀

  2. O dziewczynie z trzema kierunkami słyszałaś najprawdopodobniej ode mnie 😛 Ona żyje i ma się dobrze.
    Ale to prawda, kiedy nie trzeba pracować, nie ma się partnera, jest trochę łatwiej. Nie dochodzą mi problemy, że trzeba gdzieś w nim wyjść a ja nie mogę bo właśnie uczę się na kolokwium z robaczków…

    Wspieram Cię. I mam nadzieję, że jutro widzimy się w pociągu 😛

    • Oj nie wiem, jestem bliska tego, by zostać w domu i pisać licencjat. Trochę się obijałam i nagle mi sporo się zwaliło na głowę (licencjat, teksty na zajęcia sztuk chyba trzy, prace domowe…). Zobaczę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s